Szła jak w transie przez pole przyozdobione szkarłatnymi główkami maków. Muskała dłońmi delikatne łodyżki, rozkoszując się ciepłem zachodzącego słońca. Wiatr igrał z jej włosami, rozwiewając je na wszystkie strony. Śmiała się. Była szczęśliwa. Wolna od trosk, od wspomnień, od całego zła świata. Wszystko zostawiła tam, na ziemskim padole. Tylko tutaj mogła być sobą. Nie musiała już przed nikim udawać kogoś, kim w rzeczywistości wcale nie była. Zresztą odkąd tutaj przybyła, nie stresowała się już, nie spieszyła donikąd, nie zmuszała się do niczego i się nie uczyła. Mogła robić wszystko, na co tylko przyszła jej ochota. A jednak wciąż chodziła po makowym polu, nie męcząc się i nie myśląc o niczym konkretnym. Wiedziała, że pozostanie tu na wieki, lecz nie przeszkadzało jej to. Cisza wcale nie była męcząca. Samotność też nie. Nie tutaj, w miejscu, gdzie czas nie płynął. Makowe pole nigdy nie mogło się znudzić.
Tak naprawdę sama nie miała pewności, czy jest w niebie. Zawsze wyobrażała je sobie zupełnie inaczej – królestwo pośród chmur, jaśniejące chwałą Boga i wypełnione śpiewem aniołów. Miejsce, w którym przebywały dusze dobrych ludzi, gdzie nie było smutku, trosk, złości, lecz dobroć i miłość. Może i było to nieco naiwne, lecz taka wizja nieba towarzyszyła jej przez wiele, wiele lat. Dopiero później przyszło inne wyobrażenie. Eden. Rajski ogród. Ten sam, z którego wygnano Adama i Ewę. Miejsce wiecznie zielone i tętniące życiem – coś jak ujarzmiona dżungla, w której człowiek i zwierzę żyli ze sobą w zgodzie, karmieni przez wszechmocnego Boga. Makowe pole też w pewien sposób było ogrodem, choć zupełnie innym od jej wyobrażenia. Nie oznaczało to jednak, że nie miało w sobie uroku. Miało, lecz wydawało się mimo wszystko być tylko marną kopią Raju. W takim razie gdzieś musiał się znajdować prawdziwy Eden. Zatem gdzie znajdowała się teraz? W czyśćcu? W miejscu przejściowym?
Jedno było pewne: umarła i nie miała cielesnego ciała. Tutaj znajdowała się jedynie jej dusza, eteryczna, bezcielesna forma, wolna od wspomnień i ograniczeń ziemskiego organizmu. Makowe pole też nie było rzeczywiste, lecz jednak w pewien sposób materialne. Tego się po prostu nie da wytłumaczyć – śmiertelnicy mają zupełnie inne kategorie pojmowania rzeczywistości niż... No właśnie. Siebie też nie potrafiła zdefiniować. Zresztą czy to aż takie ważne? Po prostu trwała – było dobrze. No prawie, bo jedna, jedyna rzecz zakłócała jej spokój – powracający co jakiś czas jak echo krzyk:
– Elma! Wróć!
Nie miała dokąd wracać.
~*~
– Panie doktorze! Obudziła się! – Do zacisznego gabinetu wparowała szczuplutka, młodziutka pielęgniarka, ściskając w dłoni notes z podkładką i poprawiając wymykające się spod gumki kosmyki czarnych włosów. Przystanęła w drzwiach, nie ośmielając się podejść bliżej. Patrzyła tylko uważnie na starszego mężczyznę, czekając na jego reakcję.
– Kto? – Lekarz uniósł głowę znad sterty druczków, które musiał wypełnić w najbliższym czasie. Nienawidził papierkowej roboty, ale jako ordynator oddziału intensywnej opieki medycznej musiał się tym zająć. Był cierpliwy i dokładny, fakt, ale jednak wolał działać niż siedzieć przy biurku i pozwalać umrzeć tym, którzy potrzebują natychmiastowej pomocy. Rąk do pracy nigdy za mało, każdy się przydaje, zaś akurat on był bardzo wykwalifikowanym medykiem – miał doświadczenie. Lata studiów i pracy w szpitalu nauczyły go bardzo wiele. Teraz za nic by nie porzucił tej roboty, nie umiałby tak po prostu zostawić to wszystko, nad czym pracował przez większość swojego życia.
Poprawił zsuwające się z nosa okulary, wciąż spoglądając w wyczekiwaniu na dziewczynę. Była młoda i roztrzepana, ale zdolna. Miała w sobie bardzo dużo energii i nie zyskała jeszcze cierpliwości czy tym bardziej doświadczenia, nadrabiała jednak zapałem i niezwykłą pamięcią. Chyba niedawno zaczęła tutaj praktyki. Studentka? Całkiem możliwe.
– Elma – odparła niecierpliwie dziewczyna, kartkując notes i obracając w palcach długopis. Dlaczego doktor nie mógł się szybciej ruszyć? Przecież to było ważne! Nie na co dzień zdarzają się osoby budzące się ze śpiączki. Większość tego nie przeżywa. Umierają – we śnie. Czasami jednak ktoś wraca do krainy żywych, zwłaszcza jeśli jest to osoba młoda, w pełni sił i mająca przed sobą jeszcze całe życie.
– W porządku, już do niej idę. – Pielęgniarka nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jaką ulgą napełniła go wiadomość, że Elma wybudziła się ze śpiączki. Od pewnego czasu uważał sprawę za przegraną, nie sądził, że kiedykolwiek uda jej się wrócić do zmysłów. No cóż, Elma zawsze go zaskakiwała. Gdyby nie to jej nagłe przebudzenie, pewnie zostałaby skazana na śmierć. Nie wiedział, czy jej rodzice zdecydowaliby się na odłączenie córki od dożylnego odżywiania, czy też zgodziliby się na ostawienie i jej powolną agonię. W pierwszym przypadku do końca swojego życia byłaby jedynie rośliną, niczym więcej. Tego chyba nawet nie można nazwać egzystencją. Nie wiadomo nawet, czy osoba w stanie komy odczuwa cierpienie, ból, zimno. Czy śni. I o czym. Wciąż pozostawało to wielką zagadką dla lekarzy, jednak nie mieli oni jak uzupełnić luki w swojej wiedzy. Przecież nie wypytają nieprzytomnej osoby, bo i jak?
Mężczyzna doskonale zdawał sobie sprawę, że Elma nie chciałaby życia rośliny. Wolałaby umrzeć niż doświadczyć czegoś takiego. Był ciekawy, czy jej rodzice o tym wiedzą. Czy znają własną córkę na tyle, żeby podjąć odpowiednią decyzję. Czy wiedzą, że przedłużając jej życie skazaliby ją na cierpienie tylko z własnych, egoistycznych pobudek? Szansa, że dziewczyna się obudzi, wynosiła jeden na dziesięć tysięcy, więc w zasadzie przebudzenie zakrawało na cud. A jednak się udało. Ciekawe. Bardzo ciekawe.
Podniósł się z krzesła i nie mówiąc już nic więcej, ruszył raźnym krokiem za pielęgniarką. Nie potrzebował przewodnika, ale wyglądało to tak, jakby ona go prowadziła. Nie przeszkadzało mu to jednak. Poprawił zsuwający się z szyi stetoskop, kiwając recepcjonistce, Weronice, głową na przywitanie. Nie przystanął jednak, żeby z nią porozmawiać, jak zazwyczaj to czynił. Dzisiaj się spieszył.
Drzwi do zajmowanego przez Elmę pokoju znajdowały się na końcu korytarza, którego ściany pomalowano na miętowy kolor i obwieszono dziecięcymi rysunkami. Tu i ówdzie stały białe, plastikowe krzesła, tworząc coś w rodzaju poczekalni.
– Powiadomiliście jej rodziców? – spytał doktor, przerywając zapadłą ciszę. Wciąż się rozglądał. Szpital właściwie nigdy nie przestawał go zaskakiwać, codziennie dostrzegał coś, co wcześniej umknęło jego oczom.
– Oczywiście. – Aneta Wierzbicka. Roztrzepaniec. Aż się dziwił, że pamiętała o takim szczególe. No chyba że ktoś zrobił to za nią, co tak naprawdę było bardzo prawdopodobne. Uśmiechnął się pod nosem na tę myśl.
Dziewczyna otworzyła przed nim drzwi, wpuszczając tym samym do przestronnego pomieszczenia. Od razu rzuciła mu się w oczy drobna sylwetka skulona na szpitalnym łóżku. Nawet z tej odległości dało się zauważyć, że jest śmiertelnie blada. Miała niewiarygodnie splątane, brązowe włosy, opadające teraz w nieładzie na plecy. Uniosła głowę, słysząc – lub też wyczuwając – wejście kolejnych osób do jej pokoju. Zmarszczyła zabawnie nosek, zdając się nie poznawać gości. Może udawała? Doktor szybko podszedł do jej łóżka.
– Cześć, Elmo. – Uśmiechnął się ciepło, napotykając wzrok jej niebieskich oczu, w których kryły się teraz zaskoczenie i pewien niepokój. Wyglądało na to, że się cała spięła, próbując zachować dystans. – Nie poznajesz mnie?
– Nie – powiedziała wolno, wpatrując się w niego wystraszona. – A powinnam? Kim pan w ogóle jest?
Straciła pamięć. Nie, to niemożliwe. Właśnie odwrotnie, jak najbardziej możliwe. Mógł się tego spodziewać, przecież to było do przewidzenia. Jednak jakoś wcześniej nie wziął tej opcji w rachubę. Jeżeli jego nie poznawała... to co będzie z jej rodzicami? O znajomych już nie wspominając? Wygląda na to, że będzie musiała się uczyć wszystkich imion od nowa. A wspomnienia? One też zniknęły czy tylko same nazwiska?
– Doktor Dawid Swarowski. Pracuję w tym szpitalu od ponad dwudziestu lat – odparł zgodnie z prawdą. – Nie pamiętasz pewnie, skąd się znamy...?
– Nie. – Pokręciła głową, kuląc się i obejmując nogi ramionami.
– Przychodziłaś tutaj jako wolontariuszka. Zjawiałaś się tutaj codziennie. Poznałaś chyba cały personel i wszystkie zakamarki szpitala. Interesowała cię praca lekarza. Dużo pomagałaś. Spotkałem cię w czasie jednego z moich obchodów – pochylałaś się nad małą dziewczynką. – Lekarz przysiadł na łóżku, starając się nie wykonywać zbędnych ruchów, by jej nie wystraszyć. – Mówiłaś do niej, chyba próbowałaś ją uspokoić. Pomogło, mała zasnęła, a ty się nawet nie zorientowałaś, że wszedłem do pomieszczenia. Wystraszyłaś się, że nie powinno cię tu być. Niezbyt fortunny początek... ale mimo to się zaprzyjaźniliśmy. Naprawdę tego nie pamiętasz?
– Nie. Mam pustkę w głowie, totalną pustkę. Nie pamiętam zupełnie niczego. – Potarła dłonią skronie, jakby usiłowała sobie coś przypomnieć. – Kim jest Elma?
– Przecież to ty – stwierdził zaskoczony.
– Ja? Czyli wiem już coś więcej. Elma, Elma... Nawet ładnie brzmi. A nazwisko?
– Dachowska. – Uważnie obserwował jej reakcje, nie dostrzegł jednak niczego odbiegającego od normy. Zdarzało mu się rozmawiać z osobami, które straciły pamięć, toteż nie było w tym dla niego niczego dziwnego. Brązowowłosa zaś okazywała zainteresowanie i rozpaczliwą chęć wypełnienia sobie tej białej plamy, którą pozostawiła w jej głowie śpiączka. Nie dziwił się. On pewnie w jej sytuacji zachowywałby się podobnie.
– Kim są moi rodzice? – Spodziewał się, że takie będzie następne pytanie, nie okazał więc po sobie zaskoczenia. Pogrzebał w pamięci, starając się wydobyć potrzebne informacje. Nie rozmawiał z dawną Elmą za wiele na ten temat.
– Matka, Małgorzata, uczy języka polskiego w liceum – chyba. Nie jestem pewny. Ojciec zaś jest znanym i szanowanym chirurgiem. – Nieco się zawahał, gdyż nie pamiętał za dobrze. Aleksander Dachowski na pewno był chirurgiem? A nie psychiatrą na przykład? Dobra. Nieistotne, Elma sama potem się dowie tego od rodziców.
– Mam rodzeństwo? – Unikała wzroku doktora, wolała nie widzieć w jego oczach... litości? Nie potrzebowała jej. Nie chciała utraty pamięci. Cała ta plama w myślach, we wspomnieniach, sprawiała, że czuła się pusta, pozbawiona całkowicie przeszłości i tego, co zapewne dawało jej niegdyś szczęście. Czuła się, jakby zabrano jej całkowicie przeszłość i wrzucono do teraźniejszości, każąc na tej podstawie budować przyszłość. Nie mogła tak po prostu przejść nad tym do porządku dziennego, musiała najpierw zebrać jak najwięcej informacji na temat tego, co powinna wiedzieć jako dawna Elma Dachowska.
– Tak. Starszą siostrę. Studentka. Nigdy nie powiedziałaś, na jaki kierunek poszła, więc nie wiem.
– Hmm. Rozumiem – zamyśliła się. – A ile ja mam właściwie lat? – Zastanawiała się, dlaczego wcześniej nie przyszło jej to pytanie do głowy, było przecież bardzo, bardzo ważne. Ważniejsze niż studia siostry, której w ogóle nie pamiętała.
– Siedemnaście. Masz urodziny czternastego kwietnia. Chodzisz do liceum, którego dyrektorką jest twoja matka. Jak łatwo zgadnąć, jesteś na profilu biologiczno-chemicznym z rozszerzonymi dwoma językami, za co podziwiam. I chyba przy okazji wiadomo, po kim odziedziczyłaś smykałkę i uwielbienie do medycyny. – Uśmiechnął się, spoglądając na nią znad okularów.
Skinęła głową, przygryzając dolną wargę i przez chwilę się nie odzywając. Swarowskiemu wydawało się, że przez jej twarz przemknął smutek. Może to nawet nie był smutek, tylko coś na kształt rozczarowania. Ciężko ocenić, zwłaszcza że to uczucie gościło na niej tylko przez ułamek sekundy. Tak, to musiało być złudzenie.
– Dlaczego straciłam pamięć? – Już myślał, że się nie odezwie. Znowu go zaskoczyła. Cała Elma. Żywiołowa, wybuchowa, energiczna. Wszędzie jej było pełno, jednak cały personel ją lubił. Uwielbiała pomagać, przy czym zadawała często milion pytań i rzucała bardzo celne uwagi czy komentarze. Nie umiała usiedzieć w miejscu ani minuty, zawsze musiała coś robić. Jednak gdy już się brała za poważniejszą robotę, wykonywała ją sumiennie i dokładnie, jakkolwiek brzmi to paradoksalnie. Jednak właśnie na tym opierał się cały jej charakter: na współegzystowaniu tkwiących w nim wszystkich sprzeczności i paradoksów. Jak ogień i woda. Trzeba przyznać, że jej wygląd temu zaprzeczał. Elma nie należała do osób szczególnie wysokich, niska też jednak nie była. Po prostu osóbka średniego wzrostu obdarzona przez naturę gęstymi, poskręcanymi włosami i bystrymi, niebieskimi oczami, na dnie których kryła się ledwo dostrzegalna szczypta melancholii. Miała niewielki, zadarty nosek. Wiecznie się uśmiechała – doktor Swarowski chyba nie pamiętał, żeby kiedykolwiek chodziła smutna czy bez szerokiego uśmiechu na twarzy. Mówiąc krótko, z pozoru wyglądała niewinnie i spokojnie, jednak w rzeczywistości potrafiła pokazać pazurki.
– Dlaczego? – Przez chwilę się zastanawiał, w jaki sposób ma przekazać dziewczynie tę informację. Nie chciał jej w żaden sposób wystraszyć, dlatego musiał uważać na słowa. – Miałaś wypadek – stwierdził ostrożnie.
– Wypadek? – Chciała znać szczegóły. Przechyliła się nieco w stronę doktora z zaciekawieniem widocznym na bladej twarzy.
– Tak... Samochód twojego wuja zderzył się ze stojącym na poboczu drzewem. Cudem tylko przeżyłaś; z auta zostały jedynie szczątki. – Patrzył na nią uważnie, obserwując jej reakcję. Miał nadzieję, że nie zrobi niczego głupiego.
– A mój wuj? – Tym razem wyjątkowo mu się nie podobał jej wzrok. Sam nie był pewien, ale dostrzegł w nim coś na kształt złości?, rezygnacji? Był zacięty. Tak, to dobre słowo. Intuicja podpowiadała mu, że nie należy ignorować jej zachowania.
– Zginął. Przykro mi. – Wyczuł, że się spięła. Chyba odpłynęła na chwilę, bo jej spojrzenie stało się zamglone. Wyglądało na to, że przejęła się jego słowami. Nie, błąd. Nie jego słowami, tylko śmiercią wuja. Każdy przecież by tak zareagował na jej miejscu.
Doktor Swarowski był naprawdę genialnym lekarzem, ale w przypadku Elmy się jednak pomylił. Jak sam stwierdził, nie potrafił przewidywać jej zachowania czy śledzić tok myślenia, zbyt szybki dla osoby niebędącej z nią bardzo blisko. Dziewczyna w rzeczywistości nie czuła głębszych emocji związanych ze śmiercią wuja. Owszem, było jej przykro, że zginął, ale nic poza tym. Nie pamiętała go, nie wiedziała, jaki jest. Z dniem wypadku stał się dla niej zupełnie obcą osobą, jedynie imieniem i nazwiskiem nieprzypisanym do pełnokrwistej osoby. Informacja usłyszana od lekarza była dla niej szokiem pod innym względem – nie sądziła, że tylko ona wyszła cało z katastrofy. Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak gigantyczne miała szczęście. Być tak blisko śmierci i nie umrzeć, znaleźć się w śpiączce i z niej wyjść – co prawda z dziurą w pamięci, ale zawsze. Lepsze to niż śmierć, prawda?
– Rozumiem. – Skinęła głową, zakładając za ucho zabłąkany kosmyk.
– Elmo, pozwolisz, że spytam cię o coś, zanim zechcesz zadać kolejne pytanie? – Ciekawość medyka oczywiście musiała dać o sobie znać. Nic nie mógł poradzić na to, że ciągnęło go do rzeczy niewyjaśnionych i niemożliwych do zbadania w zwykły sposób. Po prostu musiał ją o to zapytać. Dziewczyna skinęła głową, na co się lekko uśmiechnął, jakby chcąc dodać jej otuchy. – Czy pamiętasz może coś z czasu, gdy byłaś w śpiączce?
Zaskoczona uniosła głowę, zapominając całkowicie o obecności pielęgniarki. Zresztą Swarowski chyba też już nie pamiętał, że nie są sami. Oboje odnieśli wrażenie, że nikogo poza nimi nie ma w tym pomieszczeniu, że są tylko oni. Oni i unoszące się pomiędzy nimi zadane przez doktora pytanie.
– Czy coś pamiętam... Może – odparła wolno, wyraźnie zastanawiając się nad odpowiedzią. – Pamiętam białą mgłę. Coś na kształt tunelu, nie jestem pewna, na jego końcu światło. Pamiętam, że błyszczało zielenią, taką intensywną. Poszłam tam. Chyba coś mnie ciągnęło. Nie, nie dosłownie. Po prostu taka... siła? – zawahała się – która wyraźnie wzywała do dojścia do samego końca. Na pewno się bałam. Zimno tam było. Bardzo zimno. Jakby nagle zgasło słońce.
– Doszłaś do samego końca? – Pomógł jej kolejnym pytaniem.
– Nie. – Potrząsnęła głową. – Coś mnie powstrzymało. Nie wiem. Jakiś głos...? Zdaje się, że tak. Nie mam pewności. Ostatecznie nie zobaczyłam, co jest na końcu tunelu. Odeszłam stamtąd. Dalej chyba urwał mi się film. – Zaśmiała się, ale był to śmiech krótki, urywany, nieszczery. Nie czuła się dobrze, wypowiadając te słowa. Sama właściwie nie wiedziała, dlaczego tak się dzieje, miała jednak wrażenie, że w jej umyśle powstaje niewidoczna bariera zabraniająca mówić cokolwiek na temat okresu, kiedy była w śpiączce. Już nic z tego nie rozumiała. Dlaczego nie mogła nic na ten temat dodać? Aż taka wielka to jest tajemnica? Nie wiedziała – po prostu musiała milczeć. I już.
– Pamiętasz coś jeszcze?
Pamiętała. Tej części jej wspomnień jednak doktor Swarowski nie pozna. Miała przed oczami makowe pole, coś na kształt utopii, miejsce, w którym czuła się szczęśliwa. Jedyne takie. Powoli zaczynała żałować, że nie została tam na dłużej. Przecież na makowym polu było jej dobrze. Dlaczego właściwie wróciła tu, na ziemię? Spróbowała jeszcze bardziej pogrzebać w tym wspomnieniu i znaleźć odpowiedź na to pytanie. Już po chwili wszystko jej się przypomniało. Przyzwał ją głos, należący najpewniej do chłopaka w jej wieku. Skądś go znała, za żadne skarby świata nie umiała jednak dopasować tego głosu do osób, które znała. Znała ich zresztą niewiele, ponieważ odkąd jej wspomnienia zostały wyczyszczone, straciła również informacje o ludziach przewijających się przez jej dotychczasowe życie.
– Nie – zaprzeczyła. Nie zamierzała się dalej spowiadać. Nie mogła.
– Panie doktorze? Przepraszam, że przerywam rozmowę, ale przyszli rodzice Elmy. – Milcząca dotąd Anna musiała sprowadzić ich na ziemię.
– Niech wejdą – wyraził pozwolenie, po czym znowu odwrócił się do dziewczyny. – Pozwolisz, że cię szybko zbadam? To zajmie tylko chwilkę. Wprawdzie powinienem był uczynić to wcześniej, ale...
– Tak, oczywiście – przerwała mu szybko, chcąc to mieć za sobą jeszcze przed przyjściem rodziców – osób obecnie dla niej zupełnie obcych.
Faktycznie, lekarz uwinął się szybko i gdy małżeństwo stanęło w drzwiach, Elma już na nich czekała, oparta o poduszki. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
Ja tam sobie zajmę 1. pozycję - terytorium, ważna sprawa :D
OdpowiedzUsuńSkomentuję, jak przeczytam. Przeczytam, jak skończę edukację.
zEdytuję XD
Pozdrawiam!
A czego się uczysz? XD
UsuńTo była chyba fizjologia.
Usuń~~
Nie będę chyba się bardzo rozpisywał, bo większość już usłyszałaś od innych osób. Uwielbiam twoje opisy. Raj/czyściec... Jejku, aż chce się wierzyć w Boga... (a czekaj... jednak nie XD)
Och i tu się pojawia tytułowe "Makowe pole". Huh. Bardzo ładnie wkomponowane. W sumie to z początku myślałem, ze to takie metaforyczne oznaczenie, ale miło się rozczarować :)
Dobra nie przynudzam. Błędów nie robisz, bla, bla, bla... XD
Pozdrawiam :3
Haha, bardzo treściwie i bardzo na temat. XD
UsuńHej wpadłam tu przypadkiem ale nie żałuje. Jeżeli pozwolisz w punktach opiszę ten rozdział.
OdpowiedzUsuń1. Wygląd, estetyka, pierwsze odczucie.
Wygląd bloga od razu przypadł mi do gustu, masz bardzo ładny szablon. Kolory czerwieni i pomarańczy sprawiają, że ma się wrażenie, że jest tu tak ciepło. Oczywiście skłaniają się do zatrzymania i przeczytania Twojego dzieła.
Akapity i wygląd tekstu nie ma nic do zarzucenia. Robisz akapity w odpowiednich momentach, nie jest ich ani za dużo ani za mało. Jest tyle ile powinno być.
2. Ortografia, interpunkcja i literówki.
Nie ma do czego się przyczepić, piszesz bardzo dobrze naszym jakże trudnym językiem. Cały tekst jest bardzo dobrze sformułowany i napisany łatwym językiem, który bez problemu zrozumie każdy Polak. Nie ma żadnych błędów ortograficznych, interpunkcyjnych. Nie znalazłam, żadnej literówki.
3. Fabuła i przebieg akcji.
Ponieważ jest to początek, masz ciężkie zadanie ponieważ musisz wprowadzić czytelnika w całą historię. Tobie idzie to wspaniale. Nie jest to nudny początek typu "hej nazywam się Alex i mam 12 lat", w którym jest albo natłok informacji albo podawane są zbędne i nudne ciekawostki. U Ciebie akcja rozwija się powoli a także różne informacje przekazujesz w odpowiedni sposób. Nie wiem czy to dobre porównanie ale jest to tak samo jak jesz ciasto. Pierwszy kęs jest niepewny, bo nie wiesz co cię czeka a potem już tylko odkrywasz nowe smaki. A gdy się kończy chcesz więcej. I tak jest w przypadku twojej historii. Na początku nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, ale piszesz tak fajnym językiem gdzie nawet dialog jest wyjątkowy, że od razu pochłonęłam całość i domagam się więcej. Jestem ciekawa jak potoczy się akcja i co się stanie z Elmą.
4. Bohaterowie i miejsca akcji
Bardzo dobrze ich opisujesz, przez cały czas miałam wrażenie jakby ten szpital był po drugiej stronie mojego pokoju, wszystko jest tak realistyczne. Zostaje nam przedstawiony bardzo trudny moment w życie Elmy, strata pamięci nie jest czymś przyjemnym. Jestem bardzo ciekawa co wyniknie ze spotkania z rodzicami i co z chłopakiem :)
To chyba wszystkie odczucia jakie mam po przeczytaniu tego. Teraz chyba będę myśleć o tym przez 24 godziny tak mi to się wgryzło w głowę i teraz mam ochotę na ciasto :P
Przepraszam jeżeli uraziłam cię tą całą opinią lub źle zrozumiałam pewne elementy tego rozdziału. Przepraszam, że ponumerowałam moją wypowiedz, ale nie chciałam czegoś pominąć.
Chciałabym się prosić o poinformowanie mnie o kolejnym rozdziale na gg 34043050 lub u mnie na blogu http://julus-world.blogspot.com/ na którego serdecznie cię zapraszam. Są tam już 4 rozdziały i prolog. "Czy miłość silniejsza jest niż koniec świata?" Będę wdzięczna za szczerą opinię :)
Pozdrawiam, życzę weny i całuję Kilulu
P.S Jeżeli masz jakieś pytania lub prośby, lub po prostu chcesz pogadać to też mażesz napisać na gg lub u mnie w podstronie spam.
Jej, dziękuję bardzo za komentarz! Jak tak dalej pójdzie, to zacznę się wprost rozpływać w tej cudowności opisów. :D W każdym razie cieszę się bardzo, że się podobało. ;)
UsuńAha, i o nowych rozdziałach z reguły nie powiadamiam, bo zajmuje mi to zbyt wiele czasu. Największym ułatwieniem jest dla mnie po prostu dodanie obserwowanych, co też i sama czynię. ;)
Pozdrawiam serdecznie!
Bardzo podobał mi się ten rozdział.
OdpowiedzUsuńW sumie zawsze miałam podobne wyobrażenia, co do nieba jak Elma. Myśląc niebo - w mojej głowie natychmiast pojawiała się wizja królestwa zbudowanego z chmur, gdzie latają sobie aniołki. Takie dziecinne trochę to, ale tak właśnie było.
Dlatego też zaskoczyło mnie odrobinę porównanie do ogrodu Eden, choć po dłuższym zastanowieniu ta opcja zaczęła do mnie przemawiać. Rajski ogród, Raj - pasuje ;)
Tylko skąd w tym miejscu makowe pole? Chyba, że rzeczywiście to coś w rodzaju miejsca przejściowego. Elma zawahała się, słysząc owy tajemniczy głos i właśnie dlatego tam się znalazła. Tak mi się wydaje. Tylko do kogo ten głos należał? Do jej przyjaciela, chłopaka, kogoś z rodziny, a może kogoś zupełnie obcego? Teraz będzie mnie to męczyć, aż się tego nie dowiem.
Cieszę się, że jednak dziewczyna przeżyła wypadek, chociaż w jego następstwie zapadła w śpiączkę, a potem straciła pamięć. To już tak na zawsze czy może jednak uda się jej ją odzyskać?
Natomiast strasznie przykro mi z powodu jej wuja. Elma miała niewiarygodne szczęście w nieszczęściu.
Co tam jeszcze... A tak polubiłam tego doktorka i nadpobudliwą pielęgniarkę. Wydają się sympatycznymi ludźmi, w pełni zaangażowanymi w to co robią. Może to dzięki nim dziewczyna szybciej pozbiera się po tym wydarzeniu.
Mam wrażenie, że miałam napisać coś jeszcze, ale wypadło mi to z głowy. Trudno, jak sobie przypomnę, to napewno dopiszę.
Z wielką niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
Pozdrawiam!
No cóż, dowiesz się, dowiesz, i to za niedługo. Pozostaje chyba tylko cieszyć się, że tu nie nagromadziłam tak tajemnic podobnie jak to było w przypadku Tajemnicy Wody, o! :D
UsuńDzięki bardzo, że chciało Ci się w ogóle to czytać. xD
Motyw raju jak najbardziej do mnie trafił. Opisałaś go tak pięknie - aż nie sposób przestać się zachwycać. Te Twoje opisy to wręcz czyta poezja.
OdpowiedzUsuńWszystko komponuje się bardzo pięknie.
Zwłaszcza to cudne, tajemnicze makowe pole.
Co do Elmy... cóż, zaskoczyłaś mnie. Myślałam, że losy Elmy potoczą się inaczej. Ale przyznam, że zaskoczona jestem w pozytywnym sensie.
Twoje opowiadanie jest niebanalne i wciągające - tu nie mam żadnych obiekcji. :)
Masz talent, ale to wiem odkąd zagłębiałam się w Tajemnicę Wody.
Cóż, zostaje mi tylko wyczekiwać tego, co Twoja szalona wyobraźnia Ci podsunęła.
Pozdrawiam.
http://irim-story.blogspot.com/
Haha, no nie no, naprawdę, za chwilę utonę w morzu słodkości... Słodzicie mi, za bardzo. xD W każdym razie bardzo się cieszę, że się podobało, o.
UsuńPozdrawiam!
O, nie spodziewałam się, że już w pierwszym rozdziale będzie nawiązanie do tytułu opowiadania! :) Ale dobrze wiedzieć, co miałaś na myśli tytułując bloga "Makowe pole". :) Przyznam, że to bardzo ciekawie jest opisane... sama jestem zaintrygowana, gdzie Elma naprawdę przebywała... Z początku myślałam, że to był Raj, ale później już zwątpiłam... :) Bardzo ładne imię bohaterki tak nawiasem mówiąc. Skąd wzięłaś pomysł? Naprawdę ładne, jeszcze się nigdzie z takim nie spotkałam. :)
OdpowiedzUsuńTajemniczo się zrobiło, jak nawoływał ją ten chłopak... Mam nadzieję, że się kiedyś z nim spotka. ;) Bo najwyraźniej miał w tym jakiś cel, przywracając Elmę do świata żywych. Jedyne, co chciałabym jeszcze wiedzieć, to to, ile Elma przebywała będąc w śpiączce? Bo albo nie ma informacji, albo nie doczytałam. :)
A jednak wujek umarł! :( Miała szczęście, że jej się udało przeżyć... Bardzo bogate opisy, chociaż ich zazwyczaj nie lubię, bo wolę dialogi, ale były bardzo przydatne i po prostu ciekawe. Samo to pole widziałam dosłownie przed swoimi oczami, a i przedstawienie Elmy bardzo szczegółowe! :) Lubię wiedzieć jak wygląda dana postać, na szczęście o Elmie było sporo informacji. I co najfajniejsze, dziewczyna z tła jest do niej podobna! Bynajmniej ma długie, brązowe włosy. :) Świetnie, taka dokładność i dbanie o szczegóły mnie zachwyca! :)
Podsumowując, chyba pozostanę tutaj na dłużej, bo opowiadanie jak na razie bardzo mi się podoba i zachęca do dalszego czytania. :) Zresztą ciekawa jestem jak Elma dogada się z rodzicami i czy pamięć jej wróci. Muszę wiedzieć co dalej, ale to już jutro, bo dzisiaj padam ze zmęczenia. ;)
Pozdrawiam! Pati-Ann
Skąd wzięłam? Sama wymyśliłam, ot co! Można powiedzieć w sumie, że jest rekombinacją mojego imienia, także... niezupełnie wzięte z kosmosu xD
UsuńOj, spotka się z nim, spotka! Niewiele osób w ogóle zwróciło uwagę na ten fragment, a jest on dosyć istotny. Ile? Uhm, czekaj... Muszę sprawdzić. O, dokładnie siedemnaście dni. Nie doczytałaś, bo informacja ta pojawia się dopiero w drugim rozdziale. ;)
Tak, dokładnie o to chodziło - cieszę się, że się udało osiągnąć efekt. I fajnie, że nawet jeżeli ktoś nie jest za bardzo zachęcony do opisów i woli dialogi, to jednak się do nich przekonuje!
Spokojnie, nie ma pośpiechu, nikt nas przecież nie goni. ;)
No a ja idę pisać dalej tę ocenę. xD
Pierwszy rozdział bardzo dobry, ciekawy, pełen emocji. Świetnie nakreślona historia. Teraz tylko czekać na kolejne wydarzenia :)
OdpowiedzUsuńLexy
.................................................
http://uciekiniarka.blogspot.com/