poniedziałek, 20 maja 2013

5. Szalona pacjentka


– Elmo? – zagadnął ją lekarz, kiedy za obopólną zgodą ruszyli do jego gabinetu napić się herbaty. Miał właśnie chwilkę przerwy i mógł ją wykorzystać na rozmowę z nastolatką. 
– Tak? – Spojrzała na niego uważnie, jednocześnie wymijając ostrożnie hasającą po korytarzu kilkuletnią dziewczynkę z różowymi wstążkami we włosach. 
– Zechcesz mi towarzyszyć podczas obchodu? – Mężczyzna otworzył przed nią drzwi swojego gabinetu, zapraszając uprzejmie do środka. 
– A mogłabym? 
– Jakoś dotychczas się specjalnie nad tym nie zastanawiałaś – stwierdził Swarowski z uśmiechem. – Siadaj. Mam tu trochę bałaganu, ostatnio siedzę praktycznie z nosem w papierkowej robocie. Wszystko spadło na mnie, nie wiem, dlaczego. Ale cóż, jak mus to mus. Napijesz się herbaty? Kawy? 

– Herbaty. Nie przepadam za kawą. – Spoczęła z gracją na jednym z krzeseł stojących przed biurkiem. – A więc mam rozumieć, że mogę? Czyli idę. Zdecydowanie. Nie przepuściłabym takiej fascynującej okazji! 
– No, w końcu zaczynasz brzmieć jak dawna Elma. – W pokoju rozległ się śmiech lekarza, do którego po chwili przyłączyła się sama dziewczyna. 
– To chyba dobrze, prawda? 
– Oczywiście, bo wreszcie wraca ci dawny charakterek. Brakowało nam tutaj ciebie. Wszyscy się już przyzwyczaili do twojej obecności, więc nagła zmiana okazała się jednak dla wszystkich szokiem. Nawet nie wiesz, ile osób ucieszy się na wieść o twoim powrocie. I nie mówię tego tylko o personelu. – Lekarz wziął do ręki czystą szklankę i włożył do niej torebkę czarnej herbaty. – Byłaś popularna również wśród pacjentów, którzy tutaj leżą, nie da się ukryć. Pewnie tego nie pamiętasz, ale uwielbiałaś z nimi dyskutować niemalże tak samo jak im pomagać. Oni zaś się zwyczajnie odprężali, zapominali o bólu... Zaś twoje wypieki na twarzy podczas takich dyskusji były urocze. Cukru? 
– Co? Nie, dziękuję, nie słodzę. – Już po chwili trzymała w dłoniach kubek gorącej herbaty, zaś lekarz usiadł naprzeciw niej ze szklanką kawy w ręce. – Nie pamiętam tego. A tak bym chciała sobie przypomnieć... Chciałabym nie musieć polegać na opiniach innych. Jak na razie nie miałam jeszcze okazji zweryfikować wszystkiego. Chyba pierwszy raz w życiu, przynajmniej tak podpowiada mi intuicja, cieszę się, że prowadzę, bądź też prowadziłam, pamiętnik. W takiej sytuacji jest naprawdę nieoceniony, zwłaszcza że nie mam pojęcia, komu mogę ufać, a komu nie, ponieważ to, co czułam kiedyś, się zupełnie odwróciło... Przynajmniej takie mam wrażenie. 
– Masz na myśli jakiś konkretny przykład? Konkretną osobę? 
– Poniekąd. Jak wiele mówiłam panu o sobie? 
– Och, proszę, mów mi po imieniu. Nigdy się tego nie wstydziłaś. No cóż, wystarczająco wiele, bym mógł ciebie poznać. 
– Wchodziłam w szczegóły? 
– Zdarzało się, ale rzadko. Dopiero wtedy, kiedy już naprawdę nie mogłaś wytrzymać, zwierzałaś się ze wszystkiego. 
– Rozumiem. – Skinęła głową. 
– A więc co cię gnębi? 
– Naprawdę nie wiem, czy powinnam... 
– Proszę cię. Nie jestem pierwszym lepszym plotkarzem na ulicy. Mam nawet podstawy twierdzić, że znam ciebie lepiej niż ktokolwiek inny. No dalej. Nie przekażę przecież tego dalej. Możesz mi zaufać. 
– Nie mam gwarancji, że tak właśnie będzie. 
– Na co mam przysiąc, żebyś mi uwierzyła? Nie wiem, możesz najpierw mnie wypytać, ile dokładnie wiem, a potem dowiedzieć się od pielęgniarek i całego personelu, czy coś o tych sprawach słyszeli. Jesteś przecież dobra w te klocki. Potrafisz manipulować i wyciągać informacje, więc śmiało. Nie krępuj się, naprawdę. 
– Dobra. Powiedzmy, że pa... ci wierzę. Obiecaj mi tylko, że mnie nie wyśmiejesz ani nic w tym stylu... 
– Nie wyśmieję cię. Bądź pewna. I wypij herbatę, bo zaraz będzie całkowicie zimna. 
Upiła mały łyczek brązowego napoju i zaczęła przemówienie. 
– Czyli, krótko mówiąc, chodzi o chłopaka, z którym byłaś w związku, teraz zaś mu nie ufasz i nie wiesz, z czego to wynika – podsumował mężczyzna. 
– Tak. – Skinęła głową. – Znałeś go? 
– Mhm. Przychodził tu czasami, czekał na ciebie. Sympatyczny całkiem. Dobrze się z nim dyskutowało. 
– Może to dziwne pytanie, ale... jak na niego reagowałam? 
– Kochałaś go. To było widoczne na pierwszy rzut oka. Dobrze się czuliście w swoim towarzystwie. Zgrana para, tak sądzę. Pasowaliście do siebie. Dużo się śmialiście. Mogliście gadać godzinami, potrafiliście zagadać dosłownie każdego. 
– Skoro tak się dobraliśmy, to zastanawiam się, co się w ogóle stało, że teraz czuję do niego jedynie negatywne emocje... 
– Cóż, o to chyba musisz spytać już jego samego. – Doktor Swarowski mrugnął do niej filuternie, zakładając na szyję stetoskop. – Chodźmy. Obchód czeka. Pogadać możemy później.


Ostatnia sala, do której weszli, była dosyć przestronna i jasna dzięki dużym oknom, przez które wpadało światło słoneczne. Stały w niej cztery łóżka, jednak trzy pozostawały wolne. Jedno zajęła kobieta może trzydziestoletnia, na pewno nie starsza, o krótkich, brązowych włosach okalających okrągłą twarz, na której nie malowały się żadne emocje. Gdy weszli, wpatrywała się pusto w ścianę, zdając się nie dostrzegać nikogo; jednakże gdy tylko dostrzegła ich obecność, wyraźnie się ożywiła, witając gości uśmiechem zaprawionym nutą goryczy. Uniosła się nieco, przez co kołdra zsunęła się, ukazując paskudną szramę biegnącą przez niezasłonięte koszulką udo. 
– Jak się czujesz, Gabrysiu? – Lekarz podszedł raźnym krokiem do pacjentki, uśmiechając się do niej ciepło. 
– Zdecydowanie lepiej. Zdecydowanie. – Kobieta zajrzała ponad jego ramię. – Ty musisz być Elma, prawda? Wiele o tobie słyszałam, ale nie miałam okazji poznać osobiście. Jestem Gabriela Żarnowska. Wylądowałam tu właściwie przez przypadek... ale to szczegół. Doktorze, kiedy mnie wypiszecie? Chcę opuścić to miejsce. Czuję się już dobrze. – W jej oczach pojawiło się coś dziwnego. Coś, co nie było dostrzegalne na pierwszy rzut oka, jednak Elma była w stanie to zauważyć. Błysk – prawdopodobnie oznaczający szaleństwo. Albo niebezpieczeństwo. Albo i jedno, i drugie. Coś było bardzo nie tak.
– Gabrysiu, jeszcze trochę tu poleżysz. Musimy mieć całkowitą pewność, że będziesz zdrowa i ustoisz na nogach o własnych siłach. Nie jestem przekonany, żeby nastąpiło to w ciągu najbliższych kilku dni. – Chyba mam paranoję. Doktor Swarowski niczego nie zauważył, a ja... jestem przewrażliwiona. To jest całkiem normalna kobieta, niemożliwe, żeby stanowiła dla kogoś zagrożenie. W przeciwnym razie znajdowałaby się w psychiatryku, prawda? Nikt o zdrowych zmysłach nie umieściłby jej w szpitalu, gdzie może zrobić komuś krzywdę... Nie, Elmo, nie przesadzaj. Daj już spokój z tymi stanami paranoidalnymi...
– Doktorze, ale ja muszę...! 
– Niczego nie musisz. Twoja rana się jeszcze nie zagoiła; nie myśl, że cię w tym stanie wypuszczę gdziekolwiek. Mowy nie ma. Twój syn obiecał, że wpadnie dzisiaj, pamiętasz? Odwiedzi cię. Nie cieszysz się? – Dlaczego on mówi do niej jak do osoby nie w pełni władz umysłowych? – Twój syn. 
– Nie chcę go widzieć. 
– Ponieważ to za jego sprawą jesteś w szpitalu? 
– Chcę stąd wyjść, do cholery! Czuję się tutaj jak w pieprzonym więzieniu. To miejsce mnie ogranicza! Proszę, doktorze... Niech pan to zrozumie, błagam! 
– Nie masz przecież klaustrofobii, prawda? – Dawid przechylił nieco głowę, spoglądając bystro na kobietę, która zdawała się nie rozumieć. – Klaustrofobii. Takiego lęku przed otwartą przestrzenią – powiedział wolno i wyraźnie. 
– Świat na zewnątrz jest o wiele ciekawszy. Będę mogła się tam zobaczyć z córką... Znałeś ją, doktorze. Znałeś moją Alicję. Znasz ją. Inteligentna, nieprawdaż? 
– O, tak. Bardzo. – Głos mężczyzny brzmiał teraz równie cicho, co szept, zdawało się nawet, że słychać w nim było ból, dobrze jednak skrywany. Elma zaś coraz bardziej odnosiła wrażenie, że zachowanie lekarza znacznie wykracza poza medyczną procedurę obchodzenia się z pacjentami. On ją prowokował, jakby chciał się o czymś przekonać. 
– Więc chociaż ze względu na nią pozwólcie mi wyjść! 
– Obawiam się, że nie mogę tego zrobić, Gabrysiu. Po prostu nie mogę. Przykro mi. 
– Zabrałeś mi córkę, teraz zabierasz mi też wolność! – Kobieta stała się teraz bardzo agresywna. Na jej twarzy wymalowała się złość, patrzyła na Swarowskiego z nienawiścią, zdając się nie dostrzegać obecności trzeciej osoby. 
– To dla twojego dobra. 
– Skoro chcesz mojego dobra, to pozwól mi się z nią zobaczyć! 
– Nie. Przepraszam. 
– Kocham ją, rozumiesz?! Kocham ją! – Elma gwałtownie odskoczyła do tyłu i zderzyła się ze ścianą, kiedy kobieta rzuciła się na nią. Krzyknęła, nie spodziewając się zupełnie ataku. Jakby w spowolnionym tempie widziała przecinające powietrze brązowe kosmyki oraz oczy wypełnione furią i szaleństwem tuż przy swojej twarzy. Czuła oddech Gabrieli na swojej skórze. Zrobiło jej się niedobrze, gdy kobieta sięgnęła do jej gardła, zadrapując je. Nie wiedząc, co robić, w desperacji, wymierzyła niecelne kopnięcie, odrzucając odrobinę napastniczkę i dając sobie parę sekund wytchnienia. Mierzyły się obie spojrzeniami. Gabriela, zgarbiona, w rozkroku, dysząca nienawiścią i gotowa do ataku. Elma, przyparta do ściany, zdeterminowana i zdezorientowana. Szanse nie były równe. Kobieta skoczyła jeszcze raz, nie wahając się dłużej. 
– Zapłacisz... mi... za... to! – wydyszała, przygniatając dziewczynę swoim ciałem. Nagle jednak jej ciało przeszył wstrząs. Zawyła przeraźliwie, nagle nieruchomiejąc, jakby tracąc władzę nad swoim ciałem. Spłoszona brunetka dostrzegła ponad jej ramieniem doktora Swarowskiego oraz nikły błysk stali w jego dłoni. Dopiero po chwili, gdy starsza kobieta osunęła się na ziemię, dostrzegła, że trzymał on strzykawkę. 
– Środek uspokajający. Musiałem ją uśpić – wyjaśnił, dostrzegając pytające spojrzenie. – Wezwałem sanitariuszy. Zabiorą ją stąd. 
– Nic nie rozumiem. Co się stało? – spytała, patrząc na leżące bezładnie ciało. 
– Od jakiegoś czasu podejrzewałem, że nie jest ona przy zdrowych zmysłach. Nie miałem jednak żadnego dowodu; nie dawała mi właściwie żadnej przyczyny, dla której miałbym tak sądzić. Pilnowała się. Zdawała się być normalna. Coś mi jednak nie dawało spokoju, musiałem więc ją sprowokować. Sprawić, żeby sama się wydała. Nie wydaję do zakładów psychiatrycznych niewinnych osób, więc jeżeli prowokacja by dowiodła, że jest ona całkowicie zdrowa, nic by się nie stało. Wiesz, po czym się wydała? 
– Po czym? 
– Alicja. 
– To znaczy? 
– Jej córka nie żyje od dobrych sześciu lat. – Do pokoju weszli sanitariusze, przerywając rozmowę lekarza i dziewczyny. Nie wydawali się szczególnie zaskoczeni widokiem leżącej na ziemi Gabrieli, widocznie musieli się tego spodziewać – albo zostali uprzedzeni przez samego Swarowskiego. Ostrożnie włożyli ją na nosze i wynieśli. 
– Nie powinieneś iść z nimi? 
– Nie. Przed salą czeka moja znajoma lekarka, która jest prowadzącą Gabrieli. Obiecała się nią zająć. 
– Tak więc... Co było dalej? 
– Podejrzewam, że stało się to główną przyczyną, dla której Gabriela popadła w schizofrenię. Ala zginęła w wypadku, zaś jej matka nie mogła się pogodzić z utratą. Stworzyła sobie wyimaginowany świat, wierząc, że córka nadal żyje. Wymyśliła ją. Wymyśliła jej obraz, choć tak naprawdę ona sama już nie żyła. Od dawna. 
– To przykre – szepnęła. 
– Owszem. Sądzę jednak, że w szpitalu psychiatrycznym będzie miała lepszą opiekę. Bardziej specjalistyczną. Pomogą jej stanąć na nogi. – Swarowski wstał, spoglądając na swoją podopieczną. – Wiesz, co jako pierwsze wzbudziło moje podejrzenia? 
– Co? 
– Jej rysunki. Gabrysia zawsze świetnie rysowała, ale od jakiegoś czasu jej szkice zaczęły się układać w dziwne wzory, postacie niemające racji bytu, zamazane kształty, splątane linie... Labirynty. Możesz nawet zobaczyć. W jednej z szuflad są jej rysunki. 
– Mogę tak... zaglądać do rzeczy osobistych? 
– Teoretycznie nie, ale i tak ktoś będzie musiał to wszystko spakować, więc równie dobrze możesz to być ty. 
– Uhm. Okej, w razie czego wina spada na ciebie. I tak czuję się wystarczająco dziwnie... 
– Nie przejmuj się. Biorę wszystko na siebie. 
Nie odpowiedziała, wzruszyła tylko ramionami i podeszła do wskazanej szafki. Otworzyła pierwszą od góry szufladę, szybko znajdując w niej to, czego szukała. Ostrożnie wyciągnęła stamtąd gruby brulion i przekartkowała go. Lekarz miał rację. Niemalże wszystkie strony pokryte były szybkimi szkicami przypominającymi nieco labirynty i splątane kłębki. Gabriela używała tylko ołówka, stosując jednak cienie i półcienie, uzyskując bardzo ciekawy i jednocześnie przerażający efekt. Zdecydowanie nie były jednak to rysunki osoby zdrowej. Nie przedstawiały niczego konkretnego, jednak ukazywały nieco inny świat. Nawet bardziej niż nieco. 
– Znałeś je? – Elma spojrzała pytająco na lekarza, wpatrzonego w przestrzeń. 
– Co? 
– Czy je znałeś. Alicję i Gabrielę. 
– Alicja była moją córką. 

Rzuciła torbę pod ścianę na korytarzu i ściągnęła kurtkę. Ostrożnie, żeby przypadkiem nie obudzić rodziców, ruszyła do kuchni. Była jedenasta w nocy. Zasiedziała się dosyć w szpitalu. Nie sądziła, że czas upłynie jej aż tak szybko... Ale cóż. Nalała sobie wody do szklanki i szybko wypiła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że od rana nie miała niczego w ustach. Przeszukała szybko szafki i lodówkę. Jakaś wczorajsza bułka, dżem, masło... Nie jest źle. Bułka znikła bardzo szybko, Elma jednak nie zamierzała jeszcze iść do siebie. Czuła się tutaj... zadziwiająco dobrze – w zalanej światłem księżycowym kuchni, swojskiej, dobrze znanej. 
– Elma? Dlaczego jeszcze nie śpisz? – Spodziewała się wszystkiego, ale nie tego. Jej matka we własnej osobie zechciała w końcu porozmawiać z córką. Brunetka przechyliła lekko głowę, patrząc na kobietę z ukosa. 
– Dopiero co wróciłam. Przyznaj, że i tak cię to nie obchodzi. – Włożyła szklankę do zlewu, nie mając zbytniej ochoty patrzeć na swoją rodzicielkę. Szybkim krokiem ją wyminęła. – Dlatego też nie mam zamiaru z tobą rozmawiać, bo ty też tego nie chcesz. Proste. – Wbiegła po schodach i zamknęła się w swoim pokoju.

7 komentarzy:

  1. Ninówa nie śpi! ;) Ale może masz jakieś wyrzuty sumienia, że oderwałaś mnie od pisania rozdziału? ;> Żartuję oczywiście:)

    Przez cały rozdział chodziło mi po głowie "O co chodzi z tą kobietą?" i gdy już się w końcu dowiedziałam, to opadła mi szczęka na podłogę, muszę ją teraz pozbierać! Naprawdę się nie spodziewałam. Hm, a może jest też tak, że problemy i nieprzyjemności, które spotkały zarówno Elmę jak i Swarowskiego sprawiły, że zbudowali pomiędzy sobą jakąś relację? Podejrzewam też, że utrata córki przede wszystkim ma tutaj jakiś związek. Oczywiście mogę się mylić:) Jeszcze mi przyszła do głowy taka refleksja, że Elmie jakoś łatwiej zaufać facetom niż kobiecie, tutaj przykładem może być matka.

    I nadal się nie dowiedziałam, co z Sebastianem. Wiesz, że czekam? ;> Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mam, wierz mi. XD Ale może było warto? ;>

      Ja też się nie spodziewałam. Rozdział był bardzo spontaniczny, przed napisaniem go miałam jedynie szczątkową koncepcję, która się uformowała dopiero w trakcie pisania. Pewnie tak, sądzę, że to był jeden z czynników, który sprawił, że się zaprzyjaźnili.

      Wiem, że czekasz, ale jeszcze trochę! Nie wiem, czy nastąpi to już w następnym rozdziale, ale całkiem możliwe :D

      Usuń
  2. nareszcie dotarłam i przeczytałam. Powiem krótko: robi się naprawdę gorąco. Elma i Swarowski, zdaje się, będą mieli mnóstwo kłopotów i dodatkowych komplikacji. No i nie spodziewałam się też, że sprawa z kobietą okaże się taka zagmatwana i wyjaśniona w taki (OBŁĘDNY! XD) sposób. :)

    Bardzo mi się podobało. Masz lekki styl, więc i czyta się lekko. Każdy rozdział to nowa przyjemność. Zagłębiam się w niesamowitą historię i nie mam ochoty przerywać lektury. W sumie to się cieszyłam, że ma u Ciebie zaległości, bo mogłam nieco dłużej tę przyjemność ciągnąć ;p

    Pozdrawiam.
    nowa-prawda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem, że jak na razie nie przewiduję nie wiadomo ile komplikacji i problemów. xP Owszem, niektóre aspekty są mega zagmatwane, ale się dosyć szybko powinny wyjaśnić. Następny rozdział też nie będzie należał do takich przyjemnych i miłych, bo trochę zagadek tam wrzucę. Okej, bo jeszcze się z tego zrobi druga zagadkowa Tajemnica Wody. XD
      Hah, dziękuję, naprawdę. Fajnie słyszeć (czytać), że ktoś się interesuje tymi wypocinami. ;)

      Również pozdrawiam!

      Usuń
  3. Zapisywałam od początku swoje wrażenia po poszczególnych rozdziałach, więc wybacz, że komentarz nie będzie dotyczył stricte tej części, a wszystkiego po trochu :)
    Rodzice Elmy w pierwszym rozdziale pokazali się chyba od najgorszej strony. W życiu sobie nie wyobrażam, żeby moja córka obudziła się z komy, a ja nawet nie próbowałabym jej przytulić, porozmawiać z nią, zostać najdłużej jak się da! Poza tym, każdy potrafi chyba kłamać lepiej niż jej ojciec. Jestem bardzo ciekawa, jakie były ich relacje przed wypadkiem. Nawet jeśli złe, czego się domyślam, to co musiało się do cholery stać, żeby nawet tak realna możliwość utraty dziecka na zawsze nie zrobiła na nich wrażenia?! Uniosłam się, przepraszam. Kończę na razie ten temat, bo zaraz zacznę kląć ;)
    Marysia jest roztrzepana i mówi jak każda nastolatka, przez co od razu wzbudza sympatię. Natomiast Sebastiana na pierwszy rzut oka nie polubiłam. Taki jakiś nieciekawy mi się wydał. Znając życie, pewnie mi się ta opinia jeszcze zmieni z biegiem czasu, więc pod koniec komentarza mogę dopisać coś całkiem przeciwnego ;)
    Do rozdziału trzeciego moją ulubioną postacią jest pan doktor i to się pewnie prędko nie zmieni ;P
    Czytając wszystkie wpisy w pamiętniku dziewczyny wciąż starałam się wyobrazić sobie, co musiało się stać pomiędzy nią i jej rodzicami… Miałam różne teorie, jedną głupszą od drugiej, ale wciąż nie potrafię tego rozgryźć. Może to dlatego, że mam szczęście wychowywać się w całkowicie innej rodzinie, nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić postawienia się w jej sytuacji. Ale zaraz, czy ja znowu wróciłam do tego wątku? Ech… Już widać, co mnie najbardziej bulwersuje ;) Musisz rozwinąć szybko jakiś wątek miłosny, to się zajmę czymś innym ;)
    Dotarłam do końca rozdziału piątego i… już koniec? Czuję się zawiedziona. Czytało mi się wyjątkowo szybko, wciągnęło mnie raz dwa. No nic, pozostaje mi czekać co dalej. Nie znoszę czekania ;P
    PS: Masz piękny szablon!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, nie ma sprawy :D
      Wiesz, ja sobie tego też nie wyobrażam, he. Jej ojciec jest uczciwy. Bardzo uczciwy. On czuje się źle z całą tą sytuacją, ale jest mega bezradny. A wiesz, na ojcu zrobiło to wrażenie, na matce - niezbyt. Sprawa się wyjaśni za jakiś czas, obiecuję! ;) Hah, fajnie, że tekst wywołuje aż takie emocje - o to chodzi!
      Jeśli chodzi o Marysię, to w dużej mierze wzoruję ją na sobie i swoich przyjaciołach, także ma zachowany charakter autentycznej licealistki. A Sebastiana polubisz, wierz mi - będzie go więcej w następnych rozdziałach, stopniowo więc powinnaś się do niego przekonać :D
      Swarowski jest bez wątpienia jedną z najciekawszych postaci Makowego Pola, całkiem fajnie się go tworzyło, także nie dziwię się, że się mega podoba ;D
      Ja też się wychowuję w zupełnie innej rodzinie, ale od czego jest wyobraźnia i kreowanie wydarzeń na potrzeby opowiadania xP

      PS: Dziękuję!

      Usuń
  4. Przestraszyłam się tej nawiedzonej baby, ale w pewnym sensie jest mi jej też szkoda... To smutne, że straciła dziecko, teraz każdy uważa ją za psychiczną, a przecież nawet jeśli to "dostała na łeb" z tęsknoty i rozpaczy za córką... :( Ciekawe, czemu rzuciła się z pięściami do nic niewinnej Elmy. :)

    O, proszę, a więc jednak oni byli parą, Sebastian i Elma? W pamiętniku nie było o tym wzmianki, że ze sobą chodzą, miło to wiedzieć. :) Tez jestem ciekawa jak się między nimi ułoży, mam nadzieję, że jak najprędzej się tego dowiem. ;)

    OdpowiedzUsuń