– Słońce, jak daleko od domu jesteś? – Usłyszała nieco zmartwiony głos ojca. Nie spodziewała się, że zacznie się martwić aż tak szybko. W domu miała być dobry kwadrans temu, lecz zazwyczaj nikt się zupełnie nie przejmował, o której wracała. Dlatego też telefon był dla niej dużym zaskoczeniem. Od razu pomyślała, że musiało się coś ważnego stać. Przecież zwykle był w pracy o tej porze...
– Będę za dziesięć minut. Coś się stało? – spytała zaniepokojona, wstając z miejsca i podnosząc leżący na piasku plecak. Otrzepała go, przytrzymując ramieniem telefon, i zarzuciła sobie na ramię. Powoli, niechętnie ruszyła w stronę przystanku tramwajowego. – Tato?
– Nic poważnego. Przynajmniej na razie.
– O co chodzi? – Tym stwierdzeniem zupełnie zbił ją z tropu.
– Ciocia Izabela przyjeżdża do nas w odwiedziny. Prawdopodobnie razem z Natalką. Ich pociąg będzie w Poznaniu za około pół godziny, a ja jestem w pracy, co prawda teraz mam przerwę, ale za trzy minuty się ona kończy. Mama ma lekcje, nie ma kiedy pojechać, zatem czy ty mogłabyś je odebrać z dworca? – Poznała po jego głosie, że gdyby tylko mógł, sam by to zrobił. Nie miał jednak szans zwolnić się z pracy, był potrzebny na oddziale, więc to zadanie spadało na nią.
Znikąd napłynęło do niej potrzebne wspomnienie, stające się stopniowo coraz wyraźniejsze. Najwyraźniej pamięć miała zamiar wracać stopniowo, prowokowana określonymi wydarzeniami.
Pamiętała ciotkę Izabelę, siostrę ojca, szczupłą kobietę ze ślicznymi, czarnymi lokami okalającymi bladą twarz. Miała urodę porcelanowej lalki – filigranowa i piękna. Chyba z dziesięć lat temu wyszła za mąż, przyjmując nazwisko Kosowska. Jej mąż nosił imię Arek, zaś po jakimś czasie urodziła im się córeczka, Natalia. Tej ostatniej Elma nie wspominała zbyt dobrze. Myśl podsunęła jej obraz małego, rozpuszczonego bachora, stale domagającego się uwagi, w dodatku roztrzepanego i gapowatego; dziewczynka potrafiła w try miga zdemolować wszystko dokoła, przy czym czyniła to z prawdziwą radością. Stanowiła duże utrapienie dla swoich rodziców. Była bardzo męcząca. Wkurzająca też. Brunetka jakoś nigdy nie potrafiła się cieszyć ze spotkania z nią i okazji do zabawy z młodszą kuzynką; podczas rodzinnych imprez modliła się raczej, żeby się czym prędzej skończyły i wybawiły ją od towarzystwa małej Natalki. Sprawy nie ułatwiał fakt, że obecna sześciolatka wyglądała jak aniołek. Kolor włosów, brązowy, odziedziczyła po ojcu, lecz miała je równie gęste jak matka. Na razie nie rzucało się to aż tak bardzo w oczy, gdyż nosiła krótką fryzurkę. Jak na swój wiek, była dosyć wysoka. Uwielbiała się stroić. Próbowała nawet chodzić w butach Elmy, choć okazały się o wiele na nią za duże. Wyglądała jak anioł, w duszy zaś grał jej diabeł.
Elma odruchowo się wzdrygnęła na samo wspomnienie. Jeżeli teraz będzie musiała spędzić więcej czasu z tym diabłem... chyba tego nie wytrzyma psychicznie. Po prostu zrobi wszystko, żeby jak najpóźniej wracać ze szkoły. Albo po prostu od razu po lekcjach pojedzie do szpitala i przesiedzi tam do wieczora. Pierwsze odzyskane przeżycia – bardzo negatywne. Ciekawe, kiedy wrócą pozostałe?
– Elma?
– Przepraszam, mówiłeś coś? – ocknęła się z tych rozważań, widząc nadjeżdżający tramwaj. Mogłaby nim dojechać do domu... Musiała jednak poczekać na kolejny.
– Pytałem, czy pojedziesz.
– Chyba za bardzo nie mam wyjścia... Zastrzegam jednak, że nie będę się zajmować bachorem dwadzieścia cztery godziny na dobę. – Oparła się o barierkę koło wiaty przystankowej, rzucając plecak pod nogi.
– Z tym już sobie poradzimy. – Aleksander Dachowski doskonale znał zdanie córki o jego siostrzenicy, w dodatku skrycie je podzielał. Odnosił często wrażenie, że jego siostra nie daje sobie z małą rady. – Przepraszam cię, kochanie, muszę już kończyć. Mam za chwilę ważną operację, nie mogę się spóźnić... Zadzwoń do mnie za godzinę, dobrze?
– Dobrze. – Po usłyszeniu tych słów rozłączył się.
Elma jeszcze dłuższą chwilę ściskała komórkę w garści, wpatrując się pusto przed siebie.
Ocknęła się dopiero, gdy nadjechał kolejny tramwaj. Szybko do niego wskoczyła i stanęła w wolnym miejscu, zaciskając dłoń na żółtej poręczy. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że jeszcze nie schowała telefonu do kieszeni. Przechyliła głowę, wpatrując się w wygaszony ekran. Już parę dni temu miała przejrzeć wiadomości i kontakty, chcąc sprawdzić, czy znajdzie tam coś dotyczącego jej przyszłości. Może jej się przypomną jakieś fakty czy wydarzenia... Najpierw kontakty.
Przesunęła palcem po dotykowym ekranie, wpatrując się w wyświetlaną na nim listę. Niewiele nazwisk jej cokolwiek mówiło. Marysia Ostrowicka – oczywiście, musiała mieć numer najlepszej przyjaciółki! Potem jeszcze ojciec, matka... Sebastian. Zapisany właściwie bez żadnych udziwnień w rodzaju serduszek czy dodatkowych emotikonek, zwyczajnie, samo imię. Nieco ją to zdziwiło ze względu na łączące ich niegdyś relacje – ale, jak widać, należała do osób minimalistycznych. Uśmiechnęła się lekko. Nieco dalej mieścił się numer do Dawida Swarowskiego, do wychowawczyni (tu nie wpisała żadnego imienia i nazwiska)... Tylko te sześć osób kojarzyła. Nikogo poza nimi, lista kontaktów zaś liczyła około pięćdziesięciu numerów. Duża luka w pamięci, stwierdziła przygnębiona. W dodatku na widok tych nazwisk nie klarowało jej się zupełnie nic, żadne wspomnienie związane z tymi osobami. Nie przypomniała sobie żadnego wydarzenia, ba, nawet wyglądu wszystkich.
Zerknęła na plecak, sprawdzając, czy wciąż leży między jej nogami – ostatnimi czasy kieszonkowcy zrobili się bardzo sprytni – i wyjrzała przez okno, próbując się zorientować, jak daleko zajechali. Oceniła, że do dworca zostały ze dwa, trzy przystanki i schowała wreszcie komórkę. Wiadomości przejrzy później, już w łóżku, tak na spokojnie. Teraz należy się skupić na gościach... Nawet, jeżeli niezupełnie są chciani i oczekiwani. No cóż.
Dotarła w końcu do hali dworcowej i spojrzała na zegarek. Jeżeli pociąg się nie spóźni, to oznaczało to, że miała około dziesięciu minut do jego przyjazdu. Podeszła do tablicy z odjazdami i sprawdziła, na który peron musi pójść. Drugi.
Nie rozglądając się zbytnio, ruszyła natychmiast w głąb dworca. Znała cały budynek na pamięć, była tu wszakże wiele razy. Dziwiła się, że akurat takie głupie, nieistotne rzeczy, jak rozkład pomieszczeń i dworcowych peronów, zna na pamięć, a wszystkie inne wywietrzały z głowy za sprawą komy. Może jednak była to oznaka poprawiającego się stanu i powracających wspomnień – przypominanie sobie najpierw takich szczegółów, by w końcu wróciła cała przeszłość...
Szare ściany dworca nigdy jej nie nastawiały przychylnie. Sprawiały tylko, że wszystko tutaj stawało się ponure. Nawet wiszące na nich plakaty w żaden sposób ich nie ożywiały. Niewiele osób skupiało się na wyglądzie wnętrza. Ludzie tutaj wychodzili i wchodzili, nieprzerwaną falą, zajmując się tylko swoimi sprawami i nie poświęcając temu miejscu więcej czasu, niż było to konieczne. Elma za samym dworcem nie przepadała, lubiła za to perony.
Wyszła na platformę oznaczoną numerem drugim i usiadła na ławeczce, czując się zupełnie jak wtedy, kiedy była małą dziewczynką. Wtedy również przysiadała, zajmując się obserwowaniem ludzi dokoła. Łatwo szło w ten sposób zabić nudę oczekiwania na pociąg. Nie samo jednak obserwowanie tłumu dawało taką rozrywkę. Nie, cała zabawa polegała na przyglądaniu się twarzom i odnajdywaniu na nich całej gamy emocji – od smutku i rozczarowania po prawdziwą euforię.
O, chociażby ta dziewczyna w granatowym sweterku i białej spódniczce. Mimo ciężaru wypchanej, skórzanej torby przewieszonej przez ramię (kształt sugerował książki) jej twarz rozświetlał uśmiech, a w oczach błyszczały radosne iskierki. Przyjazd do Poznania sprawił jej wyraźną przyjemność. Możliwe, że wracała do tego miasta, możliwe, że była tu po raz pierwszy. Elma sama musiała się uśmiechnąć, jej także udzieliła się energia nieznajomej.
Z kolei mężczyzna ciągnący za sobą czarną walizkę nie miał najszczęśliwszej miny, był wręcz zachmurzony. Po jego energicznych, nieco zamaszystych ruchach brunetka poznała, że buzuje w nim złość. W lewej ręce ściskał komórkę, najnowszy model, najwyraźniej czekając na telefon od kogoś. Czarna grzywka opadała mu na czoło (co chwilę ją odgarniał za ucho, ale niesforna wracała na miejsce), a brązowe oczy ciskały błyskawice. Chyba lepiej mu dzisiaj nie wchodzić w drogę, pomyślała Elma. Mężczyzna wyglądał zresztą na typowego biznesmena – nieco nerwowego, lecz w sumie przedsiębiorczego i uczciwego człowieka. Zdaje się, że rzucał wszystkie uczucia na jedną szalę – jak złość, to w najczystszej postaci, bez domieszki żadnych innych emocji, najgłębsza furia; jak radość, to stan siódmego nieba gwarantowany. Impulsywny człowiek.
Elma spojrzała szybko na wyświetlacz komórki, sprawdzając godzinę. Do przyjazdu pociągu jej ciotki pozostało około pięciu minut, jednakże mógł się on spóźnić – znając polskie koleje. Dziewczyna szybko złapała się na tym, że nieświadomie zaczęła rytmicznie uderzać stopą o ziemię w takt wyimaginowanej piosenki. Uśmiechnęła się lekko, przeszukując oczami tłum. Oparła się o swój plecak.
Pociąg wreszcie wtoczył się na stację i zaczęli wysypywać się z niego ludzie. Elma wstała, uważnie się rozglądając. Narzuciła plecak na ramię, próbując dostrzec w tym ludzkim mrowisku czarne loki ciotki bądź brązową czuprynę Natalii. Wyciągnęła z kieszeni komórkę, chcąc w razie czego dzwonić.
Szybko okazało się jednak, że nie będzie takiej potrzeby. Koło jednej z ławek dostrzegła w końcu je obie.
Ciotka się w ogóle nie zmieniła – może tylko przybyło jej nieco zmarszczek. Nadal jej twarz okalały mięciutkie, czarne loki, równie sprężyste jak ostatnim razem, kiedy Elma ją widziała. Kobieta patrzyła na bratanicę z szerokim uśmiechem, choć w jej oczach czaiło się zmęczenie. Miała na sobie lekką czerwoną sukienkę, stanowczo za lekką, jak na październik. Co prawda narzuciła sobie na ramiona białą chustę, ale mimo wszystko było jej w tym zimno, co dziewczyna poznała po gęsiej skórce na ramionach.
Koło ciotki Izabeli kroczyła nieco niepewnie mała diablica, Natalka. Ona sama zmieniła się bardziej, niż jej matka – urosła, jej włosy także znacznie się wydłużyły, zaś twarzy nie szpecił już grymas. Teraz bardziej przypominała aniołka. Ciekawe, czy w jej charakterze również zaszła jakakolwiek zmiana...
– Mamo, opowiedz mi bajkę – odezwała się znienacka, szarpiąc matkę za rękę.
– Może poniosę walizkę? – zaoferowała się Elma, widząc, że kobieta nie daje rady ze wszystkimi torbami, które zabrała.
– Dziękuję, byłabym niezwykle wdzięczna! Córciu, nie teraz, dobrze? Jak tylko przyjdziemy do domu, to ci opowiem, ale w tej chwili nie. – Przekazała bratanicy walizkę, oddychając z wyraźną ulgą. Już nie musiała tyle tachać i jedną rękę miała wolną, mogła więc wziąć drobną rączkę córki w swoją własną. Elma mimowolnie poczuła ukłucie zazdrości na ten widok. Jej matka nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Nigdy nie głaskała jej po głowie, nigdy nie trzymała ją za rękę... Zawsze była daleko.
– Ale maaaaaaaaaaamooooo! Ja chcę bajkę! No proooooszę... Nie wytrzymam tyle czasu... – Natalka najwyraźniej nie miała zamiaru się ugiąć przed matką. Przynajmniej prosiła, a nie wrzeszczała rozhisteryzowana na środku ulicy, jak to dawniej bywało. Obserwując ją, Elma doszła do wniosku, że także pod względem charakteru mała złośnica się zmieniła. Rosła w niej ciekawość – co w ogóle wpłynęło aż w takim stopniu na dziewczynkę? No cóż, może ta wizyta nie będzie aż taka zła. Może da się przeżyć. O ile tylko mała nie będzie jej za bardzo przeszkadzać.
– Nie, Natalko. Później.
Niepocieszona dziewczynka zwróciła się w stronę Elmy. Najwyraźniej w jej główce zaczął się kształtować kolejny plan. Podeszła do kuzynki, puszczając matczyną rękę.
– Opowiesz mi bajkę?
Jej głos był proszący, a nie rozkazujący, jak dawniej. Choć była wtedy młodsza, potrafiła być marudna i wkurzająca. Często zachowywała się jak prawdziwa pani na włościach – dumna, wyniosła, niecierpliwa i impulsywna. Czyżby rodzice wzięli się w końcu za jej wychowanie?
Elma nie zastanawiała się długo, odpowiedź wyszła z jej ust jeszcze zanim zdążyła porządnie się zastanowić.
– A o czym chcesz usłyszeć?
– Nie wiem. Coś fajnego. – Halo, gdzie się podziała dawna Natalka? Dawna Natalka nigdy nie chwyciłaby ufnie ręki kuzynki, w dodatku prosząc ją o opowiedzenie bajki.
Brunetka szybko się rozejrzała po opustoszałym peronie, szukając inspiracji dla bajki. Nic ze znanych baśni nie przychodziło jej do głowy, postanowiła więc improwizować, czerpiąc pomysły z tego, co widziała. Jej wzrok padł nagle na pociąg, którym obie krewne przyjechały; już miała koncepcję.
– Dobrze. Już wiem. Opowiem ci w drodze, chcesz? – Uśmiechnęła się szeroko do małej, czyniąc to po raz pierwszy od dłuższego czasu.
– Chcę!
– No to ruszajmy.
– Ruszajmy – przytaknęła poważnie Natalka.
Kiedy znalazły się już w tramwaju jadącym do osiedla, w którym mieszkała Elma, dziewczyna rozpoczęła swoją opowieść. Nie musiała się specjalnie wysilać, słowa gładko spływały z jej ust.
– Baśń będzie krótka, ale może cię zainteresuje. Słyszałaś kiedyś o Pociągu Północy?
– Nie! – Zaciekawiona mała usadowiła się wygodniej, zwracając na kuzynkę swoje oczęta i niecierpliwie wyczekując jej słów. – Opowiadaj!
– Fama głosi, że nikt nie wie, w jakich okolicznościach on powstał, kto go zbudował i kto nim kierował. Po prostu zjawił się pewnego dnia na torach... Nazywano go Pociągiem-Widmo.
– To będzie straszne? Super!
– Pociąg Północy przejeżdżał świat wzdłuż i wszerz, przez mgły, doliny, wzgórza, mosty, wszędzie tam, dokąd wiodły go widmowe tory. Zatrzymywał się na wielu stacjach, lecz nikt żywy nie ośmielał się do niego wejść. Plotki przekazywane z ust do ust mówiły wyraźnie, że jeszcze nie było takiej osoby, która powróciłaby z takiej przejażdżki.
– Ale straszne! I co dalej, i co dalej?
– Pewnego dnia znikąd pojawił się koń, biały jak śnieg, niczym nieskalany. Dosiadał go jeździec w srebrzystej pelerynie i kręconych włosach koloru blond. Jeździec i jego rumak zdołali doścignąć Pociąg Północy. Sztuka ta dotychczas nie udawała się nikomu!
– Łaaaaaaaa!
– Oni jednak dali radę. Odważny młodzieniec zdecydował się, że chociaż spróbuje dowiedzieć się, jakie zło czai się w tym Pociągu – albo chociaż zginie, próbując! Opuścił swojego wiernego wierzchowca i wskoczył z biegu przez otwarte drzwi do środka. Jak przewidywał, nie było tam zupełnie nikogo, lecz mimo to w całym pociągu paliły się światła, równie migotliwe, jak świeczki. Wyjął z pochwy miecz i trzymając go w obu dłoniach, posuwał się stopniowo naprzód. Światło stawało się coraz silniejsze... W końcu dotarł do samego początku Pociągu. Drzwi do kabiny motorniczego były zamknięte, lecz nie stanowiło to dla niego żadnej przeszkody. Rozwalił je w trymiga i wszedł do środka.
– I co potem?!
– Zobaczył CIEŃ.
– Boję się!
– Cień odwrócił ku niemu głowę. Był straszny. Nie przybrał żadnej ludzkiej postaci, po prostu był niekształtną masą ciemnej materii. Mężny rycerz się jednak go nie wystraszył. Wręcz przeciwnie... – Urwała gwałtownie, zorientowawszy się, że tramwaj staje tuż koło jej osiedla. – Wysiadamy!
O, nowiutki szablon? :) Nie powiem, ładny jest, chociaż wcześniejszy więcej mi się podobał. Obrazek w tle był tak jakby bardziej "żywy", postacie się uśmiechały... No, właśnie, postacie! Był też jeszcze chłopak! Widać było, że są zakochani, ślicznie... Tutaj widnieje tylko panna, zamyślona, poważna... Nie, po prostu z tamtym tłem i szablonem poznałam Twoje opowiadanie i się do niego przyzwyczaiłam, a że jestem sentymentalna, to trochę mi szkoda, że już go nie ma. :(
OdpowiedzUsuńTeraz co do treści. Szkoda, że Natalka się zmieniła! Heh już myślałam, że będzie ubaw z takim rozwydrzonym bachorkiem, który wszystkich terroryzuje! :) Najbardziej zadziwiający jest fakt, że najczęściej dzieci o wyglądzie aniołków, to diabły wcielone. xD Także Natkę łatwo można sobie wyobrazić. Bardzo lubię, gdy wprowadzasz nowych bohaterów, bo umiesz ich dobrze stworzyć i wykreować. Ja jestem ciekawska, zawsze muszę wiedzieć kto jak wygląda i jaki ma charakter. W tym opowiadaniu zawsze to dostaję, nie czuję niedosytu. ;) Uwielbiam Twoich bohaterów, bo zawsze wiem, jak wyglądają i mniej więcej jacy są. :) I dzięki temu żyją! Są jak prawdziwi ludzie. ;)
Mimo że mam o wiele więcej lat niż Natalka, to sama chętnie "słuchałam" bajki o pociągu Widmo.:) Co prawda, zupełnie nie rozumiem sensu wprowadzania tej historii do opowiadania, ale podejrzewam, że musi to być coś ważnego, skoro poświęciłaś na tę kwestię większość zakończenia. No i ochrzciłaś tytułem tej bajki tytuł ósmego rozdziału. Szkoda, że skończyło się w takim nieprzewidzianym momencie, moim zdaniem zbyt szybko. Chętnie "wysłuchałabym" do końca opowieści Elmy.
Mam nadzieję, że w następnym rozdziale bajka zostanie dokończona, Natalka będzie rozrabiać, a Ty Katjo wprowadzisz więcej dialogów. :) Bo tutaj bardzo dużo opisów było, no nawet fajne, chociaż jak dla mnie za dużo ich, a za mało dialogów. W poprzednich rozdziałach zazwyczaj było w miarę równomiernie, a jak gdzieś dłuższy opis, to zaraz przecięty dialogiem. Tutaj do momentu spotkania ciotki trochę mi się ten rozdział ciągnął...
Ale być może sądzę tak dlatego, że sama piszę opowiadanie bardziej przygodowe i z większą akcją, tutaj jest zupełnie co innego, dlatego pewnie czegoś mi ciągle brakuje. :) Jakiegoś wielkiego BOOM! :)
Tyle ode mnie, czekam na następny, pozdrawiam! :*.
Tamten szablon mi się znudził, tyle w temacie. :D
UsuńTo super, super, bo się trochę bałam, jak Natalka wyjdzie, czy jej z lekka nie przekoloryzowałam - także cieszę się, że jest okej ;)
Ciąg dalszy w następnym rozdziale, na sto procent. ;) Co bajka ma do treści opowiadania - jeszcze się przekonamy, sama na sto procent tego nie wiem.
Więcej dialogów, mówisz? Większość rozdziału mam już napisaną, także ten... Nie wiem, czy tam jest więcej dialogów. xD Tak mi po prostu pasowało, o... A swoją drogą tutaj nie było jakoś specjalnie wielu opisów O_O
Dziękuję bardzo, przyda się ;*
Ależ zmyła, nie spodziewałam się, że do Elmy zadzwoni ojciec, byłam pewna, że to Marysia. A tu nie ona! I okazuje się, że dzięki przyjazdowi ciotki i Natalki, Elma odzyskała cześć wspomnień. Być może one jeszcze bardziej wpłyną na tę amnezję i Elma zacznie sobie przypominać coś jeszcze. Mam też wrażenie, że ta historia z pociągiem również może mieć coś z jej pamięcią wspólnego. A tak już zostawiając Elmę, to widać było w tym fragmencie Twoje zamiłowanie do światów mniej rzeczywistych, niż ten nasz realny :)
OdpowiedzUsuńI sorry za tak wymuszony komentarz, już się zabieram za niego od popołudnia. Postaram się wlecieć na drugiego bloga w najbliższym czasie.
Pozdrawiam!
Oj, będzie, będzie, o tym mogę zapewnić już teraz. ;) Co dokładnie sobie przypomni - dobre pytanie, bo sama jeszcze nie wiem! Zobaczymy! Oj tak, nie da się ukryć - mieszanka fantasy i świata realnego bardzo dobrze mi wychodzi i, nie ukrywam, pisze się bardzo fajnie!
UsuńNie ma problemu, naprawdę, miło, że w ogóle chciało Ci się go skończyć ;)
Witaj i przepraszam za małe spóźnienie - byłam zajęta i dopiero teraz nadrabiam zaległości ;/ Szczerze mówiąc, ja też nie spodziewałam się telefonu ojca . I to jeszcze w takiej sprawie ? Trochę mnie zmyliłaś, bo spodziewałam się zmagań z małą, rozpieszczoną dziewczynką, a tu taka zmiana - słodki aniołek, który uwielbia straszne historie . Tytuł rozdziału także mnie zaintrygował i nie wpadłabym na to, że właśnie o to będzie chodziło . Ale pomysł z tym pociągiem - genialny ! Opowiadanko godne przytoczenia przy ognisku w letnią noc, ale chciałabym usłyszeć ciąg dalszy :( Szkoda, że Elma nie może przypomnieć sobie nic więcej . Było mi jej okropnie żal, gdy tak przeglądała tę listę kontaktów . No nic, życzę weny i serdecznie pozdrawiam . Nie mogę doczekać się NN ;)
OdpowiedzUsuń[ http://odglosy-nocy.blogspot.com/ ]