sobota, 20 lipca 2013

10. Tabliczka czekolady

Wieczorem, po powrocie ze szkoły, sięgnęła po pamiętnik, korzystając z chwili spokoju. Ciotka Izabela wyszła z Natalką na spacer, tata miał jeszcze dyżur, matka prowadziła jakieś dodatkowe zajęcia – co dawało jej co najmniej godzinę. Czyli nie taka krótka chwilka, jak by się mogło wydawać. 
Chwilę przerzucała kartki, szukając miejsca, w którym ostatnio skończyła. Znalazła właściwą kartkę, usadowiła się wygodniej i położyła zeszyt na kolanach, by następnie sięgnąć po leżącą na stoliczku czekoladę. Biało-czarna, łaciata. Jej ulubiona. Ostatnio zjadała gigantyczne ilość słodyczy, pomagały jej się odstresować. Zjadła kawałek i wróciła do czytania swoich własnych zapisków.
O czym tu ostatnio było? Aha. Ktoś do niej dzwonił i nigdzie dalej nie pojawiło się nawet napomknienie, kto to taki. Dziwne. Oprócz tego opis sylwestra i żalu do własnej matki. Spójrzmy, co dalej…

15 stycznia 18:09

Szkoła znowu daje w kość. I to porządnie. Powoli mam dosyć, chociaż dopiero co była przerwa świąteczna. Dopiero połowa stycznia, a ja już nie wyrabiam. Uch, pierwsza klasa to koszmar. Neverending story. Po prostu tego wszystkiego jest za dużo – kartkówki, sprawdziany, mnóstwo nauki z dnia na dzień, bo każdy nauczyciel twierdzi, że jego przedmiot jest najważniejszy i baaaaaaaaaaardzo nam się przyda w życiu. No i oczywiście tona zadań domowych, które zabierają codziennie kilka godzin. Z każdego przedmiotu coś. Chodzę rzadziej do szpitala, bo nie wyrabiam. Nie mam na nic czasu. Bardzo napięty okres. Spokój mam jedynie wtedy, gdy śpię, inaczej ktoś coś co chwilę ode mnie chce. 
Tak bardzo chcę wakacje... Chociaż w sumie teraz będzie taka namiastka wakacji, bo 15 stycznia dla naszego województwa zaczynają się ferie zimowe. Będzie okazja do odpoczęcia. Przyda się... Kurczę, byliśmy w szkole coś około dwóch tygodni – tylko, bo były święta przecież – a dowalili nam na koniec semestru. Strach się bać, co będzie już po naszym powrocie...

Uśmiechnęła się lekko do siebie, wkładając do ust kolejny kawałek czekolady. Normalna szkolna sytuacja.

15 stycznia 7:10

Ferie! Książki chwilowo odpoczywają na półce, a ja wyciągam się na łóżku i się relaksuję. W końcu mam czas tylko dla siebie i mogę zrobić, co tylko mi się żywnie podoba. Oglądać głupie filmy, czytać równie głupie książki i pisać jeszcze głupsze rzeczy. I wyspać się, przede wszystkim się wyspać! W końcu; w święta nawet nie miałam na to czasu. W końcu nikt nie wymaga ode mnie niczego. Tylko dlaczego to nie może trwać wiecznie?
Dobra, nie czas na przejmowanie się tym. Mam wolne, powinnam się więc tym cieszyć – chociaż przez krótką chwilę.
Pada. Deszcz zmieszany ze śniegiem – aż się nie chce wychodzić. Kubek gorącej czekolady w dłoń – i pod koc! W całym domu jest strasznie zimno, ogrzewanie nie działa. Nawet nie wiem, dlaczego. Mój pokój jest chyba najcieplejszym miejscem, bo zaciągnęłam tutaj grzejnik z łazienki. Nienawidzę zimna, nienawidzę marznąć.
I nienawidzę zimy, chociaż umiem jeździć na nartach. Na łyżwach też. Lubię śnieg, lubię święta, lubię jazdę na stokach, ale zimy jako pory roku nie lubię. Po prostu jestem osobnikiem ciepłolubnym. Powinnam była urodzić się w Hiszpanii czy we Włoszech, tamtejszy klimat bardzo mi odpowiada. Szkoda, że w Polsce jest tak zimno!
Ciemno też jest. Słońce wstaje bardzo późno, można zobaczyć świt, chociaż nie jest on aż tak piękny, jak latem. Zachód słońca też nie. Za to zimowe niebo mi się bardzo podoba – o ile oczywiście nie ma chmur. Gwiazdy, przepiękne gwiazdy, księżyc w całej okazałości... Przepiękny widok. Szkoda, że tak niewiele osób go zauważa. Mało kto patrzy w górę, niestety. A przecież można tam dostrzec całkiem interesujące rzeczy!
Jak byłam mała, zawsze chciałam chodzić po dachach. Uwielbiałam przebywać jak najwyżej – wzgórza, wysokie drzewa. Wieże. Punkty widokowe. Po dachach jednak nie mogłam chodzić, chociaż chciałam. Sama nie wiem, dlaczego. Po prostu nie mogłam. Może troszkę się bałam, może ktoś mi nagadał, że porwie mnie zły asasyn – nie mam pojęcia, ale nigdy na żaden dach nie weszłam.

Wchodzenie na dachy? Naprawdę kiedyś to lubiła? Z każdym kolejnym zdaniem dowiadywała się o dawnej sobie coraz więcej i więcej. Chociaż pamiętnik nie odsłonił przed nią wszystkich sekretów, to i tak czuła się lepiej, poznając chociaż takie drobiazgi. Możliwe zresztą, że prawda na temat jej życia kryła się gdzieś między wierszami.

18 stycznia 9:34

Nie mam co ze sobą zrobić. Za oknem szaroburo, aż się nie chce nawet wychodzić z domu. Jedyne, na co mam ochotę, to czytanie książek i ewentualnie trochę siedzenia przy komputerze. Nic więcej. Najchętniej bym tutaj przespała całą, calutką zimę. To brzmi dziwnie, ale nie cieszę się z odzyskanej chwilowej wolności. Normalnie była zasuwa, kucie na okrągło, aż się nie miało czasu na nic innego, a teraz... teraz mam tego wolnego czasu za dużo i nie wiem, co z nim zrobić. Taki paradoks. Chyba ostatecznie pójdę do szpitala, pomogę tam trochę, zrobię coś dla ludzi... Przynajmniej to wszystko minie szybciej.

W chwili, gdy kolejny kawałek czekolady znikał z opakowania, rozdzwoniła się leżąca na szafce komórka Elmy. Dziewczyna spojrzała na nią przez ramię i wywróciła oczami, lecz w końcu postanowiła odebrać. Na wyświetlaczu nie pokazał jej się jednak żaden znany numer. Wzruszyła ramionami.
– Elma Dachowska, słucham?
– Cześć! Chciałamsięprzywitać! Toznaczy… Spytaćjaksięczujesz!
– Wolniej, powoli, nie spiesz się tak – odparła zaskoczona nastolatka. – Przede wszystkim, z kim rozmawiam.
– WeronikaSokołowska. Miałamzmienionynumerwięcmogłaśniewiedzieć...
– Powoli!
– Przepraszam – odparła speszona rozmówczyni Elmy. – AAAAAAAAAAAAUUUUUUUUU! – Po drugiej stronie rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. – Nathan, ty niegrzeczny kocie! Idota! Aua!
Czy to się dzieje naprawdę?
– Wszystko w porządku? Nic ci się nie stało?
– Nie, nie... Ten kocurpoprostuwlazłnaszafkęistrąciłminanogęwazon. NATHAN! ZOSTAW TEN BLUSZCZ W SPOKOJU! Nieważmisiętegozrzucać!
– To ja może zadzwonię później… – rzuciła zaniepokojona Elma, próbując powstrzymać śmiech.
– Tak... To znaczy nie, nie! Zaczekaj! Nathan, idź sobie. IDŹ SOBIE! – Weronika musiała wygonić kota z pokoju, co sugerowały głośny trzask i rozpaczliwe miauczenie. – Przepraszamjużwporządku!
– Skąd my się w ogóle znamy?
 – Uhm, wiesz... Twoiimoirodzice...
– Jeżeli mamy dalej rozmawiać, to, z łaski swojej, mów wolniej, wolniej i wyraźniej, bo za chwilę przestanę cię rozumieć. – Uśmiechnęła się lekko.
– PRZEPRASZAM! W każdym razie twoi i moi rodzice... Tak lepiej?
– Zdecydowanie!
– Więc oni się znają od bardzo, bardzo, bardzo dawna. Wiele razy się spotykali, więc zapoznali ze sobą i nas... Nie pamiętasz mnie? Przecież przyjaźnimy się od co najmniej szesnastu lat!
– Nie. Straciłam pamięć po wypadku. Nie wiedziałaś?
– Och! Nie. Biedactwo! Mówili mi tylko, że miałaś tenwypadekale... Ups, przepraszam! Szczegółów nie przekazywali, widocznie nie chcieli mnie martwić. I tak się wystaczającomartwiłamale... to pomińmy. Jak sobie w ogóle radzisz?
– Rozumiem – westchnęła cicho. – Jak sobie radzę? Szczerze? Nijak. Mam wrażenie, że wszystko dokoła się sypie. Nie jestem pewna niczego, nie wiem, w co wierzyć, komu ufać, a komu nie. Mam coraz większy chaos w myślach, już nie wiem, czego się trzymać, wiesz?            
– Nie wiem, ale sobie wyobrażam. Wiesz, czego teraz potrzebujesz?
– Zakopania się pod ziemię i nie wychodzenia stamtąd? – Elma roześmiała się już na cały głos.
– Nie-e! Kubka kawy i osoby, przed którą możesz się wyżalić! Oczywiście służę pomocą. To nie był rozkaz, to była... eee… sugestia?
– Jasne, jasne! Dobra, niech będzie. To kiedy, jutro? Po szkole?
– Chyba oszalałaś! DZISIAJ. KONIECZNIE.
– O tej porze?
– No ba. Starbucks Coffee jeszcze nie jest zamknięty.
– Niech będzie. – Chyba oszalałam, że się umawiam z dziewczyną, której w ogóle nie znam! Ha, błąd. Ja ją znałam, ale nie pamiętam. Musiałyśmy być w naprawdę dobrych stosunkach wcześniej.
– Czekam o szóstej w Starbucksie w Galerii MM. Nie przyjmuję do wiadomości, że ciebie tam nie będzie. Żadnych wymówek.
– Jak cię poznam?
– Nie musisz poznawać, wystarczy, że ja cię poznam!
– Dobra. To o szóstej, ani minuty później.
– Yes, my lord!

Elma jeszcze chwilę po zakończonej rozmowie patrzyła na wyświetlacz komórki, nie wierząc w to, co się przez chwilą działo. Przecież to wszystko zakrawa na jeden wielki absurd! A co tam, wzruszyła ramionami. W sumie nie ma nic do stracenia, a w towarzystwie Weroniki czuła się swobodnie, przynajmniej z tego, co zdążyła zauważyć z tej krótkiej rozmowy telefonicznej. Chociaż jedna osoba w towarzystwie tchnie optymizmem.
Spojrzała na zegarek. Piąta trzydzieści. Trzeba się zbierać, jeśli nie chce się spóźnić. Wsunęła komórkę do kieszeni dżinsów i chwyciła spraną torbę, do której włożyła jeszcze portfel wraz z legitymacją. Po chwili zastanowienia wrzuciła tam też swój pamiętnik – sama właściwie nie wiedziała po co. Można to jednak nazwać intuicją, przeczuciem – jakkolwiek. Podejrzewała, że Weronika bardzo jej pomoże w rozwiązaniu paru zagadek, jeżeli prawdą było to, co mówiła – że przyjaźniły się od szesnastu lat.
Zjadła jeszcze ostatni kawałek czarno-białej czekolady i wybiegła z pokoju.

11 komentarzy:

  1. Haha, kim jest ta Weronika? ;> Właściwie to chyba nieważne, niech podzieli się wiedzą na temat życia Elmy i może się dowiemy, o co chodzi z tymi telefonami.
    Cóż mogę napisać... Czekam na kolejny rozdział, pewnie się trochę wyjaśni :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jest przyjaciółką Elmy. XD Znaczy, dawną przyjaciółką!

      Usuń
  2. W tym rozdziale jest sporo tajemnic. Pojawia się jakaś Weronika, która coś wie o Elmie. Cóż, mogłaby zabrać głos i wyjaśnić kilka spraw. Może wtedy Elma by sobie coś przypomniała i wyjaśniłaby się sprawa tych dziwnych telefonów.

    Niewątpliwie rozdział jest dynamiczny, bo i akcji w nim wiele. Na szczęście akcja ta nie pędzi na złamanie karku, jest odpowiednio rozplanowana.

    Oh, jak ja uwielbiam Ci słodzić i zachwycać się Twoim stylem! Historia Elmy jest naprawdę intrygująca. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wyjaśni się trochę, wyjaśni. ;) Znaczy, sama jeszcze nie wiem dokładnie, jak będzie wyglądał kolejny rozdział, bo piszę je dosyć... spontanicznie, kiedy jest wena!

      Rozdział dynamiczny? A ja myślałam, że jest spokojny i że nic się w nim nie dzieje...

      Jej, dziękuję! ^^

      Usuń
  3. Zniknęłam stąd na trochę. Szczerze mówiąc chyba dlatego, że z powodu zmagań z moim własnym opowiadaniem, przy którym stanęłam w martwym punkcie, nie chciałam widzieć na oczy żadnych innych ;p (bo-czemu-inni-mogą-a-ja-nie?!).
    Miałam trochę do nadrobienia, ale kiedy tylko zaczęłam czytać, od razu sobie przypomniałam za co tak bardzo polubiłam Twoje opowiadanie. Za klimat. Nierealność (wtedy, kiedy jest potrzebna), jakiś taki spokój... Opis makowych pól urzekł mnie bez reszty, bajka o pociągu była wciągająca (choć ja poszłabym bardziej w horror ;p), sen bohaterki... Nie wiem, po prostu jakoś wyczuwam podświadomie, że Tu naprawdę lubisz łączyć fantastykę z rzeczywistością (popraw, jeśli się mylę) i dlatego takie fragmenty wychodzą Ci najlepiej, są niewymuszone i na swój sposób bajkowe.
    Poza tym cieszę się, że akcja zaczyna się rozkręcać. Troszkę wolno to idzie, chyba sama przyznasz ;)
    A tak na marginesie, jeszcze taka drobna dygresja. Strasznie ciężko czytało mi się wypowiedzi Weroniki. Ja wiem, że sklejanie ze sobą słów było celowym zabiegiem, ale moim zdaniem wyszłoby wiarygodniej (i mniej denerwująco), gdybyś pozostawiła jednak tylko kilka takich zlepek. Nawet jak się śpieszymy i jesteśmy zdenerwowani, nigdy nie mówimy WSZYSTKIEGO jednym ciągiem. Na przykład moim zdaniem „Nieważmisiętegozrzucać” brzmi jako zlepka niemal idealnie, natomiast całe zdania są… przekombinowane. No fizycznie nawet nikt nie byłby w stanie tego na jednym wdechu wypowiedzieć (tak, próbowałam ;p). A może po prostu nie miałam się już czego przyczepić ;p
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na więcej :) (mam nadzieję, że tym razem będę już czytać na bieżąco, choć w wakacje to nigdy nic nie wiadomo, więc z góry za ewentualny brak komentarzy przepraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artlblocki są bardzo niemile widziane, znam to. ;p
      Tak, uwielbiam, to prawda. Najlepiej się czuję właśnie w takich klimatach, gdy realność łączy się z bajką i fantastyką... ^^
      Tak, idzie wolno, idzie bardzo wolno, pewnie dlatego, że sama dokładnie nie wiem, co z tą akcją ma być;p
      Pewnie masz rację, chyba trochę przesadziłam... ^^ Poprawię za chwilę.
      Więcej będzie, ale na razie nie wiem, kiedy xD
      Pozdrawiam!
      xoxo

      Usuń
  4. O matko, kolejna gaduła, druga Maryśka!!! Czy Elma nie może mieć spokojnych, łagodnych koleżanek tylko same roztrzepańce naokoło? Kolejna co chichocze się bez sensu i udaje, że utrata pamięci to pikuś... Sztuczna optymistka, już czuję, że Weri będzie mnie wnerwiać. A aby tego było mało... Czy ona uderzyła kota?!!! Było napisane, że rozległo się "rozpaczliwe miauczenie' więc najprawdopodobniej albo go uderzyła albo czymś w niego rzuciła. Uuuu... to już ma u mnie prze***bane w tym opowiadaniu! :((

    Ogólnie wszystko jak najbardziej w porządku, nic się wielkiego nie działo, ale było lekko, było płynnie i przyjemnie (wycinając tę gadułę i despotkę Weri rzecz jasna). Przepraszam za tak długą nieobecność, ale nie myśl sobie, że Cię opuściłam! :) Dalej się będziesz musiała ze mną użerać. ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, bo roztrzepańce są najfajniejsze;p Nie, nie uderzyła, ona go wygoniła nogą za drzwi. W życiu bym nie napisała, że ktoś bije kota :O Za bardzo je kocham! Kot miauczał, bo nie chciał być wygoniony, ot co :D Wercia nieźle pomoże Elmie, więc może jeszcze podplusuje ;D

      Haha, dziękuję bardzo! :D
      Aż się czuję zmotywowana do pisania :)
      Pozdrawiam również!
      xoxo

      Usuń
  5. No cóż, czytam Twojego bloga już od jakiegoś czasu, ale dotąd nie zebrałam się na komentarz...
    W tym rozdziale poznajemy roztrzepaną Weronikę (ha,moja imienniczka! ^^), którą z miejsca pokochałam. Ciekawe, kim ona jest i jaką rolę odegra w życiu Elmy...
    Ach, no i Elma - ciekawe imię, nie spotkałam się z nim jeszcze, tak a propos :) - jest taka zagubiona... Szkoda mi jej, szczerze powiedziawszy. W końcu nic nie pamięta, nie wie, komu może zaufać...
    Masz świetny styl pisania ^^. Poza tym znalazłam - jak dotąd - tylko kilka błędów interpunkcyjnych, niewiele powtórzeń i literówek, ale głupotą byłoby je wypisywać, ponieważ styl masz taki, że jak się czyta, to czasem zapiera dech w piersiach...
    Mimo że w tym rozdziale niewiele się działo, przeczytałam go szybko i z uśmiechem na ustach.
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, że się odezwałaś! Zawsze jest mi miło, gdy komentuje nowy (lub też nie tak nowy) czytelnik. ;)
      Kim jest i jaką rolę Wercia odegra - o tym już w następnym rozdziale! (Którego w sumie nawet nie zaczęłam pisać, ale kto by się przejmował...)
      Ponieważ to imię nie istnieje w rzeczywistości - wymyśliłam je na potrzeby opowiadania. O to właśnie chodzi, Elma ma być zagubiona i nieufna ^^
      Literówki biorą się stąd, że nigdy nie czytam ponownie tego, co napiszę, nigdy nie mam na to siły, więc błędy jakieś być muszą ;p
      Dziękuję bardzo! Twój komentarz aż mnie zmotywował do działania i chyba zabiorę się za pisanie kolejnego rozdziału... ;D
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Ha, ja wiedziałam, że z tym imieniem jest coś nie tak! ^^
      A teraz się czuję jak idiotka ;_;

      Usuń