poniedziałek, 6 kwietnia 2015

18. Serce na stos

– Hej, Elma.
– Hm? – mruknęła sennie, podnosząc głowę i powracając do rzeczywistości. Rozejrzała się nieprzytomnie. Zdała sobie sprawę z tego, że jej ramiona okrywa coś miękkiego, ciepłego i puchatego – brązowy koc – a ona sama kuli się na dębowym krześle w kuchni Jabłońskich.Wszystko tu było takie znajome… Wciągnęła w nozdrza znany dobrze zapach cynamonu i uśmiechnęła się, czując w ustach słony smak łez, których tyle wylała, zanim zapadła w odrętwienie. Od płaczu zabolała ją głowa, zobaczyła przed oczami kolorowe plamki, świat przez chwilę wirował. Dostrzegła namalowane na szafce kuchennej wiszącej nad płytą grzewczą czerwone maki o długich, ciemnozielonych łodyżkach; jej oczy znowu się zaszkliły. Przesunęła dłonią po blacie stołu, przy którym stało jej krzesło, pod palcami czuła szorstkość drewna, jednak zdawała się robić to zupełnie nieświadomie, jakby myślami była daleko stąd. Bo też i faktycznie znajdowała się milion lat świetlnych od kuchni, zanurzona we własnych wspomnieniach.
– Chodź, bo zaraz padniesz. Powinnaś się z tym przespać i poukładać wszystko w głowie. Kolebanie się w miejscu nic ci nie da. Chodź. – Sebastian pomógł jej wstać z krzesła i przytrzymał zsuwający się z ramion koc. Zaprowadził ją do swojego pokoju – nie opierała się, szła bezwolnie – w którym panował miły półmrok dzięki zasuniętym kotarom, i zmusił, żeby się położyła. Z ulgą opadła na miękką pościel, zawinęła się w koc i zamknęła oczy. Już nawet nie zarejestrowała momentu, w którym chłopak opuścił pokój; pozwoliła myślom płunąć swobodnie i układać się we właściwej kolejności. Wreszcie wszystkie kawałki układanki wskoczyły na swoje miejsca, co przyęła z niemąłą radością. 
Najstarsze wspomnienie: park, most i przerażenie kilkulatki pierwszy raz widzącej ogromnego dla niej, białego łabędzia, którego później zaczęła gonić, wybuchając radosnym, dziecięcym śmiechem. Podobało jej się to – swoboda, którą dawała beztroska zabawa. Potem był plac zabaw nad Maltą, poznańskim jeziorem. Pamiętała żar rozpalonej od słońca metalowej zjeżdżalni, wspinanie się po drewnianych drabinkach, robienie fikołków na pomalowanym na czerwono drążku, który wisiał nieco za wysoko, jak na gust drobnej pięciolatki.
Potem usłużna pamięć podsunęła wido przedszkola: kolorowe sale, drewniane szafki oklejone dziecięcymi rysunkami, materace, po których się skakało wraz z pierwszymi przyjaciółmi, zabawa w dom z chłopakiem o blon lokach i twarzy usianej piegami, który przychodził z innego oddziału i zawsze dzielił się ciasteczkami. Podobało jej się tam, nawet gdy z dużym trudem bazgroliła pierwsze literki i rysowała w kółko te same szlaczki, jeszcze nie tak równe, jak by tego chciała. Trud i wysiłek w to włożone się jednak opłaciły, bowiem, gdy tylko poszła do szkoły, znacznie łatwiej przyszło jej pisanie liter, które szybko stawały się coraz kształtniejsze i łądniejsze. Zapamiętała z podstawówki bieganie po boisku, bawienie się z rówieśnikami, wśród których i tak nie miała nikogo bliższego; nudne lekcje, ciągnące się przez pół dnia, kiedy tęskniła za swobodą dzieciństwa. W końcu się jednak przyzwyczaiła – musiała, choć z radością odebrała świadectwo ukończenia i szkoły podstawowej, i gimnazjalnej, triumfująca, zadowolona, że kolejny etap życia już za nią.
W gimnazjum zaprzyjaźniła się bliżej z dziewczyną, z którą przypadkowo wylądowała w jednej ławce, z Alicją, której zazdrościła szarych oczu i długich, czarnych włosów. Co jednak istotne, lubiły razem spędzać czas, wysyłać sobie w trakcie lekcji liściki, organizować nocki z czekoladą i sokiem winogronowym, kiedy Ala rzucała kolejnego chłopaka lub kolejny chłopak rzucał ją i musiała się wyżalić, jeździć razem na wycieczki i wspólne się uczyć przy dębowym stole w kuchni przyjaciółki. Sielanka się jednak skończyła wraz z pójściem do różnych poznańskich liceów; pokłóciły się, ich drogi się rozeszły i już więcej nie znalazły aż tak blisko siebie, by po raz drugi się skrzyżować. Przynajmniej na razie.
W międzyczasie, zanim w ogóle przestąpiła próg nowego liceum, miało miejsce kilka poważnych awantur z rodzicami, a właściwie – z matką. Ciągle miała o coś pretensje, coś jej się ciągle nie podobało, a gdy Elma nie dawała się wyprowadzić z równowagi, zaczynała się wściekać, rzucać talerzami, trzaskać drzwiami i obrzucać najgorszymi wyzwiskami. Z początku, gdy pierwszy raz usłyszała, że jest zimną suką, przepłakała w poduszkę całą noc. Początkowo reagowała bardziej emoecjonalnie i tylko podsycała ogień awantury. Szybko nauczyła się jednak zachowywać spokój, milczeć, nie dać się sprowokować, ignorować. Dzięki temu jej matka szybko opadała z sił, widząc, że ona się tym nawet nie przejmuje. Teraz jednak siedemnastoletnia Elma patrzyła na to z innej perspektywy, zrozumiała bowiem wreszcie jej zachowanie. Jej matka przecież wcale nie była jej matką. W natłoku wydarzeń sobie tego wcześniej nie uświadomiła. Dziwiła się, że po rozmowie z Klaudią się nie przejęła szczególnie. Może dlatego, że opanowała ją podświadoma ulga na wieść, że ta kaobieta, która nigdy nie traktowała jej jak córki, nie jest prawdziwą, biologiczną rodzicielką. Prawdziwą była osoba widoczna tylko na zdjęciach, w towarzystwie ojca Elmy, swojej siostry – Izabeli, brata – Arka, tego samego, który zginął w wypadku, lub sama, w różnych konfiguracjach. Elma nigdy jej nie widziała na żywo, ale zakochała się w czułym uśmiechu, widocznym nawet na nieco już wyblakłych zdjęciach, które przeglądała, w burzy kręconych włosów i pewności siebie, która z niej promieniowała. Irmina. Tak bardzo chciała ją poznać, przytulić się i opowiedzieć o swoich problemach… Dlatego płakała, gdy po rozmowie z Klaudią zamykała skórzany album. Wtedy jednak, w gimnazjum i aż do momentu utraty pamięci, jedyną pociechą były krótkie rozmowy z siostrą (przybraną) i jej ramiona, tulące Elmę do siebie. Dlatego gdy wyjechała na studia, Elma poczuła, że jest bardziej samotna niż kiedykolwiek wcześniej. Mimo wszystko jednak wchodziła do nowej szkoły z cichutką nadzieją, że znajdzie kogoś, kto ją wesprze i komu zwyczajnie będzie mogła się wyżalić. 
Odnalazła wsparcie w postaci Marysi i Sebastiana. Na tę pierwszą omyłkowo wylała kawę pewnego słonecznego dnia, teraz sobie o tym przypomniała. Wróciły kolory jej ubrań, ciemna plama kawy i beztroski uśmiech mówiący: „nic się nie stało”. Stało się jedynie to, że Elma odnalazła siostrzaną duszę, z którą zaprzyjaźniła się bardziej, niż kiedykolwiek z Alicją. Zresztą znała tę historię z opowieści Marysi, nie była więc specjalnie zaskoczona. 
Gdy jednak zaczęła przeglądać wspomnienia o Sebastianie, nie mogła powstrzymać ciepła rozchodzącącego się po jej ciele – przynajmniej gdy pojawiały się pierwsze z nich. Pamiętała, jak zobaczyła go po raz pierwszy – szopa blond włosów i beztroski głos. Początkowo nie zwróciła na niego uwagi. Ot, kolejny chłopak. Niedługo później zaczął jednak zaczepiać, gadać z nią i rozśmieszać. Obecna Elma widziała, jak bardzo się w nim młodsza Elma zakochała; cieszyła ją wówczas każda chwila z nim spędzana, więc zostali parą właściwie z marszu, budując związek na fundamentach przyjaźni. Wtedy zrobiłaby dla niego wszystko, był jej słońcem i gwiazdami. Tak przynajmniej jej się wydawało, nawet gdy czuła na sobie chmurny wzrok Patryka, którego poznała podczas licznych odwiedzin w domu Jabłońskich, w którym zachowywała się jak u siebie. Teraz jednak ten obraz został przyćmiony przez kolejne wspomnienie: moment, kiedy zobaczyła Sebastiana całującego się z Julianną. Już wcześniej słyszała plotki o tym, że się spotykali, ale to przecież niemożliwe…! Nie wierzyła, żeby mógł zrobić jej coś takiego, tak parszywie zdradzić, więc nie przyjmowała tego do wiadomości i stanowczo dementowała doniesienia. W końcu jednak przekonała się na własne oczy, scena na korytarzu podziałała na nią jak kubeł zimnej wody. To było na krótko przed wypadkiem – i znakomicie wyjaśniało nieufność do niego. Sebastian miał rację, to uczucie się utrwaliło. Wtedy, gdy jej o tym mówił, w tym samym pokoju… to brzmiało wówczas tak banalnie! Natomiast gdy przeżyła to ponownie (replay) i jeszcze raz (replay) i kolejny (replay replay replay), perspektywa się zupełnie zmieniła. Elma nie potrafiła już podchodzić do sprawy tak obojętnie. Gorące łzy spływały po jej policzkach, lecz nie chciała przerywać seansu, musiała wszystko poukładać do samego końca.
Bo w tym wszystkim tkwił jeszcze Patryk. Patryk, którego czuły uśmiech czarował ją z głębi korytarza. Patryk, który pomagał jej z matematyką, bo jego brat był kiepskim nauczycielem. Patryk, który zawsze w jakiś cichhy sposób ją wspierał. Patryk, który, wiedziała to, był zazdrosny o Sebastiana. Patryk, którego kochała jak rodzonego brata, może nawet mocniej. Patryk, do którego zadzwoniła zaraz po kłótni z Sebastianem i który zwyczajnie ją przytulił i dał się wypłakac. Patryk, który przynajmniej raz w tygodniu podrzucał do jej szafki czerwone róże, gdyż podpatrzył kod. 
W tej chwili jednak czuła się zbyt rozbita, żeby myśleć racjonalnie. Nie chciała wybierać, choć wiedziała, że kiedyś będzie musiała to zrobić. Na razie jednak wolała odsunąć tę myśl w czasie i wrócić do wspomnień…
…bo oto wypłynęło wspomnienie z dnia wypadku, którego wszystko się zmieniło. 

Nasunęła na nos okulary przeciwsłoneczne w brązowych opprawkach i przejrzała się w samochodowym lusterku. Wyglądała znośnie, tylko ta brązowa grzywka za bardzo sterczała. Odwróciła się do tyłu, omiatając spojrzeniem siedzenia i upewniając się, czy biała torba na pewno stoi na swoim miejscu oraz czy na pewno wszystko zabrała. Ładowarka, telefon, aparat, ciuchy, książka, kosmetyczka… Chyba tak. 
Nawet się cieszyła z tego weekendowego wypadu do wujostwa. Zawsze to jakieś oderwanie od codzienności i myśli, które kotłowały się w jej głowie. Pragnęła choć na krótko zapomnieć o swoim byłym chłopaku, dlatego skwapliwie skorzystała z propozycji wuja Arka, spakowała się i uszykowała do drogi. 
Chwilę później nadszedł wuj; włożył do bagażnika starego opla pękatą torbę oraz futerał z laptopem i usiadł koło Elmy, obdarzając ją uśmiechem. 
– Gotowa? – spytał, zapinając pasy i przekręcając kluczyk w stacyjce. 
– Pewnie.
– No to jedziemy.
Przez godzinę dzielącą ich od katastrofy nie odzywali się zbyt wiele; ciszę panującą w samochodzie wypełniła popowa muzyka lecąca z radia. Elma nie miała nic przeciwko temu, bo mogła w spokoju czytać „Dumę i uprzedzenie”, jedną z jej ulubionych książek. Dawno nie miała czasu na zajęcie się czymkolwiek innym poza nauką, więc cieszyła się, że ma chwilkę dla siebie.
Nie minęło jednak wiele czasu, kiedy tknięta przeczuciem podniosła głowę, by zobaczyć światła samochodu naprzeciwko. Usłyszała trzask i brzęk, kiedy ich pojazd wbijał się w maskę drugiego. Nastąpił ogromny wstrząs, siedzenie się rozkołysało. Uszy Elmy wypełnił huk, a zaraz potem przeraźliwy krzyk. Odruchowo zasłoniła rękami głowę, w zwolnionym tempie obserwując, jak przednia szyba pęka i rozlatuje się na tysiąć kawałków. Zapiekło, kiedy szkło spadło i w wielu miejscach przecięło skórę; spłynęły strużki ciepłej krwi. Sekundę później dziewczyna straciła przytomność.

Co się stało po przebudzeniu, doskonale pamiętała. Przypomniała sobie za to codzienne wędrówki do szpitala, czy to w słońcu, czy w deszczu; przypomniała sobie, jak dobrze się w nim czuła, jak bardzo lubiła tę pracę, chociaż ją wykańczała fizycznie. Tu jednak mogła odpocząć psychicznie, mogła przestać myśleć o tym, co czekało ją w domu i tego, że znowu będzie musiała sama ugotować obiad z niczego, pójdzie spać, znowu przeżyje noc pełną koszmarów… Zaklęte koło. Nienawidziła tego. Nic też dziwnego, że usiłowała się z niego wyrwać. 
Z wspomnień o szpitalu przebijało jednak w szczególności jedno. 
Alicja Swarowska.
Znała ją. 

– Przepraszam, że się tak rozłożyłam… – Stanęła nieśmiało w drzwiach kuchni, czochrając włosy i przyglądając się siedzącemu przy stole Sebastianowi. Czytał jakąś książkę, nie widziała zbyt wyraźnie tytułu; pomarańczowe promienie słońca padały na jego blond włosy, sprawiając, że wyglądały, jakby stały w ogniu. Uśmiechnęła się lekko na ten widok.
– Nie szkodzi, nic się nie stało. Chcesz herbaty? – zaproponował, unosząc wzrok nad lektury. Odłożył książkę na stół i wstał. 
– Nie, dzięki, jest już późno, więc będę lecieć. – Podniosła z podłogi torbę i otrzepała ją.
– Odprowadzić cię?
– Nie, trafię. Dzięki. 
Chyba wyczuł zmianę jej nastawienia – ledwo uchwytną różnicę w głosie, zachowywanie większego dystansu, inna mowa ciała. Unikała jego spojrzenia. 
Dokładnie w tym momencie usłyszeli chrobot przekręcanego w zamku klucza; wracał któryś z mieszkańców domu. 
– Cześć wszystkim! – Dobiegł z przedpokoju wesoły głos, choć brzmiało w nim zmęczenie. Elma rozpoznała natychmiast jego właściciela. – Zrób mi tam ktoś her… – Patryk przerwał wypowiedź, gdy tylko wszedł do kuchni i dostrzegł stojącą tuż przy drzwiach dziewczynę. Zmarszczył brwi, przenosząc wzrok to na nią, to na swojego brata. – Co tu się w ogóle wyrabia? Kiepsko wyglądasz, dziewczyno. Jesteś blada.
Przewróciła oczami, kiedy mijał ją, już na nią nie patrząc, i sięgał do lodówki po karton mleka. 
– Nic się nie wyrabia. Idę już. 
– Nie zabij się po drodze. 
– Postaram się. – Czuła się strasznie niezręcznie, patrząc na nich obu i mimowolnie porównując. Nie podobało jej się to uczucie tkwienia między jedną siłą a drugą. Opuściła wzrok, niepewnie przestąpiła z nogi na nogę i w końcu stwierdziła: – Dobrej nocy.
Gdy zamykała za sobą drzwi, usłyszała odgłosy kłótni.

Powrót do szkoły po przerwie świątecznej okazał się bardziej męczący, niż sądziła. Nie mogła powiedzieć, żeby nie tęskniła za tymi starymi murami, za lekcjami, nauczycielami i swoją klasą – a w szczególności za czerwonowłosą Marysią, która dopadła ją tuż przed dzwonkiem i mocno przytuliła. 
– Jak tam święta? – spytała, siadając obok Elmy na ławce przed szatnią i machając radośnie nogami. W jej uszach tkwiły wciąż słuchawki, widocznie jeszcze chwilę temu słuchała muzyki. Możliwe, że nadal jej słuchała. 
– Tragicznie – przyznała. – Może poza tym, że byłam u Sebastiana… Ten jeden element był milszy.
– O! – Dziewczynie wyraźnie rozbłysły oczy. – Opowiadaj!
– W sumie nie działo się nic szczególnego… Ot… Ale fajnie było – stwierdziła, rumieniąc się na wspomnienie wieczoru wigilijnego. 
– Aha, aha. Wierzę – roześmiała się Marysia. 
– A jak twoje święta?
– Moje? Normalnie. Rodzinnie i świątecznie. Nic niezwykłego… w porównaniu z twoimi. 
– Daaaaaj spokój – przewróciła oczami. – To przecież nic takiego.
– Nic takiego, że spędziłaś święta w domu swojego byłego chłopaka i jego brata? To kiedy ślub? I z którym? – powiedziała żartobliwie, ale Elmę to poruszyło mocniej, niż zwykły żart. Nie była jeszcze gotowa na rozmowę o tym. 
– Zmieńmy temat – mruknęła, kiwając głową na powitanie Aleksandry, koleżanki z klasy, która spieszyła się do szatni. 
– Okej. Uczysz się hiszpańskiego, prawda? – spytała Marysia, wyjmując słuchawki z uszu i obracając się przodem do Elmy. 
– Tak, a co? – Spojrzała na przyjaciółkę zdziwiona.
– Kojarzysz Julietę Venegas?
– Pewnie.
– I jej piosenkę „Limón y sal”?
– Czekaj… Tak, chyba tak. – Przywołała w pamięci utwór – teraz, dzięki odzyskanym wspomnieniom, nie miała z tym problemu. 
– Ta piosenka ma świetny teledysk. Jest naprawdę fajny, ale chciałabym jeszcze się dowiedzieć, o co chodzi w tekście. Bo nie znam hiszpańskiego i sama sobie tego nie przetłumaczę, a internety nie działają i nie znajdę tego tekstu. Przetłumaczysz mi? 
– Do czego ci to? – spytała ostrożnie.
– Najpierw mi to przetłumacz.
– Masz tę piosenkę gdzieś pod ręką? 
– Masz. – Marysia podała jej słuchawki, a sama wyciągnęła z kieszeni telefon. Przez chwilę stukała w klawisze, szukając utworu. – Got it. Słuchaj. 
– Mogę? – Elma wyciągnęła rękę po telefon; dostała go bez słowa sprzeciwu. Zerknęła na wyświetlacz, sprawdzając godzinę, i uspokoiła się, gdy się zorientowała, że do dzwonka pozostało dwadzieścia minut. Z ulgą zamknęła oczy i wsłuchała się w muzykę. Przesłuchała piosenkę najpierw w całości, potem wróciła do początku i zatrzymywała po każdym wersie. – Muszę wyznać, że często nie podoba mi się twój sposób bycia. Potem mi znikasz i ja nie rozumiem zbyt dobrze, dlaczego. Nie mówisz niczego romantycznego, a gdy przychodzi wieczór, masz dziwny humor z każdym księżycem wypełniającym się w miesiącu. Chodzi o pełnię, tak myślę. 
Obok nich przechodzili uczniowie idący jak co rano do szatni, lecz nie przejmowały się tym. Jedna trwała, w skupieniu słuchając słów drugiej, zanurzonej w muzyce.
– Ale z tym wszystkim wygrywa wszystko, co dobrego mi dajesz. Tylko mając cię blisko, czuję, że wracam do początku. Kocham cię z solą i cytryną, kocham cię takiego, jakim jesteś, nie trzeba nic zmieniać. Kocham cię, czy przychodzisz czy odchodzisz, czy wznosisz się, czy upadasz, czy nie jesteś pewny tego, co czujesz. 
– Koniec? – rozczarowała się Marysia.
– Nie, jeszcze nie. Intro. 
– To tłumacz dalej. 
– Muszę ci teraz coś wyznać. Nigdy nie wierzyłam w szczęście. Czasem je coś przypomina, lecz to czysty przypadek. Potem przyszło mi spotkać twoje oczy, one dają mi coś więcej… Czekaj. Tylko mając cię blisko, czuję, że wracam do początku. Dalej jest już tylko refren. Koniec.
– Łaaaał, to będzie piękne – szepnęła w podziwie.
– Co? 
– Przedstawienie.
– Jakie znowu przedstawienie?
– Otóż ten teledysk zainspirował mnie w nocy do napisania scenariusza! – Marysia wyciągnęła ze swojej poprzecieranej, brązowej torby plik kartek, spiętych spinaczem i nieco pogniecionych, oraz pomachała nimi przed nosem zaskoczonej Elmy. 
– Jakiego scenariusza?!
– Chciałabym wystawić w naszej szkole sztukę.
– Sztukę? No chyba żartujesz…
– Nie. I muszę znaleźć nauczyciela, który mi to umożliwi i zaopiekuje się przedsięwzięciem.
– Rozumiem, że już masz jakiś pomysł…
– Tak. Twoja nauczycielka od hiszpańskiego.
– Co?! Żartujesz chyba!
– Nie. 
– Serio?
– Serio. W końcu to piosenka po hiszpańsku stała się kanwą tych wydarzeń… 
– Chyba cię pogięło.
– I tak to zrobię. 
– Ja w tym udziału brać nie będę, nawet nie myśl.
– Jeszcze zobaczymy, mówię ci. Jeszcze zobaczymy… 
– Czy to jest groźba?
– Pośrednio.
Zadzwonił dzwonek na lekcje, wybawiając Marysię z rąk wściekłej Elmy.



_________________

Tęskniliście? Bo ja tak. 

Wesołych Świąt!

[SONDA] - ważne dla mnie!

1 komentarz:

  1. Dużo wspomnień Elmie wróciło. Można powiedzieć, że całe życie. Dobrze że jej te wspomnienia wracają.
    Ciekawe o czym będzie sztuka Marysi i czy zostanie przyjęta w szkole. I coś tak myślę, że Elma chyba główną rolę dostanie.

    Czekam na kolejny rozdział i życzę weny na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń