Pogoda nie sprzyjała za bardzo wycieczkom, ani tym
dłuższym, ani tym krótszym. Na całe szczęście połączenie tramwajowe wiodło
bezpośrednio na przystanek przed Galerią MM, więc Elma nie musiała wychodzić na
długo. Z okien nowoczesnego, zielonego tramwaju obserwowała, jak ulica rozmywa
się w strugach deszczu, zaś krople uderzają o dachy kolejnych przystanków, przy
których się zatrzymywali. Ludzie biegali z kolorowymi parasolami w rękach,
chcąc jak najszybciej znaleźć się poza zasięgiem ulewy. Wielu postanowiło po
prostu przeczekać deszcz pod dachami domów, pod wiatami i wewnątrz sklepów
biegnących od placu Bernardyńskiego. Chyba nikt nie przepadał za taką pogodą –
zresztą trudno się dziwić.
Wiedząc, że ma jeszcze trochę czasu, Elma wyciągnęła
z kieszeni komórkę. Niczego lepszego do roboty nie miała, a już od dłuższego
czasu planowała przejrzenie pamięci. Chciała sprawdzić, kogo w ogóle ma w
kontaktach, czy robiła jakieś notatki i co pisała w smsach – o ile ich nie
usunęła. Miała to zrobić już wcześniej, ale ciągle jakoś zapominała, teraz zaś
nadarzyła się ku temu idealna okazja.
Usiadła na miejscu zwolnionym przez młodą, na oko
dwudziestoletnią kobietę, która wysiadła na przystanku. Położyła swoją czarną
torbę na kolanach w obawie przed kieszonkowcami i zaczęła zwiad.
Przewinęła kontakty. Żadne z zapisanych tam nazwisk
nic jej nie mówiło – poza numerami Marysi, Weroniki, Sebastiana i jej rodziców.
Jakaś Klara Malinowska, Karolina Borkowska, Kinga Stachowiak... Żadne nazwisko nie
kojarzyło jej się z konkretną osobą, z jakimiś wspomnieniami o niej. Nie
pamiętała kompletnie nic. Wzruszyła ramionami; właściwie nie spodziewała się,
że będzie inaczej.
Zerknęła do notatek. Tutaj było już ciekawiej – tytuły
i wykonawcy piosenek, jakieś urywki opowiadań, które chyba kiedyś pisała, adresy
koleżanek, jak podejrzewała, zapisane, żeby mieć je pod ręką, adresy stron
internetowych, plan lekcji... W zasadzie nic szczególnego, ale pewnie każda z
tych notatek musiała mieć dla niej jakieś znaczenie. Jeszcze tylko zostały jej
do sprawdzenia wiadomości – sama nie wiedziała, czego ma się spodziewać.
Możliwe, że nawet sobie coś przypomni.
Z początku nie dostrzegła niczego, co mogłoby ją
zaskoczyć, ot, typowe rozmowy o szkole, zadaniach domowych i bieżących
sprawdzianach, okazyjnie ploteczki wymieniane o chłopakach, których już teraz
nie pamiętała, a przynajmniej nie kojarzyła nawet ich imion. Nieco dalej pojawiła
się korespondencja wymieniana z Sebastianem, co sprawiło, że policzki
dziewczyny osiągnęły znacznie wyższą temperaturę. Wiedziała, że reaguje jak
jakaś małolata, ale nie mogła nic poradzić na to, że te niewinne smsy wywołały
u niej uśmiech.
Jednakże dopiero wiadomość z maja sprawiła, że nagle
poczuła się, jakby cały świat dokoła zawirował. Wszystkie barwy zlały się w
jedną, ostatecznie wchodząc w oślepiającą biel. Elma zmrużyła oczy, ale światło
ją nadal raziło. Kiedy zaczęły się pojawiać zarysy miejsca, w którym się
znalazła, zrozumiała, że odzyskała kolejne wspomnienie.
Nic jednak z niego nie rozumiała.
Wybiegła gwałtownie z tramwaju, nie czekając, aż
automatyczne drzwi otworzą się do końca. Komórka o mało nie wyleciała jej z
ręki, kiedy sprawdziwszy, czy nie nadjeżdża żaden tramwaj, pokonywała tory i
już po chwili znalazła się przed Galerią MM. Na szczęście w całym tym
zamieszaniu nie zostawiła na swoim siedzeniu torby.
Pchnęła drzwi prowadzące do Starbucksa i weszła do
środka, rozglądając się uważnie po całej kawiarni. Nie wiedziała, jak Weronika
wygląda, więc musiała zdać się na jej zdolności rozpoznawcze. Nikt z siedzących
w środku nie zwrócił jednak na nią zbytniej uwagi, nikt nie kiwnął, żeby do
niego podeszła, więc uznała, że jej znajoma jeszcze nie przyszła. Zamówiła cappuccino
i zajęła miejsce przy jednym ze stolików. Spojrzała na zegarek – pięć po
szóstej.
Nie
czekała zbyt długo. Równocześnie z podaniem jej kawy do Starbucksa wtargnęło tornado
z szopą mysich włosów. Weronika, jak domyśliła się Elma. Miała rację, ponieważ
tornado, przyuważywszy przyjaciółkę, natychmiast się do niej dosiadło, nie
zawracając sobie głowy zamawianiem kawy.
–
Najmocniej przepraszam za spóźnienie, tramwaj przyjechał później niż widniało
to w rozkładzie – wytłumaczyła się dziewczyna, ściągając mokrą kurtkę.
–
Nie ma sprawy. Przy tej pogodzie pewnie wszystkie teraz jeżdżą inaczej... –
Uśmiechnęła się, upijając łyczek kawy. Gorąca. Skrzywiła się odruchowo, kiedy
napój przeszedł przez gardło. Przynajmniej ręce mogła ogrzać.
– Chyba
masz rację. Ja zamówię herbatę. Ostatnio wypiłam dwie kawy za jednym razem i
przyrzekłam sobie, że nie wypiję jej więcej przez najbliższy miesiąc. – Elma
nie mogła się nie roześmiać w odpowiedzi, szybko jednak spoważniała.
– Wer,
pomożesz mi? – spytała, przygryzając wargę. – Sama chyba sobie z tym wszystkim
nie poradzę... Już nie wiem, co mam robić.
–
Pewnie, że pomogę. W końcu po to tu jestem, prawda? – Weronika zamówiła herbatę
i zwróciła poważne spojrzenie zielonych oczu na Elmę. Mówiła szczerze, to się
czuło. Naprawdę chciała jej pomóc.
– Ile
wiesz o moich relacjach z Sebastianem?
– Noooo...
Z tego, co pamiętam, jesteście ze sobą od maaaaaaaja? Chyba od maja. Albo od
czerwca? Nie pamiętam, zresztą nieważne. Wiem, że poznaliście się w szkole, na
lekcjach hiszpańskiego i że się dość dobrze dogadywaliście. Relacjonowałaś mi
co ciekawsze zdarzenia, więc mam wyobrażenie tego, co wyczynialiście. Mniej
więcej. – Ciepły uśmiech rozjaśnił twarz Weroniki, gdy mówiła.
–
Rozumiem – stwierdziła zamyślona Elma. – Wiele rzeczy wydaje mi się dziwnych, a
niektóre elementy tej układanki mają pojedyncze osoby, których jak na razie nie
chcę o to pytać. Na przykład... to. – Wyciągnęła z kieszeni spodni komórkę,
znalazła feralnego smsa i pokazała Weronice. – Znalazłam tę wiadomość dzisiaj,
przy okazji przeglądania telefonu. Przywołał wspomnienie... jednak nie do końca
rozumiem, o co chodzi. Było bardzo zagmatwane, jedynie urywki. Dużo osób się
przewijało, zupełnie jak na jakimś filmie akcji.
– Sebastian
jest w szpitalu – przeczytała na głos Weronika. – Dawid Swarowski.
–
Nie wyglądasz na zdziwioną... – zauważyła.
–
Bo też i nie jestem. To prawda, Sebastian wylądował w szpitalu, referowałaś mi
to dosyć długo i dosyć zdesperowana.
–
Co się stało?
– Chyba
się przetrenował czy coś w tym stylu. Odwodnił się... Nie wiem, mniejsza o to. Spanikowana
pojechałaś na oddział, jak tylko dostałaś tego smsa. Wróciłaś w o wiele lepszym
nastroju. Byłaś wręcz w siódmym niebie. Chyba od tamtej pory właśnie jesteście
razem.
–
Byliśmy – poprawiła machinalnie.
–
To już nie jesteście? – Ta wiadomość naprawdę zaskoczyła Weronikę. – Co się
stało?
–
Sama chciałabym wiedzieć...
–
Więc tego też nie pamiętasz?
–
Nie.
–
Hmm... To mówisz, że to wspomnienie ze szpitalem się odblokowało?
–
Ano.
–
Co pamiętasz?
Pamiętała... szpital. Znajdowała się w środku, w tym samym budynku, w którym tyle razy przebywała podczas praktyk. Znała tu wszystkich i wszyscy znali ją. Nie bronili jej dostępu do Sebastiana, wręcz przeciwnie, z ochotą wskazali pokój, w którym leżał. Spanikowana biegła przez lśniące bielą korytarze, wypełniona najczarniejszymi myślami. Nie widziała wiele przez zasłonę łez; o mały włos uniknęła zderzenia z postawnym lekarzem z oddziału położniczego.
– Uważaj trochę! – krzyknął za nią oburzony, ale się nie zatrzymała, by wyszeptać nieśmiałe „Przepraszam”. Musiała jak najszybciej dotrzeć do celu. Serce waliło jak oszalałe, dostała kolki. Niezbyt ją to jednak obeszło, przycisnęła jedynie rękę do boku. Nie zwolniła. Sebastian! Błagam…
Niech nic mu się nie stanie… Niech nic mu się nie stanie…
Nie pukając, wpadła do sali oznaczonej numerem czterysta jedenastym i
stanęła jak wryta w miejscu, ocierając łzy. W pomieszczeniu znajdowała się
chyba cała rodzina jej chłopaka, okupująca stojące przy ścianach krzesła. Ci,
dla których nie starczyło miejsca, po prostu stali przy łóżku, rozmawiając
cicho. Wejście kolejnej osoby przeszło niezauważone.
Elma spojrzała na łóżko. Sebastian z uśmiechem opierał się o poduszki,
rozmawiając z lekarzem, którym okazał się doktor Swarowski. Wyglądał trochę
blado; z jego ręki wystawał przewód od kroplówki, ale poza tym chyba nic mu nie
było. Żył.
Rozpłakała się ponownie – tym razem z ulgi, że nic mu nie jest.
Okręciła się na pięcie i już miała wybiec z pomieszczenia, kiedy usłyszała
skierowane do siebie pytanie, zadane zresztą wesołym tonem:
– A ty dokąd?
Odwróciła się, dziękując Bogu, że nie potrafi się rumienić. Jednak nawet
to nie ochroniło jej przed uczuciem ciepłoty na policzkach. Wszyscy na nią
patrzyli zaskoczeni. No może tylko Dawid Swarowski nie wykazał żadnych oznak szoku,
musiał się spodziewać, że tutaj przyjdzie.
– Ja... Wpadłam tylko na chwilę i właściwie... to ja... już wychodzę –
zaczęła się plątać, nieprzyzwyczajona do skupiania na sobie uwagi tylu osób. –
Tak, lepiej pójdę. Do widzenia... – Cofnęła się bliżej drzwi. Czuła, jak bardzo
płoną jej policzki.
– Stój. – Głos Sebastiana zatrzymał ją w pół kroku. Nie odważyła się
jednak unieść głowy, unikając spojrzenia na niego. – Zostań.
– To raczej my pójdziemy, już jest późno, a ja do pracy jutro idę. – Niewysoka,
lecz energiczna szatynka podniosła się z krzesła, chwytając wypchaną, niebieską
torebkę ozdobioną wielgachnym, skórzanym kwiatem. Zapewne była matką
poszkodowanego. – Wychodzimy, moi drodzy!
Pozostała część rodziny bez szemrania opuściła pomieszczenie, poklepując
Elmę po plecach i posyłając jej ciepłe uśmiechy.
– Jutro po ciebie przyjdziemy, Seba! – Dwudziestoletni może mężczyzna pomachał
do brata i wyszedł jako ostatni z licznej familii, nie czekając nawet na
odpowiedź.
– Zostawiam cię pod dobrą opieką. – Doktor Swarowski również się
szeroko uśmiechał, zakładając na szyję stetoskop. – Idę, pacjenci czekają. Powodzenia,
droga młodzieży. – Kilka sekund później i on zniknął, zaś Elma i Sebastian
zostali sami.
Spojrzała na niego niepewnie, nie wiedząc, co ma zrobić, w końcu jednak
postanowiła się odezwać.
– Co ty sobie w ogóle zrobiłeś, geniuszu?
– Nic, czym trzeba by było się przejmować. Po prostu się przetrenowałem
na karate... Nic wielkiego.
– Ile razy ci mówiłam, żebyś nie chodził na treningi dzień w dzień?! –
Usiadła na krześle tuż obok łóżka, zakładając ręce na piersi.
– O, z pewnością wiele razy – przyznał z uśmiechem. – But who
cares...
– Na przykład ja?
– Za bardzo się tym wszystkim przejmujesz. Przecież nic mi nie jest. Żyję i mam się dobrze.
– I tak o mało przez ciebie zawału nie dostałam – mruknęła.
– Przyznaj się, zależy ci? – Poprawił poduszkę i usiadł wygodniej, spoglądając na siedzącą obok dziewczynę.
– To nie jest kwestia tego, czy mi zależy – odparła, spuszczając głowę.
– A czego w takim razie?
Nie znalazła na to odpowiedzi, która nie byłaby kłamstwem.
– Sama widzisz – stwierdził pogodnie. – Po prostu nie chcesz się do tego przyznać, bo to pociągnie za sobą znaczne konsekwencje, prawda?
– Na przykład jakie? – Tym razem jednak musiała na niego spojrzeć. Miał tak samo intensywnie niebieskie oczy jak ona sama. Nieźle się dobrali.
– Na przykład – udał, że się zastanawia – takie.
Pochylił się do przodu, nie zważając na kabel kroplówki, i pocałował zaskoczoną Elmę. Ta, nie wahając się długo, objęła go za szyję, czując ciepły dotyk jego ust na swoich wargach. Sebastian musiał podpierać się tuż na krawędzi i uważać, żeby nie zlecieć prosto na nią. Ona sama nawet nie wiedziała kiedy przeciągnął ją na łóżko i mocno przytulił.
– Czyli oficjalnie jesteśmy parą? – spytała cicho.
– Oczywiście – odparł, śmiejąc się.
– O – stwierdziła zaskoczona Weronika. Tylko tyle była w stanie powiedzieć po wysłuchaniu skróconej wersji opowieści Elmy. – Czyli teraz wiesz, jak to się stało, że ostatecznie staliście się parą.
– Owszem – przyznała, pocierając palcami skroń. – Jednak dałabym królestwo za wiedzę, dlaczego się rozstaliśmy i dlaczego go nienawidzę. Przecież... obiektywnie patrząc, nie mam rozsądnego powodu, żeby go aż TAK nie lubić. Nikt jednak nie jest mi w stanie powiedzieć, co się stało...
– A smsy? Nic w nich nie ma?
– Ostatnie wiadomości od niego, które mam na telefonie, zawierają prośbę, żebym do niego oddzwoniła, żebym w końcu odebrała telefon. To było na dzień przed wypadkiem. Obawiam się, że tylko on jest w stanie mi cokolwiek powiedzieć... Chyba że zdążyłam się podzielić z tobą...?
– Nie. – Zdecydowanie pokręciła głową. – Inaczej bym chyba nie była zaskoczona na wieść, że zerwaliście?
– Masz rację. Kurczę, sama nie wiem, co zrobić! Będę musiała z nim pogadać. Jeszcze nie wiem, kiedy. Kiedyś. W dalekiej przyszłości!
– Nie możesz od tego uciekać, wiesz o tym, prawda? I tak prędzej czy później będziesz musiała to zrobić, a bez brakującego kawałka nie ułożysz całych puzzli.
– No wiem. – Wzięła głęboki wdech. – Nurtuje mnie jeszcze jedna sprawa.
– No?
– Wiesz może, kim jest Irmina?
Jejku, wreszcie się ogarnęłam i piszę komentarz, ale też nadal nie wiem, co mam napisać.
OdpowiedzUsuńW zasadzie akcja w szpitalu całkiem nie rozbawiła, wpada Elma do sali, bo leży tak Sebastian, a tutaj zonk, bo siedzi u niego rodzina xD Ja bym się chyba spaliła ze wstydu. A później ją pocałował, to było takie urocze. Kurcze, mnie zawsze rozczulają takie sceny, więc kupiłaś mnie tym rozdziałem.
I też jestem ciekawa, dlaczego przestało im się układać, co się takiego stało, że nie są razem. W ogóle chciałam zauważyć, że wolę takiego Sebastiana, który jest w jej wspomnieniach i takiego, którego spotkała w szkole, niż tego, który odwiedził ją w szpitalu zaraz po wypadku ;)
Pozdrawiam!
Postaram się, żeby takich scen było więcej - nie za dużo, oczywiście, ale raz na jakiś czas trochę cukru i rzygania tęczą nie zaszkodzi :D
UsuńBo Sebastian z pierwszych rozdziałów dziwnie mi wyszedł - trochę za wrednie XD Ale na serio będzie fajniejszy ^^
Jej, ja na miejscu Elmy to też bym spłonęła piwonią, gdybym szła kogoś odwiedzić, wpadłabym do sali jak nienormalna, a tu siedzi rodzina. W ogóle to aż się uśmiechnęłam, gdy Sebastian ją pocałował. To było takie słodkie! :)
OdpowiedzUsuńOgólnie powiem tak: strasznie mi się podobało! Piszesz tak lekko, że każdy rozdział czyta się z prawdziwą przyjemnością. Wszystko kreujesz bardzo ciekawie, jest ciąg przyczynowo-skutkowy... Jej. Jak dla mnie to każdy rozdział jest lepszy od poprzedniego. Ale każdy rozdział jest wyjątkowy i ciekawy. :))
Pozdrawiam.
[upadli-aniolowie]
Miało być słodkie, więc cieszę się, że faktycznie tak wypadło! ^__^
UsuńDziękuję serdecznie. :3
No proszę, zmotywowałam do napisania tego rozdziału, a nawet o tym nie wiedziałam. :) Cóż, ma się to coś, że się motywuje, nawet o tym nie wiedząc hehe. :) Tak czy siak, cieszę się, że lubisz ten rozdział, oznacza to, że być może będziesz go miło kojarzyła ze mną. :) Ale jedna taka drobnostka w tym ogłoszeniu na górze: Pati, a nie Patti. :) Dziękuję, już przechodzę do konkretów. :)
OdpowiedzUsuńFajnie, fajnie, nie ma co narzekać. :) Spodziewałam się gorszego zachowania Weri i byłam do niej z góry wrogo nastawiona. Tymczasem bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Dziewuszka zachowuje się normalnie, nie papla o niczym, grzeczna nawet jest i sympatyczna... No, no, no, a to zmienia postać rzeczy. :) W takim wypadku wybaczę jej nawet akcję z tym kotem w poprzednim rozdziale. :)
Ciekawiej się zrobiło, niestety nie wyjaśniło się to, co najważniejsze, mianowicie sprawa z Sebastianem. Strasznie mnie to nurtuje, wczułam się i sama bym chciała już wiedzieć, co było powodem ich rozstania. To musi być jakaś grubsza afera, tak sądzę. Pozostaje mi tylko czekać na następny rozdział. :) Ogólnie miło i przyjemnie, dziewczyny sobie pogadały, Elmie się przypomniał moment ze szpitala... Mam nadzieję, że wkrótce wyjaśni się więcej. Czekam na następny! :)
Życzę dużo weny oraz szybkiego opublikowania dwunastki, pozdrawiam cieplutko! :)
Poprawiłam już, przepraszam najmocniej. ^_^
UsuńWercia jest przecież urocza! Nie ma co narzekać, rly xD Akcja z kotem była celowa, więc nie wiń jej, tylko mnie :3
Wyjaśni się... kiedyś. Za długie kiedyś, bo to taka wisienka na torcie, mwah.
Dziękuję bardzo, zaczęłam ją pisać, zobaczymy, kiedy skończę!
Szczerze powiedziawszy, to rozdział przeczytałam wieki temu, ale jakoś nie chciało mi się nic komentować ;D
OdpowiedzUsuńAch, Weronika jest walnięta ;p ;3
I chyba za to ją kocham XD
Trochę, odrobinkę się już wyjaśniło ;). Ta cała akcja w szpitalu... Hah, prawie padłam ;D. Ja bym chyba zapadła się pod ziemię na miejscu Elmy ;33
Nie żeby coś, ale ja kibicuję Sebastianowi, a nie Patrykowi ;)
Życzę weny i chęci do pisania.
Elif
Haha, znam to, znam to bardzo dobrze! :3
UsuńCzy ja wiem, czy walnięta? :D Bardziej Marysia, tak sądzę :3
Nooooooooooo, ja też!
Hah, dobrze wiedzieć ^_^ Zakończenia nawet ja sama nie znam, jeszcze nie wiem, z którym ona będzie w końcu, zobaczymy, jak się akcja rozwinie ^-^
Dzięki wielkie, chęci są, Wen też, ale z czasem już gorzej...