niedziela, 22 września 2013

12. Szkolne roztargnienie

Chwyciła leżącą na stoliku szczotkę i z pasją zaczęła rozczesywać splątane kosmyki. Czuła pod palcami wilgoć – dopiero co wróciła do domu i nie zdążyła jeszcze wysuszyć włosów. Na dworze lało jak z cebra, a ona zapomniała zabrać ze sobą parasola lub choćby kurtki przeciwdeszczowej. Całe szczęście, że nie miała długiej drogi z przystanku do domu, inaczej by się prędko rozpłynęła. 
Zapatrzyła się w wiszące nad umywalką lustro, na swoje blade odbicie. Wyglądała, jakby od wieków nie spała, a noce spędzała na płakaniu w poduszkę. Nie, żeby to była prawda. Przesypiała równo dziesięć godzin, wstawała o siódmej, w sam raz, by nie spóźnić się na lekcje. Choć w jej oczach malowało się zmęczenie, wcale tego nie odczuwała – pomijając bolące nogi. W weekend porządnie odpocznie i się wyśpi za wszystkie czasy.
Zamyślona czesała włosy, wspominając niedawną rozmowę z Weroniką. Poszło znacznie lepiej, niż się początkowo spodziewała. Nie wyjaśniło się co prawda zbyt wiele kwestii, ale jednak dziewczyna dodała jej otuchy i pomogła poukładać wszystko, czego dotychczas się dowiedziała.



– Wiesz może, kim jest Irmina?
– Irmina? – powtórzyła zaskoczona Weronika. – To nie była czasem siostra twojej matki?
– Tyle wiem. Właściwie to... podsłuchałam rozmowę mojego taty z ciotką Izabelą. Gadali o mnie, więc musiałam, po prostu musiałam się zatrzymać i usłyszeć... W każdym razie wiem, że matka miała dwójkę rodzeństwa: brata, który zginął w wypadku, w tym samym, w którym ja straciłam pamięć, i siostrę, Irminę. Wiem też, że obwinia mnie o śmierć wuja... Najbardziej mnie jednak zastanawia, kim jest ta cała Irmina. Przeglądałam nawet albumy rodzinne, nigdzie nie ma ani jednego jej zdjęcia. Matka i wuj są, Irminy nie ma. – Nerwowo zmięła w dłoni serwetkę. Nie wiedzieć czemu, zaczynała się znowu denerwować.
– Spokojnie. – Weronika uśmiechnęła się ciepło, chwytając dłoń przyjaciółki. – Elma, na twoim miejscu ja bym przede wszystkim pogadała z rodzicami. Jak nie z mamą, to z tatą.
– Ja nie mam mamy – szepnęła, pochylając głowę do przodu i wpatrując się z niezachwianą pewnością siebie w siedzącą naprzeciwko dziewczynę. – Mam matkę. 
Po tych słowach zapadła niezręczna cisza, zdająca się krępować Weronikę. 
– Przepraszam, nie chciałam... – powiedziała wreszcie, kręcąc się niespokojnie.
– Nic się nie stało, naprawdę. Myślę, że masz rację, powinnam porozmawiać z tatą o tym wszystkim, może mi wyjaśni, co tu się w ogóle wyrabia. Po prostu mam dosyć tych wszystkich tajemnic, tego, że nie pamiętam niczego i nikogo. Nie mam pojęcia, komu w ogóle ufać - wybuchnęła nagle Elma. – Wiem, że to nie twoja wina, ale kurczę, mam serdecznie dosyć wszystkiego...
– Nie dziwię się.
– Miałaś rację, muszę pogadać z tatą...
– A Klaudia?
– Jaka znowu Klaudia?
– No... twoja siostra? Może ona ci pomoże?


Oprzytomniała nagle, słysząc pukanie do drzwi łazienki. Niechętnie się odwróciła, stając przodem do wejścia, przygotowana na krzyki matki. Minął dopiero tydzień od powrotu ze szpitala, lecz już po tym czasie wiedziała, czego się spodziewać po swojej rodzicielce. Nie musiała się specjalnie wysilać, żeby przewidzieć jej zachowania, dlatego też spędzała sporo czasu poza domem. Jak miała wybierać między wiecznymi wrzaskami a ciszą i spokojem szpitala, bez wahania decydowała się na to drugie. Nawet uczyć się wolała w szpitalu. W końcu jeżeli po każdorazowym wypadzie do miasta, jak na przykład w przypadku spotkania z Weroniką, jest się wyzywanym od stu diabłów, a nawet gorzej... 
– Elma, jesteś tam? – Zamiast spodziewanych krzyków usłyszała spokojny i ciepły głos ojca, co napełniło ją niewymowną ulgą. 
– Tak, jestem, już otwieram! – Przekręciła klucz w zamku i otworzyła drzwi, uśmiechając się szeroko. Nadal trzymała w lewej ręce szczotkę do włosów, której nie zdążyła odłożyć na szafkę. – Już wychodzę. 
– Chciałem ci coś powiedzieć, zanim zapomnę... – Mężczyzna przejechał dłonią po jasnych włosach, jeszcze bardziej je targając. – Nie będzie mnie dzisiaj na noc, bo mam nocny dyżur. Za chwilę wychodzę... Ale to nie to, co chciałem... Co dzisiaj jest? Czwartek? 
– Tak, czwartek, dwudziesty czwarty października.
– To w takim razie jutro przyjeżdża Klaudia. Ma wolne na studiach i pewnie zostanie aż do Zaduszek. Mówię, bo dobrze by było, żebyś jutro koło osiemnastej nigdzie się nie szwendała, tylko na nią poczekała, bo nie zabrała ze sobą kluczy od domu. Mnie nie będzie, mamy też nie, a ciotka Izabela wróciła dzisiaj do Katowic... 
– Trafiły na dworzec? W sensie ciotka i Natalka?
– Tak, odwiozłem je. Więc będziesz jutro?
– Tak, raczej tak. Zresztą chyba za bardzo nie mam wyjścia...
– Wiem, że jutro piątek, skarbie, ale ten jeden raz musisz przecierpieć. Wypożycz sobie jakiś film z wypożyczalni albo poszukaj czegoś w szufladach, zaproś Marysię albo Sebastiana...
– Nie wspominaj mi o nim, błaaaaaaaagam – mruknęła, opierając się o ścianę na korytarzu obok łazienki. 
– Czemuż to? Pokłóciliście się? – Dostrzegła w oczach ojca znajomy błysk rozbawienia.
– Nie śmiej się ze mnie! Skomplikowana historia.
– Wcale się nie śmieję, nie no, skądże? Jakżebym śmiał!
– Ta gra słowna była zamierzona? 
– Oczywiście, że tak – roześmiał się. – Chciałbym, żebyś wiedziała, że w razie czego możesz się zawsze do mnie zwrócić, zawsze cię wysłucham. I obiecuję, że w żadnym razie nie wyśmieję.
– Dziękuję – powiedziała po prostu. Wiedziała, że stojący obok mężczyzna nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ile te słowa dla niej znaczyły. Myśl, że nie jest sama, że ktoś z rodziny ją bezwarunkowo akceptuje, dodawała otuchy i powodowała, że w okolicach serca rozlewało się ciepło.
– Nie ma za co. – Zerknął szybko na zegarek wiszący na ręce. – Jest po siódmej, będę się zbierał. Muszę zdążyć na dyżur. Pa, kochanie. – Cmoknął szybko córkę w czoło i wszedł do przedsionka, gdzie wisiała jego kurtka, posyłając jeszcze dziewczynie pokrzepiający uśmiech.

Piątkowe lekcje jeszcze chyba nigdy się tak bardzo nie dłużyły. Nawet zazwyczaj interesująca chemia nudziła, o biologii już nie wspominając. Elma nie miała pojęcia, o czym mówiła nauczycielka; podczas tych sześciu godzin spędzonych w szkole jedynie mechanicznie przewracała kartki podręcznika i od niechcenia szkicowała kwiatki na zeszytowych marginesach. Tak naprawdę myślami była daleko, daleko stad.
Na planie lekcyjnym klasy drugiej D jako ostatni przedmiot w piątek figurował język obcy nowożytny, czyli w przypadku Elmy hiszpański. Uczniowie jej szkoły mogli wybrać przy składaniu papierów do liceum spośród trzech: francuski, niemiecki albo hiszpański, zaś ona zdecydowała się właśnie na ten ostatni. Chyba wtedy jeszcze nie żałowała swojego wyboru, ale teraz już tak. Dlaczego? Chyba nietrudno się domyślić. Jakoś nie miała zbytniej ochoty na przebywanie w towarzystwie Sebastiana. Po prostu wolała uniknąć niezręcznych pytań, wolała jak najdłużej uciekać przed koniecznością porozmawiania z nim, chociaż tak na dobra sprawę paliła ją ciekawość. Strach, nienawiść i ciekawość to bardzo niebezpieczna mieszanka, dlatego ona wolała jeszcze nie stawiać czoła swojemu byłemu chłopakowi. Nie miała pojęcia, co z tej rozmowy wyniknie.
Przywitała się z nauczycielką czekającą w klasie wesołym „hola” i usiadła w ławce, wyciągając podręczniki. Zasłoniła się szybko książką, udając, ze się pilnie uczy. W zasadzie naprawdę powinna powtórzyć słówka (ostatnio została zapowiedziana kartkówka), ale nie miała na to nawet siły.
Chwilę później na ławce tuż koło Elmy wylądował przetarty, szary plecak, zaś zaraz po tym usłyszała również wesoły głos należący do jego właściciela.
– Umiesz cokolwiek? 
– Hmm? – Uniosła głowę, z lekka nieprzytomna. Miała nieodpartą chęć położenia się na ławce i przespania lekcji.
– Pytałem, czy cokolwiek umiesz. – Napotkała wzrok ciemnych, niebieskich oczu, w których czaiły się iskierki rozbawienia. Już sam ten widok wywołał u niej sensacje w żołądku.
– A jak myślisz? – wymamrotała, kładąc głowę na blacie i przykrywając ją książką, byle tylko uciec przed natarczywym spojrzeniem Sebastiana.
– Na pewno jesteś lepiej przygotowana niż ja – roześmiał się. – Nawet jeżeli twierdzisz, że nic nie umiesz, to i tak dostaniesz kolejną piątkę. Zawsze tak jest.
– Nie przesadzajmy... Mówisz tak, jakbym nigdy w życiu nie złapała żadnej pały, bo nie byłam przygotowana do lekcji. – Odłożyła książkę, lecz nie spojrzała na niego, zamiast tego obracając w palcach niebieski długopis, wyjęty z piórnika. – Chociaż w sumie nie mam całkowitej pewności, wszakże tego w ogóle nie pamiętam. Musiałabym sprawdzić.
Zadzwonił szkolny dzwonek, zagłuszając słowa Sebastiana. Nie miał szansy ich powtórzyć, ponieważ nauczycielka kazała wyjąć kartki i się rozsiąść, zarządzając dziesięciominutową kartkówkę.
Elmie widocznie dzisiaj dopisywało szczęście, ponieważ natrafiła akurat na te słówka, które pamiętała z zeszłego roku. Wszystkie najgorsze dostała druga grupa, dzięki czemu ona mogła spokojnie wszystko napisać. 
Dzięki nauczycielce lekcja hiszpańskiego minęła szybko i przyjemnie. Zanim się obejrzeli, rozległ się dzwonek obwieszczający koniec zajęć i weekend. Uczniowie zgarniali książki do plecaków i wychodzili w małych grupkach. Elma opuściła salę jako jedna z pierwszych, spiesząc się do domu. Miała być w domu o szóstej, a jeszcze po drodze musiała ugotować obiad i posprzątać w pokoju. Dużo roboty, jak zwykle zresztą. Miała równo dwie godziny na uwinięcie się z tym wszystkim, bo wszakże najpierw musiała dotrzeć do mieszkania, co oznaczało pół godziny w plecy.

Kończyła sprzątanie pokoju, kiedy rozległ się melodyjny dźwięk dzwonka. Wyłączyła odkurzacz i zbiegła na dół, by otworzyć drzwi. 
– O, Elma! Cześć!
Na progu stała dziarska kobieta w wieku mniej więcej lat dwudziestu, wyraźnie trzęsąca się z zimna w dżinsowej kurteczce. Miała długie włosy koloru blond, skręcające się w loki i opadające na ramiona, częściowo zresztą skryte pod czerwoną czapką z daszkiem. Na jej twarzy gościł wesoły uśmiech, zaś piegi na nosie dodawały dziewczynie jeszcze większego uroku. Krótko mówiąc – wyglądała zupełnie inaczej niż Elma. Na pierwszy rzut oka nie dawało się dostrzec między nimi podobieństwa, dopiero po dłuższych oględzinach zauważało się podobne rysy twarzy i kolor oczu. Klaudia przestępowała z nogi na nogę, podtrzymując dłonią całkiem pokaźnych rozmiarów walizkę.
– Cześć – odparła nastolatka dopiero po dłuższej chwili. – Właź. 
Odsunęła się, żeby przepuścić siostrę, i zamknęła za nią drzwi.
– Jak dobrze wrócić do domu! Zawsze uważałam, że wszędzie dobrze, ale tutaj jednak najlepiej. Kraków nie zastąpi mi poznańskiego mieszkanka i waszej obecności. Stęskniłam się! – Klaudia powiesiła kurtkę na wieszaku i ruszyła do kuchni, zostawiając na korytarzu walizkę. – Jest coś do jedzenia? Umieram z głodu.
– Jest. Gołąbki. Chcesz?
– Pewnie! Sama robiłaś? – Zajrzała z wyraźną ciekawością do garnków.
– Tak, dzisiaj po szkole. Są ciepłe, wyjmij talerz i sobie nałóż. Chcesz herbaty? – Onieśmielenie spowodowane widokiem siostry znikło. W końcu widziała ją pierwszy raz po wypadku, ale jednak czuła się w jej towarzystwie swojsko. Jednak w zasadzie aż taka obca jej nie była, ponieważ mgliście ją sobie przypominała, widocznie wspomnienia z nią związane zaczynały wracać. 
– Pewnie. 
– Earl Grey?
– A nie ma pomarańczowej?
– Z goździkami?
– Dawaj. 
– Musisz poczekać, woda się najpierw zagotuje... 
– Spokojnie, poczekam. Najpierw zresztą zjem, póki ciepłe. – Nałożyła sobie gołąbki na talerz i usiadła przy kuchennym stole, z wyraźną przyjemnością zabierając się za konsumowanie posiłku. – Nie jadłam niczego od rana – wyjaśniła. – Tylko bułka z masłem... Dlatego umieram!
– Nie dziwię się, wcale a wcale. Jak jeszcze będziesz głodna, dołóż sobie. Tata nie będzie jadł, bo ma dyżur w szpitalu, a matka... nie mam pojęcia. – Wzruszyła ramionami. – W każdym razie starczy spokojnie.
– A ty?
– Jadłam już, zaraz po powrocie ze szkoły. – Uśmiechnęła się lekko, przysiadając się do siostry. – Cieszę się, że przyjechałaś – wyznała. – Już się trochę pogubiłam. 
– Po to tu jestem. – Twarz Klaudii rozświetlił ciepły uśmiech. – Wiem, że wcale nie masz teraz lekko, dlatego postaram się ci pomóc i wszystko ogarnąć, dobrze? 
– Pewnie.

11 komentarzy:

  1. Jestem, jestem i żyję haha (jeszcze).

    Na początek chciałbym Ci przypomnieć motyw, kiedy wypomniałaś mi (kilkukrotnie) rzecz związaną z ułożeniem barw, czy coś... Dlaczego (w takim wypadku) ja muszę ci wskazywać paluchem, ohydnie oczojebną białą czcionkę na czarnym tle.
    Ironia losu (grozi swoim smukłym, kobiecym paluszkiem...).

    Oczywiście nie będę przepraszać za nieobecność i nie czytanie, nie komentowanie itd. bo też nikomu nic winien nie jestem :P
    Niemniej, warto się w pewnym stopniu usprawiedliwić, co do opinii - nie przeczytałem wszystkich rozdziałów, a wybiórczo, by rozeznać się w sytuacji, kiedyś przyjdzie pora na nadrabianie zaległości. aktualnie pochłania mnie wymyślony w głowie ff, który zaraz trafi w kawałkach do worda - wszystko przez te sezony "Niani"...
    Meritum - nie znam całej historii perfekt.

    I tu właśnie pojawia się pierwsza rzecz. Nie wiem czemu, ale od prologu przez pierwsze rozdziały, miałem wrażenie, że bohaterowie będą nieco starsi (mimo wszystko). Jakoś lepiej się czyta o osobach mających za sobą kawałek historii (albo to ja się starzeję). Nie żeby to była jakaś przeciwność, ale przyznaję, że ciągnie mnie raczej do romansów osób nieco przed trzydziestką i dalej - jeśli już mówić o romansach. W innym wypadku byłoby - "powiedział gość, od wampirów i anglojęzycznych ff o wampirach...". Tak, niezwykle dojrzałe :D

    A jeśli chodzi o rozdział. Taki "życiowy" był i... och... Mam ochotę na gołąbki :P
    Wyczuwam lżejsze chwile po przyjeździe Klaudii i Elmie będzie znacznie raźniej w jej towarzystwie, tym bardziej, ze relacje z matką są jak na ostrzu noża.

    Co to za imię, Elma... Jak Nazwa margaryny... mówiłem o tym już? Delma-Elma...

    Relacja z Sebastianem, niby "skomplikowane", ale jednak kolana z waty się pojawiły na widok intensywnych tęczówek...
    BTW - Ojciec "nie śmiałby się śmiać" kolejna gra słów, czy tylko zbieg okoliczności? :d

    Tak w ogóle to Seba był w tej grupie drugiej? Więc przewidział, że Elmie pójdzie znacznie lepiej haha.

    w sumie to było troszkę taki "filer", bez urazy. Lubię słodkie filery, nawet jak są bardziej życiowe niż słodkie...


    Do następnego. Kiedyś nadrobię zaległości :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ja jestem autorką szablonu, więc w tym przypadku nie ja dobierałam kolory :P Zresztą tutaj jest czytelnie, a u Ciebie nie było ;q Zresztą szablon tymczasowy, będzie nowy za niedługo.

      "Niania"? O matko. xD Ja mam w głowie same anime, żadnych seriali... Heh.

      Przecież już w pierwszym rozdziale było chyba nawet, że mają po siedemnaście lat :P Wątpię, żeby udało mi się to przeciągnąć AŻ o tyle lat, bo też i nie planuję zbyt długiej fabuły. Może jakieś miniaturki, nie wiem. O czasach szkolnych pisze mi się bez wątpienia najlepiej, bo też i sama jestem (jeszcze) licealistką.

      Wiedziałam, że komuś narobię ochoty. XD Sama sobie też narobiłam, ale ja przynajmniej dostałam je od mamy i skonsumowałam dzisiaj na obiad :P

      Tak, mówiłeś już xD

      O to chodzi, że relacje są skomplikowane, ale jej ciało reaguje jakby mimowolnie! Psychika jest pogięta, ciało nie, bo ciało działa instynktownie i, nie oszukujmy się, reaguje na takie rzeczy...

      Zamierzona, przecież Elma pyta o to ojca XD

      Nie napisałam tego nigdzie, ale w sumie chyba tak, chyba był xD

      No bo to był filer... Czasami muszą być takie rozdziały XD

      Pozdro!

      Usuń
    2. Chodziło mi o to trzecie zdanie - kiedy ojciec mówi, że "nigdy by się z niej nie śmiał" :P Dla mnie też zabrzmiało dwuznacznie haha

      Usuń
  2. Komentarz przeklejony od Pati-Ann:

    Było genialnie! Po pierwsze, bardzo świetny pomysł z siostrą! Klaudia wydała się bardzo miłą i sympatyczną osóbką. Gdy tylko weszła do domu, od razu zrobiło się tak swojsko i ciepło. Na pewno będzie to postać bardzo przeze mnie lubiana. I widać, że siostry są zżyte ze sobą i miały bardzo dobre relacje przed wypadkiem Elmy. Więc coraz lepiej się powodzi naszej bruneteczce, ma już Klaudię, Weri i dobrego ojca, nie ma co narzekać, z taką wspierającą ekipą szybko powinna wrócić jej pamięć. Mam nadzieję, że o Klaudii będzie sporo w przyszłości, fajna dziewczyna jest.
    Po drugie, Elma już w końcu powinna pogadać i to na poważnie z Sebastianem. Najwyższy czas. Zaczyna zachowywać się jak małe dziecko, a jest już prawie dorosła. Te jej zachowanie na lekcjach hiszpańskiego było karygodne. Jakieś warczenie, mina obrażonej księżniczki i oczy wbite w długopis, a nie w niego. No lipa normalna. Mam nadzieję, że w końcu zbierze się na odwagę by pogadać z facetem w cztery oczy.
    Ogólnie wszystko dobrze, tylko za krótko, następny rozdział proszę o dłuższy jeśli łaska. I czekamy na szablon, ten zastępczy ujdzie w tłoku, ale szału nie ma, a powinien być czadowy bo opowiadanie jest tego warte. Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, też lubię Klaudię, cieszę się, że wynika to z opowiadania! Myślałam, że nie do końca da się to wyczuć, ale jednak :D
      Noooo, pogada, pogada, zobaczymy, jak szybko uda mi się do tego spotkania doprowadzić. W każdym razie - będzie się działo w następnym rozdziale!
      Będzie dłuższy, mogę ci to obiecać :D Szablon nowy też się pojawi, za niedługo, mam nadzieję ;)

      Usuń
  3. Przeczytałam ten rozdział szybko, nie powiem. Długością nie zwalił na kolana, ale sama wiem, przez co przechodzisz, bo sama cierpiałam ostatnio na brak weny. Musisz się rozkręcić.

    Strasznie szybko narzuciłaś nam postać Klaudii. W ogóle nie pamiętam, by ktoś wspominał o tej postaci w poprzednich rozdziałach. Być może to moje roztargnienie, a jak tak, to przepraszam.

    No nic, do rzeczy.

    O Klaudii ja wcześniej nic nie słyszałam. Postać pojawiła się nagle i bez przygotowania. Trochę dziwne wydaje mi się to, że dziewczyna nie przyjechała do Poznania, gdy dowiedziała się, że jej młodsza siostra miała wypadek. Naprawdę, to dosyć dziwne, bo przecież mogła przyjechać chociażby na tydzień.
    Chyba że za tym kryje się coś więcej, to ja nic nie mówię >.<.

    No i dziwi mnie fakt, że Elma po tak poważnym wypadku praktycznie normalnie funkcjonuje. Pomijając to, że straciła pamięć, to nic więcej się jej nie stało. Nie ma problemów z głową, nic jej nie boli. Ani razu nie zauważyłam wzmianki, że brała jakieś lekarstwa. A dieta? Chyba powinna mieć jakąś narzuconą, prawda? Moja koleżanka miała operację jakiś rok temu i do dzisiaj nie może jeść wielu rzeczy, a o alkoholu nie wspomnę. Chyba że, jak powyżej, zostało to wymienione, ale moja tępa głowa tego nie zauważyła...
    No nic, jak się mylę, to możesz mnie ugryźć. Wyjątkowo pozwalam.

    Lubię motylki w brzuchu ;). Naprawdę. I miękkie kolanka też są w porządku, tylko że ja przy nich śmiesznie chodzę. A Elma powinna jeszcze spłonąć rumieńcem ;D. To dziwne, że najpierw miała obawy, nie przepadała za Sebastianem, a tu bęc! - i już ma miękkie kolana. Ale chyba mu nie ufa tak jak wcześniej, chociaż ja się jej wcale nie dziwię. Nikogo sobie biedna nie może przypomnieć, próbuje odkryć, co się działo wcześniej...

    Zastanawiam się jeszcze, jak wielka jest tamta rodzina. Klaudia, jakaś nowa ciotka Elmy... Hm, robi się coraz bardziej interesująco ;).

    A, i Elma wydaje się być straaaasznie poważna i spokojna. Taka dojrzała, normalnie ;).

    Kończę już swój wywód. Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny ;)
    Elif

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już pędzę się tłumaczyć :D

      Następny rozdział będzie dłuższy, obiecuję. Wiem, że ten jest króciutki, ale chciałam już Wam coś wrzucić, bo i tak się sporo naczekaliście ;)

      O Klaudii coś było, ale nie z imienia... Zaraz na początku, po obudzeniu się, Elma pyta Swarowskiego, czy ma jakieś rodzeństwo - ten jej odpowiada, że tak - siostrę.
      Haha, ta kwestia się wyjaśni już w następnym rozdziale. Zresztą zwróć uwagę, że nie minęło AŻ tak mega dużo czasu od wypadku. Przyznaję, mam problem z chronologią w tym opowiadaniu i być może ją trochę zmienię, żeby było logiczniej, ale w chwili obecnej to jest tak: 17 października Elma budzi się ze śpiączki, potem wraca do domu (choć wydaje mi się, że powinna być dłużej w szpitalu, dlatego pewnie później znowu namieszam i zmienię te daty), 21 idzie do szkoły, a w piątek 27 przyjeżdża Klaudia.

      Nie ma problemów? Raz na korytarzu niemalże nie straciła przytomności, i to tylko dlatego, że Sebastian ją złapał w porę. Jeśli chodzi o inne skutki wypadku - to też w następnym rozdziale. Leki jakieś bierze, ale faktycznie, nie napisałam o tym. Dieta... myślę, że specjalnie jakiejś rygorystycznej nie ma. Wypadek to jednak nie to samo, co operacja, inaczej się też objawiają jego skutki i inaczej się leczy.

      Ja też lubię, ale jak mi miękną kolana, wolę raczej siedzieć, bo kiedyś mnie trafiło w połowie szkolnych schodów i ledwo dałam radę z nich zejść, nogi jak z waty xD Może spłonąć, czemu nie :> Chociaż nie jestem pewna, czy gdzieś nie napisałam, że nie potrafi się rumienić, sprawdzę!

      Wielka... no może i jest wielka, ale raczej na tym koniec z członkami rodziny ;)

      W kolejnym rozdziale pokaże się bardziej od tej drugiej strony, mam nadzieję :D

      Dzięki, wena jest akurat! :3

      Usuń
  4. Piszę Ci chociaż krótki komentarz, bo później to już w ogóle nie będę wiedziała, co napisać ;) Po pierwsze, w ogóle zapomniałam, że Elma ma jakieś rodzeństwo, w tym przypadku siostrę, gdzieś mi to umknęło. W zasadzie jej siostra może jej naprawdę wiele wyjaśnić i może też dowiemy się, dlaczego Elma ma takie trudne kontakty z matką.
    Poza tym - Sebastian. Co jak co, ale wydaje mi się, że Elma niepotrzebnie go odtrąca, powinna postawić na szczerość, szczególnie że przecież Sebastian doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że ona nic nie pamięta. No i już wcześniej zauważył, że reaguje na niego co najmniej alergicznie, a mimo to wyciąga do niej rękę. Także Elmo, nie wiem, na co czekasz? ;>
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, też tak często mam :D Krótki komentarz lepszy niż żaden, co nie?
      Ja też zdążyłam zapomnieć, przypomniałam sobie w Barcelonie, gdy czytałam Makowe Pole ponownie - parę ciekawych rzeczy wyłapałam, między innymi informację właśnie o siostrze ^^ Powiem tak: następny rozdział będzie dość przełomowy, o, nic więcej nie powiem!
      Elma się po prostu boi :D Chociaż w sumie nie tylko... ale w końcu musi się zdecydować.
      Pozdrawiam również :*

      Usuń
  5. Dobra. Czas rozpocząć komentowanie. Powiadasz, że dzisiaj prawdopodobnie dodasz rozdział, no ale cóż, co sądzę o tym blogu napiszę pod tą notką w obawie, że zaraz zasnę i nie dotrwam dzisiaj do dodanie nowego rozdziału xd
    A więc ...( nie zaczyna się zdania od "a więc", kurde! ) ogólnie mówiąc blog mi się spodobał. Powiem szczerze, że przez pierwsze rozdziały trudno było mi przebrnąć, ale tak jest chyba z każdym opowiadaniem. Potem, gdy się wkręciłam, czytałam to opowiadanie niemalże bez przerwy, aż tu bum! Skończyły się rozdziały :( Cenię Cię za oryginalność, bo nie spotkałam się jeszcze z takim opowiadaniem. Trochę ich się naczytałam, nie powiem xD Większość blogów, jakie czytam i miłuję są to blogi potterowskie, więc wyobraź sobie, jak ten blog musiał mi się spodobał że go obserwuje i czytam ... xD
    Nigdy Ci o tym nie mówiłam, bo jakoś nie było okazji, ale trafnie dobrałam imię do głównej bohaterki. Elma - piękne imię! :)
    Zastanawiam się, co się działo między nią i Sebastianem - jakaś kłótnia, sprzeczka? Chyba nie tylko, to chodzi o coś więcej, Trzymasz nas w tej niepewności, no! :D
    Przyznam się, że też umknął mi fragment, gdzie było napisane o siostrze Elmy. Ale często umykają mi takie szczegóły :/
    Powiem szczerze : podoba mi się to opowiadanie. Jest tak luźno i fajnie napisane i coraz bardziej mnie to wkręca.
    Także... czekam na nową notkę :( i przepraszam za ten krótki komentarz, miał być dłuższy, ale muszę zejść z komputera,cholera jasna.
    buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń