– Tak. – Wzięła głęboki wdech, odkładając pamiętnik na łóżko i przeczesując dłonią włosy. Czuła się wyraźnie skrępowana, ponieważ przeczuwała, że odpowiedź na jeszcze niezadane pytanie będzie dosyć... dziwna i skomplikowana. Jednak ciekawość zżerała ją od środka, przecież od długiego już czasu usiłowała znaleźć odpowiedź na to pytanie.
– Hej, nie denerwuj się, dobrze? Nie masz czym. – Miękki głos Sebastiana przywrócił ją do rzeczywistości. Spojrzała na niego, prosto w niebieskie oczy, pełne spokoju, ciepła i zrozumienia. To dało jej odwagę do zadania nurtującego ją pytania.
– Postaram się. – Skinęła głową. – Sebastian?
– Tak?
– Możesz mi powiedzieć, co się stało przed wypadkiem? Dlaczego w ogóle ciebie nienawidzę... nienawidziłam? Dlaczego w szpitalu byłeś inny niż teraz jesteś? Dlaczego w ogóle to się stało?
– Spokojnie, nie wszystkie pytania na raz! – Uniósł ręce, próbując ją powstrzymać przed zalaniem potokiem słów. – Po kolei, dobrze? Pogubimy się zaraz – zamyślił się. – Najbardziej chyba chcesz się dowiedzieć, co stało się przed wypadkiem, prawda?
– Tak...
– Najpierw jednak musisz mi coś obiecać. – On też był zakłopotany w równym stopniu co ona, ale skoro już ten temat zaczęli, należało go skończyć i wyjaśnić sobie wszystko.
– Co?
– Że nie wściekniesz się na mnie, nie uciekniesz z krzykiem i pozwolisz mi wszystko wytłumaczyć. Nie chciałbym powtórki z rozrywki, nie chciałbym, żeby tamta sytuacja się powtórzyła... – poprosił cicho, obracając krzesło i siadając na nim po turecku. – Tamten jeden raz mi wystarczy, naprawdę, przechodzenie przez to było piekłem, dla ciebie też. Więc proszę, nie wściekaj się ani nic...
– Ale o co chodzi? – Poruszyła się niespokojnie. – Wytłumacz mi w końcu!
– Najpierw obiecaj.
– Dobrze. Obiecuję. Mów.
– No cóż, historia jest trochę pogięta, ale faktycznie lepiej wyjaśnić wszystko od początku do końca, żeby nie było niedomówień.
– Daj spokój, nie musisz od razu używać takiego oficjalnego tonu. – Wywróciła oczami, podciągając nogi na kanapę. – Nie jesteśmy na królewskiej audiencji, więc po prostu mów, co się stało.
– Powiedziałem ci, z jakiego powodu dałem ci kosza?
– Tak. Chodziło o tę dziewczynę, nie? Zakochałeś się w niej i ona sama dała ci kosza?
– Taaaaaa – mruknął. – Miała na imię Julianna. Poznałem ją w naszej szkole, pierwszego września. Była moją dobrą znajomą, dobrze się dogadywaliśmy... No i w czerwcu dała mi kosza, bo miała już chłopaka. Tylko że potem...
– Co potem?
– Nie przerywaj, okej? Będzie mi ciężko skończyć, już i tak nie mogę zebrać myśli – westchnął, czując, że znowu robi mu się gorąco, choć siedział w koszulce z krótkim rękawem.
– Przepraszam. Kontynuuj.
– Po prostu wpakowałem się w wielgachne bagno. – Wziął głęboki wdech. – Przechodziłem któregoś dnia korytarzem i ją spotkałem. Wyjątkowo była sama, jej chłopak chyba gdzieś wtedy poszedł, nie pamiętam dokładnie. Nawet nie mam pewności, jak to się stało, ale chyba to ona najpierw pocałowała mnie – zastanowił się. – Nie przemyślała tego, jak opowiadała potem, po prostu zadziałała impulsywnie i tak wyszło... Na całe nieszczęście akurat przechodziłaś...
– Niezłe ziółko z tej Julianny. – Elma uniosła brwi.
– Przyznaję, chyba w tym czasie jeszcze nie do końca się wyleczyłem z tego chorego zauroczenia Julianną i chyba gdzieś resztki tego uczucia się we mnie zachowały... – Słyszała w jego głosie wstyd i skrępowanie, lecz nie przerywała. Musiał to z siebie wyrzucić. – I trochę mi odbiła szajba. Nie mogliśmy się od siebie oderwać, zrobiliśmy to dopiero wtedy, gdy rozległ się wrzask na cały korytarz...
– Nie mów, że to ja tak krzyczałam? – Gdyby tylko mogła, zapadłaby się pod ziemię ze wstydu.
– Tak, to byłaś ty. I miałaś całkowite prawo... – stwierdził ze smutnym uśmiechem. – Po wszystkim zwiałaś. Nie można było się do ciebie w żaden sposób dokopać. Nie odbierałaś telefonów, nie odpisywałaś... Nijak nie mogłem się z tobą porozumieć. Z perspektywy czasu może wydaje się to śmieszne, ale wtedy, niestety, takie nie było. – Przeczesał dłonią włosy, zerkając na nią, pochyloną lekko do przodu, czujną i uważnie słuchającą. – No i potem się dowiedziałem, że miałaś wypadek. Myślałem, że oszaleję, naprawdę! Nie miałem najmniejszej szansy ci wszystkiego wytłumaczyć, wyjaśnić... Byłem na siebie wściekły. Uciekałaś wtedy tak, że się aż kurzyło... I zgubiłaś coś po drodze.
Wstał z krzesła i podszedł do biurka, by chwilę pogmerać w szufladzie między wszystkimi rozrzuconymi w niej drobiazgami. Szybko znalazł to, czego szukał, i odwrócił się do zaciekawionej Elmy, która stanęła za jego plecami.
– Co to?
Wyciągnął przedmiot w jej kierunku.
– Musiałaś o coś niechcący zahaczyć i spadło.
W złączonych dłoniach Sebastiana leżała srebrna bransoletka z przyczepioną do niej zieloną koniczynką. Elma zrobiła krok do przodu, wpatrując się w nią jak urzeczona, przez chwilę wydawało się, że wpadła w trans. Niewyraźne wspomnienie zaczęło majaczyć gdzieś na krańcu świadomości, zaczęło się dobijać do drzwi umysłu.
– Mogę? – spytała cicho, unosząc głowę, by napotkać spojrzenie chłopaka. Stali bardzo blisko siebie, oboje pochylali głowy, niemalże stykając się czołami.
– Przecież jest twoja, nie musisz mnie pytać o zgodę. – Uniósł brwi, uśmiechając się leciutko. Zachowanie dziewczyny jak zwykle go rozbrajało. Urocza.
Skinęła tylko głową, przejmując bransoletkę i przesuwając między palcami cieniutkie, srebrne ogniwa.
Znajoma koniczynka.
Znajomy chłód metalu.
Zadrżała.
Wspomnienia powracały falą,
zalewając gwałtownie jej umysł. Szybko jednak na wierzch wypłynęło jedno
szczególne wspomnienie, związane bezpośrednio z samą bransoletką.
Siedemnasty czerwca
zawsze był dla niej datą szczególną, choć nie zawsze udawało jej się to
należycie uczcić. Nie zawsze mogła liczyć na tort i rodzinne odśpiewanie sto
lat, ale przynajmniej jej przyjaciele zawsze pamiętali.
A akurat w tym roku dzień
ten stał się jeszcze szczególniejszy niż zwykle, ponieważ grono najbardziej
oddanych znajomych zorganizowało przyjęcie-niespodziankę. Marysia wyciągnęła ją
na zakupy i przetrzymała w centrum handlowym tak długo, dopóki nie dostała smsa
zwrotnego od ekipy buszującej po domu Elmy i urządzającej przyjęcie –
oczywiście za zgodą Aleksandra Dachowskiego.
W ogóle się tego nie
spodziewała. Jak to mówią: nie chciała przyjść do imprezy, więc impreza
przyszła do niej. Chyba jeszcze nigdy nie była taka szczęśliwa.
– Możemy pogadać? – Zobaczyła
przed sobą uśmiechniętego tajemniczo Sebastiana. Wyjątkowo nie rozpuścił
włosów, lecz w zamian za to związał je w kucyka tuż nad karkiem. Fryzura pasowała
do skórzanej kurtki, którą założył zamiast zwyczajowej bluzy.
– Możemy. Co ci się stało, że
masz kitkę? – roześmiała się, dając się wyprowadzić na dwór. Był ciepły, letni
wieczór. Wiał wiatr, to zapamiętała wyraźnie, bo szarpał białą sukienką,
unosząc ją do góry.
– Wyjątkowa okazja. A co, nie
podoba ci się? – Uniósł brew, chwytając jednocześnie Elmę za ramiona i
przyciągając do siebie.
– Podoba się. Nawet bardzo. Mógłbyś
się tak częściej ubierać.
– Dla ciebie wszystko. – Dla
tego uśmiechu mogłaby się nawet zabić. – Nie o tym jednak chciałem z tobą
pogadać.
– Domyślam się.
– Nie jestem najlepszy w
składaniu życzeń – posłał jej przepraszający uśmiech – ale nie na co dzień
kończy się siedemnaście lat, a to data wyjątkowa. Jeszcze tylko rok dzieli cię
od osiemnastki.
Roześmiała się ponownie.
– Rok to bardzo długo.
– Szybko zleci. W każdym razie z
tej okazji chciałbym ci życzyć spełnienia marzeń. Żebyś ze mną wytrzymywała i
znosiła wszelkie moje nie zawsze mądre pomysły. Żeby hiszpański nadal ci sprawiał
taką satysfakcję, jak dotychczas. Żebyś się jeszcze więcej uśmiechała i
tryskała dobrym humorem. Żeby wszystko się poukładało. Żebyś była szczęśliwa.
– Już jestem. – Objęła go mocno
za szyję, nawet nie wycierając spływających po policzkach łez. – Dziękuję...
– Kocham cię – wyszeptał jej do
ucha.
– Ja ciebie też.
– Dlaczego mam wrażenie, że
znajdujemy się właśnie w jakimś tandetnym romansie? – zaśmiał się, głaszcząc
dziewczynę po plecach. – Poziom słodkości gwałtownie wzrósł.
– Przeszkadza ci to? –
Uśmiechnęła się, choć nie mógł tego widzieć.
– Nie, skądże. W ogóle to mam
coś dla ciebie.
Poczuła, że się rumieni.
– Nie musiałeś...
– Musiałem. – Wyplątał się z jej
objęć, by sięgnąć do kieszeni kurtki i wyciągnąć z niej
płaskie, zielone pudełeczko
owinięte złotą wstążką. – Proszę. To dla ciebie.
– Sebastian... – Przyjęła
prezent, patrząc mu błagalnie w oczy. – Naprawdę nie trzeba było...
– Nie gadaj, tylko otwieraj –
zarządził. – Mam nadzieję, że ci się spodoba.
W środku, na szmaragdowej poduszeczce,
leżała srebrna bransoletka z zawieszką w kształcie koniczynki. Elma wpatrzyła
się w nią jak urzeczona.
– Jest przepiękna!
– Możesz potem do niej
przyczepić jeszcze inne zawieszki, jeśli będziesz chciała. Założyć ci? –
spytał, widząc, że dziewczyna wyciąga łańcuszek z pudełka i mocuje się z jego
zapięciem.
– Jeśli możesz. – Podała mu
rękę, by dokończył dzieła. – Dziękuję. Naprawdę dziękuję. Chyba już nigdy jej
nie zdejmę. Kocham cię...
Wspięła się na palce, by go
pocałować. Wciąż była za niska.
Potem przyszło jeszcze inne
wspomnienie, powtarzające się zresztą po wielokroć w różnych wariacjach.
Ilekroć czuła się smutna i nie chciała z
nikim rozmawiać, kładła się na łóżku i bawiła bransoletką, przesuwając w
palcach jej srebrne ogniwa. W pewien sposób dawało to uczucie bezpieczeństwa.
Prawie jakby sam Sebastian był blisko niej i ją przytulał. Tęskniła za nim,
chciała go zobaczyć, ale wiedziała, że nie może do niego lecieć za każdym
razem, kiedy tylko zapragnie. Nie była egoistką, on pewnie też chciał czasem
odpocząć.
Zamykała oczy, przyciskając
mocno do piersi bransoletkę. I zasypiała, nie słysząc już natarczywego dzwonka
komórki.
I kolejne.
Szła zamyślona
szkolnym korytarzem, bawiąc się wiszącą na nadgarstku bransoletką. Niemalże
intuicyjnie wymijała stojących przy ścianach uczniów, nie patrząc zbytnio,
dokąd idzie. Ocknęła się dopiero wtedy, gdy mignęła jej w tłumie
charakterystyczna blond grzywa. Uśmiechnęła się, wiedząc już, do kogo ona
należy. Nawet dobrze się złożyło, bo chciała z Sebastianem pogadać, lecz nie
miała wcześniej okazji tego zrobić.
Gdy
jednak przeszła jeszcze kilka kroków, stanęła w miejscu jak wmurowana, widząc scenę
malującą się tuż przed nią. Jej chłopak całował się na środku korytarza z zupełnie
obcą dziewczyną! Znaczy, może nie tak zupełnie obcą, bo znała ją z widzenia. Chyba
miała na imię Julianna czy jakoś tak.
W
jednej chwili poczuła, jak jej się grunt wali pod nogami. Zamroczyła ją
wściekłość. Wściekłość i rozczarowanie. Ktoś krzyknął. Dopiero po chwili zdała
sobie sprawę, że to był jej głos. Jakim cudem w ogóle cokolwiek przeszło przez
zaschnięte gardło? Zasłona łez sprawiła, że przestała cokolwiek widzieć, ludzie
dokoła rozmazali się w jedną wielką plamę. Zadygotała. Wydawało jej się, że
trwało to wieczność, podczas gdy tak naprawdę minęło ledwo kilka sekund.
Okręciła
się na pięcie i pobiegła przed siebie, cudem tylko unikając zderzenia z innymi
licealistami i bolesnego upadku ze schodów.
–
Elma! Poczekaj!
Nie
zatrzymywała się, lecz wciąż biegła, byle jak najdalej od Sebastiana i tej jego
Julianny.
Nie
zastanawiając się długo nad tym, co robi, odpięła zawieszkę bransoletki i
upuściła ją na ziemię. Łańcuszek z brzękiem spadł, znikając pod nogami
przechodzących.
I jeszcze jedno. Ostatnie.
Szła powoli
ulicą, wbijając wzrok w zakurzony asfalt. Brązowe kosmyki wpadały jej do oczu, ale
się tym nie przejmowała. Łzy ciekły wąską strużką po twarzy. Nie wycierała ich.
Nie obchodziło jej to zbytnio, nie wtedy, gdy cały świat walił się jej na
głowę. Wybiegła ze szkoły tak jak stała, nie przejmując się tym, że zostawiła
pod drzwiami klasy plecak, czy tym bardziej faktem, że już dawno rozpoczęła się
kolejna lekcja. Wiedziała, że nie wytrzymałaby do końca dnia. Nie chciała
słuchać tłumaczeń, nie chciała znać wymówek. Wiedziała, że niewiele brakowało,
by po prostu zamordowała Juliannę gołymi rękami.
Wściekłość
powoli opadała, pozostawiając jedynie smutek i zmęczenie. Była rozczarowana,
rozczarowana samą sobą i decyzjami, które podjęła i które ją do tego stanu
doprowadziły. Nienawidziła siebie. Julianna była ładniejsza, mądrzejsza... Jaką
naiwną idiotką mogłaby być, żeby myśleć, że pozostanie z nią wiecznie i się nie
znudzi?! Teraz miała za swoje, za swoją nierozwagę, naiwność.
Upadła
na kolana, płacząc i wiedząc, że nienawiść powróci ze zdwojoną mocą.
Potem wszystko się rozmazało. Rzeczywistość w końcu wezwała.
– Kurczę, przepraszam – wydukała, zdając sobie sprawę
z tego, że leży na Sebastianie. Momentalnie poczuła, że temperatura jej
policzków zmienia się na wyższą. – Już wstaję... Przepraszam, nie panuję nad
tym!
– Nic się nie stało, naprawdę – zapewnił ją z
uśmiechem. – To naturalne, jak wracają wspomnienia.
– Ale nie wtedy, gdy zdarza się to już po raz drugi
tego samego dnia – mruknęła zażenowana, opierając się na rękach tuż koło głowy
chłopaka. Jej brązowe włosy opadały, prawie dotykając twarzy Sebastiana.
– Nie przejmuj się.
Chciała wstać, lecz złapał ją za nadgarstek,
osadzając w miejscu. Spojrzała na niego pytająco, gdy odgarnął za ucho część
jej włosów i przyciągnął do siebie, obejmując ją za szyję. Nie odpowiedział,
lecz po prostu ją pocałował.
– To mówisz, że nienawidziłam cię dlatego, że nie
ogarniałam, co się stało, a uczucie nienawiści utrwaliło się mocniej niż się
tego spodziewałam? – spytała takim tonem, jakby co najmniej odkryła Amerykę.
– Tak podejrzewam – przyznał. – Nie zapamiętałaś, co
się stało, zapamiętałaś jedynie emocje... I one się wyryły ci w pamięci, choć
nie wiedziałaś, co do tego doprowadziło.
– Rozumiem – stwierdziła zamyślona, obracając w
palcach kosmyk włosów. – Powiedz mi jeszcze jedno... Dlaczego w szpitalu
zachowywałeś się inaczej niż teraz?
– Dystansowałem się – przyznał. – Widziałem, jak na
mnie patrzysz, jak się boisz, jak jesteś zła. Wiedziałem, że straciłaś pamięć i
nie za bardzo wiedziałem, jak się zachować, więc kryłem się za ironią i
sarkazmem. I chyba była to zła decyzja...
– Teraz to i tak już musztarda po obiedzie, nie
cofniesz czasu i nie zmienisz tego. Zresztą ważne, że teraz już to naprawiłeś,
prawda?
Skinął powoli głową.
– Tylko co teraz z nami?
– W jakim sensie? – spytała, marszcząc brwi.
– W każdym. Z nami, z naszym związkiem... Co chcesz
zrobić w związku z odzyskanymi kolejnymi wspomnieniami, bo rozumiem, że wróciły
wszystkie związane z bransoletką? – Spojrzał znacząco na trzymany przez Elmę na
kolanach łańcuszek.
– Nie wiem – wyznała. – Muszę to wszystko
przemyśleć... Na razie zostawmy jak jest, okej? W zawieszeniu... Potrzebuję
czasu.
– Nie ma sprawy, rozumiem.
– Już siódma? O kurczę... Będę lecieć, nie
wiedziałam, że się zrobiło tak późno! – Zerwała się z miejsca. – A jutro na
ósmą... Nie zrobiłam żadnych lekcji, niech to szlag. – Rozejrzała się w
poszukiwaniu swoich rzeczy.
Sebastian również wstał z krzesła i podniósł z
podłogi zeszyt oraz zapomnianą torbę.
– Twój pamiętnik. I torba.
– Dzięki – wymruczała, ruszając do drzwi. –
Przepraszam, że się tak zasiedziałam, naprawdę. Nie chciałam sprawiać ci
kłopotu.
– Nic się nie stało, naprawdę. Ile razy jeszcze będę
musiał dzisiaj to powtórzyć? – zażartował, patrząc, jak zakłada buty i kurtkę.
– Prawdopodobnie zero, bo już wychodzę. – Uśmiechnęła
się. – Więc... do zobaczenia w szkole. Dzięki za wszystko.
– Nie ma sprawy. W razie czego zawsze możesz dzwonić,
przecież masz mój numer.
– Wiem. Dzięki. Do jutra!
I już jej nie było.
Kolejne dni płynęły błyskawicznie. Nie wiadomo kiedy
nastał koniec listopada, zwiastując nadejście świąt, a Elma nadal nie znalazła
czasu, by spokojnie porozmawiać z doktorem Swarowskim o Alicji. Wciąż
odwiedzała szpital, lecz ciągle albo zapominała, albo musiała gnać komuś pomóc.
W dodatku zaczął się bardzo intensywny okres sprawdzianowy. Siedziała do późna
nad książkami, trując się hektolitrami kawy i ucząc się anatomii ślimaków. Miała
już serdecznie dosyć i żyła tylko myślą, że już niedługo nadejdą upragnione dwa
tygodnie wolnego. Trzeba wytrzymać, zostały raptem trzy tygodnie. Malutko.
Od momentu, w którym opuściła mieszkanie Sebastiana i
Patryka, nie wydarzyło się praktycznie nic ciekawego poza paroma incydentami. Starała
się unikać obu, nie będąc gotową na kolejną konfrontację. Musiała wszystko
przemyśleć, i to w świętym spokoju, ponieważ w gorączce nauki nie była w stanie
normalnie funkcjonować. Jedyną porą, w której nie myślała o ocenach, była noc,
ale wtedy już mogła tylko śnić.
Pewnego dnia w szkole udało jej się też na krótką
chwilę wylądować na Makowym Polu. Stało się to podczas zajęć z relaksacji na
wychowaniu fizycznym. Zamiast skupić się na tym, co mówiła prowadząca lekcję
psycholożka (a gadała o punkcie przesuwającym się wzdłuż ciała i roznoszącym
ciepło), pozwoliła swoim myślom odpłynąć, a te zaprowadziły ją prosto na
ukochane Pole.
Jak zawsze nie odczuwała na Makowym zimna.
Temperatura tutaj się chyba nigdy nie zmieniała, podobnie jak pora dnia.
Wieczne ciepło, wieczny zachód słońca, wieczne lato. Pasowało jej to. Pasowało
jej też to, że Makowe Pole nie miało praktycznie końca. Ciągnęło się aż po
horyzont, stwarzając złudne wrażenie, że maki dotykają tarczy słońca. Zupełnie
jakby słońce płakało krwawymi łzami.
Nie mogła się oprzeć niebiańskiej ciszy, kojącej
zmysły i tak uspokajającej po całym zgiełku dnia. Nie miała już siły na
przechadzkę, więc po prostu się położyła wśród kołysanych wiatrem czerwonych główek
i zamknęła oczy.
Jak dobrze było czuć pod plecami ciepłą glebę! Jak
dobrze było móc wyciągnąć swobodnie nogi i w końcu się odprężyć! Zaśmiała się
głęboko, upojona szczęściem. Dobrze byłoby pozostać już tak na zawsze. Miała
nadzieję, że machina czasu się w końcu zatrzyma i pozwoli jej na celebrowanie
tej chwili i oddychanie czystym powietrzem.
Jednak już wkrótce przekonała się, że i to życzenie
nie może zostać spełnione, gdy ktoś zaczął potrząsać jej ziemskim ciałem.
– Pobudka, śpiąca królewno!
Wracała właśnie ze szpitala, kiedy zaczął padać
śnieg. Wiatru nie było praktycznie w ogóle, więc białe płatki wirowały, by
spokojnie pokryć wszystko miękką warstwą. Odruchowo zerknęła na zegarek;
dopiero osiemnasta, a już panowały ciemności. Nawet lubiła taką scenerię, choć
zwykle trzęsła się nawet pod grubą zimową kurtką. Gdy padał śnieg, wszystko
stawało się jeszcze piękniejsze.
No i niechybnie oznaczało to, że nadchodzą święta i
że są bliżej, niż jej się dotychczas wydawało – w końcu Wigilia już jutro. Nie
odczuła jakoś tego wcześniej, w domu się zwykle specjalnie nie przygotowywano
do świątecznego czasu. Przygotowywali zwykle jakieś drobiazgi, jedli razem
kolację i na tym się kończyło. W tym roku zamierzała jednak po prostu odwiedzić
babcię i chociaż raz nie zatruwać sobie całego tygodnia.
Tkwiąca w kieszeni komórka zapikała, więc szybko ją wyciągnęła,
przytupując niecierpliwie. Stała na przystanku, czekając na spóźniający się
autobus. Polska komunikacja w tych warunkach zawodziła jeszcze bardziej niż
zwykle.
Chcesz wpaść do
mnie na Święta? :>
Spędzić święta u Sebastiana? Wciąż nie wiedziała, jak
się odnieść do relacji z nim, jednak świetnie zdawała sobie sprawę z tego, że
albo podejmie decyzję teraz, albo będzie trwać w stanie zawieszenia do końca
świata.
Spróbuje. Da mu szansę.
A mogę? :D
Odpowiedź nadeszła chwilę później, akurat w chwili,
gdy dostrzegła nadjeżdżający autobus. Przeczytała więc wiadomość dopiero po
wygodnym usadowieniu się na wolnym miejscu.
Jeszcze się
pytasz?
Nooooo bo jeśli
mogę, to wpadam. :3
Waiting.
Stała na wycieraczce, już z klatki schodowej słysząc
dobiegające z mieszkania wybuchy śmiechu i gwar rozmów. Poprawiła zsuwający się
pasek granatowej torby, w której niosła swoje rzeczy oraz prezenty, i nieśmiało
zadzwoniła do drzwi.
– O, Elma, witamy serdecznie! – Otworzyła niewysoka
blondynka o bardzo sympatycznym wyrazie twarzy. Już z miejsca dziewczyna mogła
dostrzec podobieństwo Sebastiana do matki – bo to musiała być ona. W takim
razie Patryk pewnie z wyglądu bardziej przypominał ojca.
– Dzień dobry – przywitała się grzecznie. – Mam
nadzieję, że nie przeszkadzam...
– Nie, skądże, wchodź, śmiało! – zachęciła ją pani
domu. – Przecież jesteś dla nas praktycznie domownikiem, a nie gościem. Nie krępuj
się.
– Dziękuję.
No no no. widzę, że powoli się rozkręcamy... :3
OdpowiedzUsuńDzisiaj nie będę się rozpisywać, wybacz.
Wygląd bloga jest banalny, ale strasznie mi się podoba. Jest taki prosty i oryginalny, i związany z tematyką tej historii, a nie jest jakimś dennym szablonem niepasującym do bloga. Wielki plus!
Dla mnie to był jeden z lepszych rozdziałów. Cieszę się, że Elmie wraca coraz więcej wspomnień. Zawsze to krok do przodu, prawda? Jestem ciekawa jeszcze, jak to będzie z ich związkiem. Jaką decyzję podejmie Elma? Myslę, że da mu jeszcze jedną szansę. Ale to się jeszcze zobaczy.. :)!
Pozdrawiam!
Powoli się rozkręcamy, to prawda ^^
UsuńTeraz już zmieniłam, żeby nie było. :D
Powiem tylko tyle: będzie ciekawie! Napisałam co prawda dopiero początek 16 rozdziału, ale już mogę powiedzieć, że się będzie działo!
Pozdrawiam serdecznie i życzę wesołych Świąt! :D
Myślałam, że się nie doczekam poznania przyczyny przez którą Elma znienawidziła Sebastiana, ale nareszcie nadeszła ta chwila! :) Przyznam szczerze, że mocniej mną wstrząsnęło w poprzednim rozdziale kiedy się dowiedziałam, że Patryk i Sebastian są rodzeństwem niż teraz, gdzie powodem nienawiści było całowanie się z Julianną. :)
OdpowiedzUsuńLiczyłam na większy szok, bo poprzednim rozdziałem zawyżyłaś sobie poprzeczkę, więc sama sobie jesteś winna hehe. :) Nie wiem na co liczyłam, że Sebastian okaże się płatnym mordercą albo że ma dziecko z inną dziewczyną... hehe nie wiem, tak czy siak ta długo wyczekiwana informacja była na tle innych wydarzeń dosyć słaba, ale widocznie silnie oddziałała na Elmę. :) Szkoda, odrobinkę rozczarowania było, nie powiem, bo 15 rozdziałów na to czekałam i myślałam, że to będzie grubsza afera...
No cóż, na szczęście nadgoniłaś resztą rozdziału, świetne opisy wspomnień, uwielbiam czytać takie coś po prostu. :) I Makowe Pole się pojawiło, też długo wyczekiwane. :) Brakowało mi tej odskoczni od normy właśnie. Więc tutaj wszystko super. :)
Końcówka też tak jakby z lekka na szybko pisana z tą Wigilią... no bo kurde dziewczyna ledwo co się dowiaduje o Juliannie i o problemach z nią związanych, a tutaj już leci na święta do Sebastiana... A co śmieszniejsze, unika Patryka, co jest napisane wyraźnie w tekście, ale tutaj już godzi się spędzić z nimi święta, mimo że będzie go za stołem widziała. I jeszcze ta dobroduszna mamuśka i tekst powitalny: "Przecież jesteś dla nas praktycznie domownikiem, a nie gościem. " kurde... już bez jaj. :D Elma straciła pamięć i przez dobrych kilka miesięcy jej nie było w tym domu, a tu takie teksty... Nie, stanowczo mi się końcówka nie podobała, za różowo, za "sweet" i tyle. :)
Jednak reszta fajna, dobrze, że w końcu dodałaś nowy rozdział, czekałam na niego. :) Po takiej długiej przerwie miło się czyta. :) Cieszy mnie wiadomość, że to opo jeszcze się rozkręci, skoro już tak autorka mówi, to chyba trzeba w to wierzyć. :) Pozdrawiam ciepło! :)
No tak wyszło, po prostu tak wyszło! Ale sama przyznasz, profesja płatnego zabójcy do Sebastiana nie pasuje, podobnie jak posiadanie nieślubnego dziecka xD
UsuńMea culpa, masz rację, końcówka była pisana strasznie na szybko, bo miałam mało czasu, a chciałam w Wigilię już dodać ten rozdział :D I za bardzo chciałam nadgonić atmosferę świąteczną. No ale nic, poprawię się, obiecuję!
Od wypadku minęły raptem dwa miesiące, więc nie przesadzajmy xD Poza tym unikała i Sebastiana, i Patryka (chyba że napisałam coś innego o.O ale miałam obu na myśli w każdym razie) :D Elma się na to zgodziła, bo doszła do wniosku, że prędzej czy później będzie musiała stawić czoła im obu. Sebastian po prostu stracił cierpliwość i chciał w pewien sposób jej pomóc w podjęciu decyzji: albo w tę stronę, albo w tę. Wiedział, że ona sama będzie się jeszcze długo wahać. W sumie chyba za mało to zaznaczyłam, postaram się bardziej opisać sytuację w kolejnym rozdziale. (:
Tak, opowiadanie się rozkręci, bo jeszcze najlepsze przed nami xD
Pozdrawiam również i dziękuję za komentarz! :3
Kocha to poczeka? ;> Najwidoczniej. Chyba Sebastianowi musi bardzo zależeć na Elmie, skoro godzi się na to, aby być w "zawieszeniu". Chociaż później propozycja spędzenia razem Wigilii, chyba się trochę niecierpliwił ;P Jeśli chodzi o reakcje Elmy, to mam wrażenie, że niektórymi rzeczami w ogóle się nie przejęła. Przyszły nowe wspomnienia, była tym trochę zamroczona, ale czy aż tak bardzo? W końcu przypomniała sobie, że z Sebastianem bardzo wiele ją łączyło, wyznawali sobie miłość, a kiedy ją pocałował w "teraźniejszości" to jakby się tym specjalnie nie przejęła. Brakowało mi trochę jej reakcji, bo już później zaproszenie zrobiło na niej większe wrażenie. Może ona ma po prostu stalowe nerwy? ;P
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :)
Tak, dokładnie, kocha, to poczeka. ^^ (BTW. w moim przypadku najlepiej by się sprawdziło "Kto się lubi, ten się czubi", ale to już inna sprawa :D) Dokładnie, masz rację, niecierpliwił się. Chciał ją trochę popchnąć do przodu: wybieraj, dziewczyno, albo idziesz do nas i chcesz z nami rozmawiać, albo odmawiasz i zrywasz kontakt ;p Może trochę zbyt dramatycznie to ujęłam, ale mniej więcej o to chodziło.
UsuńW przypadku emocji Elmy również mam rację. Końcówka była pisana strasznie na szybko w świątecznym zamieszaniu i dlatego jej najwidoczniej za dobrze nie przemyślałam. Przynajmniej wiem już, od czego zacząć nowy rozdział i dzięki, że mi o tym napisałaś :D
Również pozdrawiam! :3
Nie, spoko, akurat niecierpliwość Sebastiana rozumiem, w końcu, jejku, ile można czekać, aż ona się zdecyduje... Szczególnie że się otworzył, a to przecież facet, więc tym bardziej brawa dla niego, że się przed nią otworzył. Moim zdaniem to znak dużego zaufania do Elmy i uczucia też ;)
UsuńA z tym drugim to dobrze, że o tym napisałam, bo rzeczywiście mogłaś nie zauważyć. Ja i tak się cieszę, że dodałaś rozdział, nawet mimo tego, że dotarłam z opóźnieniem ;)
Aha, szablon jest śliczny, bardzo w klimacie :D
No po prostu nie da się długo czekać xD Ja sama pamiętam, jak długo czekałam na odpowiedź przed swoim koszem i jak bardzo się wkurzałam, że, cholera, nie odpisuje :O Więc tym bardziej chłopaka rozumiem.
UsuńNie przeczytałam jeszcze raz tego rozdziału, to wiele wyjaśnia ;_; Ale i tak dziękuję, bo dzięki temu wiem, na co uważać i o czym pisać w 16 :D Taaaaak, ja też się cieszę. Już myślałam, że nie uda mi się nic wyskrobać...
Dziękuję! *-*
A mnie głowi jeszcze jedna sprawa. :D I może wyjdę tu na jakąś zboczoną albo coś w tym stylu, no ale czy ktoś mi może wyjaśnić, dlaczego po przebudzeniu się z wspomnień Elma leżała na Sebastianie? :) Nie to, żebym coś podejrzewała, aczkolwiek ta sprawa mnie nurtuje. Wyraźnie jest napisane, że na nim leżała, jej włosy opadały mu na twarz i inne takie szmery bajery. I ja się pytam Why? :D Bo jeśli ona zasłabła w trakcie tych wspomnień, no to mógł ją podnieść na ręce i położyć na łóżku, próbować ocucać. Jeśli tylko stała i się nie ruszała - to samo albo ewentualnie ją przytulić aby nie upadła. No ale nie widzę powodu dla którego Sebastian sam się położył i jeszcze ją biedulkę nieświadomą niczego wziął na siebie? :) No sory, ale chyba to bezczelne było, normalnie wykorzystał jej słabość bo ona nie była w stanie nic robić. Normalnie mógł ją zgwałcić jak była w takim stanie... Nie kumam tego jego zachowania. :)
OdpowiedzUsuńDziewczę się po prostu wywróciło ;_; XD
UsuńZnowu chyba za mało to zaznaczyłam, ech. Skopałam ten rozdział chyba na wszystkie możliwe sposoby :P Kajam się i obiecuję poprawę!
Tym gorzej, że się wywróciła! :) Gorzej dla Sebastiana. No bo ja tak myślałam właśnie, że ona pewnie straciła przytomność i upadła, no to powinien ją podnieść, na łóżko położyć czy coś... :) Dziwny gościu. :) Ja na miejscu Elmy bym nie była taka szczęśliwa po przebudzeniu leżąc na chłopaku, nie wiadomo co mi robił w trakcie mojej "nieobecności" prędzej bym mu w ryja dała. :D
UsuńPowinien, ale nie zdążył, bo ta utrata przytomności trwała za krótko. Kolejna rzecz, której nie zaznaczyłam, choć powinnam była - mea culpa, kajam się. :<
UsuńNoooooooooooo ja też bym z miejsca przywaliła, nawet bym nie pomyślała specjalnie, co robię ;p
Hehe. Dotarło do mnie, że jestem głupolem. Hmm... Nie zauważyłam 'Czytaj dalej'. Widzisz jaką masz głupiutką nową czytelniczkę? Cóż...
OdpowiedzUsuńWłaśnie przebyłam dłuuugą podróż przez wszystkie rozdziały. I wiesz, co? Podoba mi się :)
Goszczę się tu już + dodaje do Obserwatorów.
Szczęśliwego + wiele Weny!
Każdemu się mogło zdarzyć i to nie powód do tego, by twierdzić, że jest się głupim. ^^
UsuńCieszę się bardzo, że się podoba! Dziękuję za komentarz ;3
Pozdrawiam serdecznie i życzę szampańskiego sylwestra!
Nie wiem, jak zebrać słowa, jak ubrać w nie wszystko to, co siedzi mi w głowie. Przeczytałam całe opowiadanie, począwszy od prologu, kończąc na tym rozdziale. I na razie jedno mi się nasuwa na myśl: WOW. Biedna Elma (przepraszam, ale kojarzy mi się to imię z jakąś bajką xD). Szkoda mi jej, tego, że jej niby-matka tak się na nią denerwuje. Przecież to nie jej wina, że mieli ten wypadek! O ile dobrze kojarzę, to Arek jechał samochodem, więc to chyba... on powinien ponieść odpowiedzialność. Obarczać takim poczuciem winy młodą osobę, która nijak nie mogła zareagować jest chore. Po drugie - Irmina. Toś mnie dopiero zszkowała; nigdy bym się nie spodziewała, że aż tak coś może być na rzeczy! Dziwię się w takim razie, dlaczego jej tata wciąż jest z Małgorzatą, skoro widać że raczej czuł coś do Irminy. Wydaje mi się, że dziewczyny są na tyle dorosłe, że wszystko by zrozumiały. Odnośnie Sebastiana to mam mieszane uczucia, doszukując się drugiego dna, pewnie bez powodu. Mam nadzieję, że nie ma złych intencji wobec Elmy, chociaż to jak zachował się w szpitalu lekko mnie zdenerwowało; wiedząc, że ona i tak tego nie pamięta, mógł jakoś... pomóc jej wracać, a tak dopiero sama musialą się na ten krok odważyć. Z wypiekami na twarzy wyczekuję kolejnego rozdziału - życzę weny! I udanego 2014 roku. Całusy! :*
OdpowiedzUsuńTylko że Arek nie żyje, więc jak ma niby ponieść odpowiedzialność? Wypadek przeżyła jedynie Elma, więc na nią się przeniosły wszystkie negatywne emocje Małgorzaty. Dlaczego Aleksander i Irmina są razem - to też długa historia; swoją drogą dzięki za przypomnienie mi o istnieniu tego wątku, sama już na śmierć zapomniałam. ^^
UsuńSebastian... Haha, drugie dno jest takie, że on istnieje naprawdę... A tak na serio chłopak nie ma złych intencji. ^^ Bo on chciał ją tylko odzyskać. Strata pamięci działała na jego korzyść, bo Elma nie pamiętała, że dał jej kosza, nie miała żadnych bolesnych wspomnień z nim związanych. Na to liczył - i chyba się trochę przeliczył. :D
Dzięki wielkie, również życzę Ci wszystkiego dobrego w nowym roku! :3
Chodziło mi bardziej o to, że jej mama wiedziała, że to nie jej wina, ale chciała (moim zdaniem) wyprzeć winę Arka, którego kochała jak brata, no a Elma, jak się okazuje, nie jest jej dzieckiem, więc też z pewnością ma do niej inne uczucia. Do usług! :D
UsuńTypowo jak facet nie pomyślał, że gdyby sobie to sama przypomniała, w czasie kiedy odbudowaliby te emocje na nowo, to miała by do niego żal, że jej tego nie zdradził. Więc ta pamięć - żartem - wie chyba, kiedy wrócić, żeby nie spowodować większej ilości kłopotów. :D
Nie dziękuję! :D Kurde, zapomniałam wcześniej wspomnieć, że śliczny szablon! Po prostu nie można oderwać oczu od niego ;) W wolnej chwili zapraszam do mnie, zaczynam nowe opowiadanie, może Cię zainteresuje :)
Ona nie myśli racjonalnie, zresztą wiele osób by się tak zachowało w tej sytuacji. Poszukiwanie kozła ofiarnego jest wpisane w naturę ludzką, czy się tego chce, czy nie. ^^
UsuńNo i Elma faktycznie ma do niego żal. Trochę sprawy nie przemyślał, działał impulsywnie... No i wyszło, jak wyszło.
Dziękuję bardzo, cieszę się. ^^ Do Ciebie wpadnę, jak tylko znajdę chwilkę. ;)
Przepraszam za tak późny odzew, na śmierć zapomniałam odpisać -.-
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńJej, wreszcie przeczytałam rozdział ;>
OdpowiedzUsuńMiałam niezłe braki, a to dlatego, że na calutki miesiąc odcięli mnie do internetu, a nadrabianie zaległości na blogach idzie powoli (koniec semestru, więcej chyba nie muszę tłumaczyć -.-).
W każdym razie ten rozdział przeczytałam nadzwyczaj szybko. Nie wiem, czy ktoś Ci to mówił, ale Twój styl staje się coraz lepszy i bardziej dopracowany ;) Naprawdę, jestem zachwycona opisami, które nam zaserwowałaś w tym rozdziale.
No dobra, wywróciłam kilka razy oczami przy scenie Sebastian-Elma. Sama piszę romans i wiem, jak ciężko jest pisać romantyczne sceny bez zbędnego kiczu. Tobie się to udało, gratuluję. Oczywiście, było trochę za słodko, ale romans ma to do siebie, że tak ma być ;D
Za to opis Makowego Pola wprost bajeczny <3. Gdybym ja umiała tworzyć takie opisy, wydałabym książkę, i to dawno. No cóż, dalej jednak muszę pracować nad stylem. Ale odbiegam od tematu.
Sebastian zaprosił Elmę na Wigilię ^^. Romantycznie ;D
Za to sama dziewczyna wydaje mi się taka delikatna, wrażliwa i sentymentalna. To nic złego, wręcz przeciwnie, uwielbiam takie postacie "marzycieli". Między innymi dlatego darzę dziewczynę sympatią.
Ale się rozpisałam -.-
No i nowy szablon. Jest ładny, delikatny, makowy ;) Tylko na mojej przeglądarce dwoi się i troi ;/ Ale dziewczyna ładna, mimo że od tyłu. No i mam na co popatrzeć, bo jest ich aż cztery na jednym szablonie ;D
Pozdrawiam i do następnego
Elif
anielskie-szepty.blogspot.com
No jasne, że się nie musisz tłumaczyć, u mnie jest dokładnie to samo, dlatego też pisanie 16 rozdziału trochę trwa, niestety. :/
UsuńZa słodko? Ale Sebastian ją tylko pocałował, tam nie było niczego specjalnie słodkiego... Zresztą wiele osób mi marudzi, że mam już ponad 70 stron, a to nadal nie przypomina romansidła. ;)
Cóż, makowe pole uwielbiam opisywać, więc cieszę się, że Tobie również się spodobało.
Rozpisywanie się nie jest złe, wręcz przeciwnie! :D
A jaką przeglądarkę masz?
Pozdrawiam serdecznie,
Kat
Mnie chodzi o to, że w romansie są takie sceny, że trzeba wywrócić oczami ^^ No wiesz, słodkie i romantyczne. Ja tam wyczuwam tu romans, zresztą Sebastian z tym wszystkim jest słodki i nawet mu wybaczam, że zdradził Elmę.
UsuńA, i mam Google Chrome ;)