Wbiegła do szkoły spóźniona. Przeklinała teraz swoją własną opieszałość, w wyniku której spóźniła się na tramwaj. W strugach deszczu czekała na kolejny. Choć stanęła pod przystankową wiatą, i tak nie uniknęła zbombardowania przez ulewę.
Miała szczęście, że nauczycielka od chemii nie zdążyła jeszcze sprawdzić obecności i tylko machnęła ręką na jej spóźnienie. Szczęście dopisało chociaż w tym aspekcie. Jeszcze gdyby tak deszcz przestał padać i na przykład zatrzymał Sebastiana. Albo jego tramwaj. Cokolwiek, byle tylko nie musiała stawać z nim twarzą w twarz.
Denerwowała się. Najchętniej by nie przyszła w ogóle do szkoły,
ale jak mus, to mus, Klaudia jej pilnowała. Ona sama to dochodziła do wniosku,
że jednak podjęła słuszną decyzję, bo w końcu kiedyś z nim trzeba pogadać, co
nie?, to stwierdzała, że trzeba było zostać w ciepłym domu z talerzem szarlotki
i kubkiem gorącej czekolady. Ale nie ma tak dobrze. Trzeba się pomęczyć. Wstydziła
się tego, że nie ma na tyle odwagi, żeby zwyczajnie porozmawiać z chłopakiem. Zazwyczaj
nie miała większego problemu, żeby się z którymś przedstawicielem płci
brzydkiej dogadać: poprosić o wytłumaczenie zadania z fizyki, o pożyczenie
podręcznika czy też zwyczajnie porozmawiać. Nic szczególnego, nic trudnego, ale
rozmowa z Sebastianem ją przerastała.
O tak,
była tchórzem, przynajmniej w tym momencie. Najbardziej ją jednak przerażało
to, jak szybko przesuwały się wskazówki zegara wiszącego na ścianie w pracowni
chemicznej. Miała wrażenie, że czas przecieka jej przez palce, coraz bardziej
przybliżając ją do godziny, którą by chciała odwlec. Dokładnie to samo działo
się na przedmiotach następujących po chemii.
Zmuszała
się nawet, żeby słuchać tego, co mówią nauczyciele – jakby to miało wydłużyć
czas pozostały do dzwonka. Parę razy podniosła nawet rękę na historii, co niepomiernie
zdziwiło siedzącą obok Marysię. Dostrzegła ona, że coś się dzieje z jej
przyjaciółką, lecz nie mogła wyciągnąć z niej tego na lekcji, nie narażając się
na zwrócenie uwagi. Zerknęła szybko do planu lekcji, wypisanego na zmiętej
karteczce tkwiącej w piórniku. Następny przedmiot – język. W przypadku Marysi niemiecki,
w przypadku jej sąsiadki hiszpański. Pozostawało zagadanie na przerwie.
A Elma
miała ochotę położyć głowę na podręczniku i zasnąć, nie wybudzając się
najlepiej aż do końca zimy. Była jednak pewna, że nawet wtedy nauczyciele by ją
znaleźli i kazali napisać wszystkie sprawdziany oraz kartkówki. Pal licho
kartkówki! W tej chwili to mało istotne. Najważniejsza sprawa to
wykombinowanie, jak by się wymknąć niespostrzeżenie z hiszpańskiego. Udać nagłą
chorobę? Zemdleć? Wymówić się nagłym wyjściem? Nie, przecież to bez sensu, totalnie
bez sensu, poznają się, zresztą byłby wstyd. Spóźnić się? Jeszcze gorzej!
Świetnie
wiedziała, że przesadza i zaczyna panikować, ale nie mogła nic na to poradzić. Po
prostu musiała przez tę rozmowę przejść, nie widziała innego wyjścia. Modliła
się tylko, żeby poszło sprawnie, szybko, żeby przestała się w końcu denerwować.
Dobra, koniec! Przestań się tak zamartwiać, będzie, co ma być i tyle!
Po raz
kolejny tego dnia zadzwonił dzwonek, obwieszczając długą przerwę. Gdy tylko Marysia
wrzuciła swoje książki do plecaka i gdy tylko Elma uczyniła to samo, chwyciła
ją za rękę i wyciągnęła z klasy. Druga z dziewcząt nie protestowała, lecz dała
się zaprowadzić na parapet.
– Więc
co się dzieje? – zapytała kategorycznie czerwonowłosa, spoglądając bystro na
przyjaciółkę.
– Nie
zaczyna się zdania od więc – poprawiła ją odruchowo. – Nic się nie dzieje.
– Bujać
to my, a nie nas! Przecież widzę. Nie jestem ślepa, wbrew pozorom mam oczy na
swoich miejscach, więc, proszę, wyświadcz mi przysługę i nie wciskaj mi kitu,
ok?
– Co
mam ci powiedzieć? – mruknęła.
– No...
wszystko?
–
Wybacz, ale trochę się spieszę. Muszę pogadać z panią od hiszpana, a teraz jest
długa przerwa... – W niebieskich oczach Elmy zamigotało poczucie winy, gdy
spoglądała na przyjaciółkę. Przecież chciała dobrze, chociaż nie w porę z tym
wyskoczyła. – Porozmawiamy później, dobrze?
–
Dobrze. – Skinęła głową. – Nie myśl, że się wywiniesz! Leć. Tylko nie zapomnij
plecaka!
– Ups!
– Faktycznie, o mały włos by go zostawiła pod ścianą. – Dzięki za
przypomnienie! Na razie!
– Na
razie. – Marysia z uśmiechem spoglądała na zbiegającą po schodach przyjaciółkę.
Domyślała się, po co dziewczyna się tak spieszyła. Wiedziała, że rozmowa z
nauczycielką była tylko pretekstem, ale nie protestowała. Nie dawało jej jednak
spokoju to, że Elma wyglądała podczas lekcji jak jakaś kupka nieszczęścia,
jakby coś ją dręczyło i miało mieć swój punkt kulminacyjny właśnie w czasie
trwania języka hiszpańskiego.
Wzruszyła
ramionami, zeskakując z parapetu. Później dokładnie ją wypyta i się dowie, o co
w ogóle chodzi.
– Już
przestań tak w kółko łazić. – Znajomy, rozbawiony głos sprowadził ją z planety
marzeń prosto na Ziemię. Przystanęła nieprzytomnie, otrząsając się z rozmyślań.
–
Przepraszam, zamyśliłam się trochę.
–
Widać. O czym to tak dumałaś?
Zaskoczona
spojrzała na stojącą przed nią osobę.
Sebastian?
Wyglądał
w sumie tak samo jak zwykle, lecz dopiero teraz mogła mu się uważnie przyjrzeć,
w dodatku z takiego bliska. Po wypadku jakoś nie miała okazji tego zrobić, a
wiedziała, że wcześniej miała szansę widzieć go wiele razy. Wszystko to prowadziło
znowu do pytania: co się stało przed wypadkiem, że go nienawidzi? Właśnie po to
tu przyszła, żeby poznać odpowiedź na to jedno pytanie.
Dobra,
skup się.
– O
niczym takim. Po prostu się zamyśliłam – wyjaśniła, w dalszym ciągu spoglądając
na Sebastiana i przywołując w pamięci jego wygląd, gdy ujrzała go po raz
pierwszy w szpitalu zaraz po przebudzeniu. W zasadzie nic się nie zmieniło, w
końcu upłynęło zbyt mało czasu, żeby mogły zajść jakiekolwiek większe zmiany,
ale Elma czuła, że jest inaczej. Nie chodziło jej tyle o wygląd, co sposób
zachowania się. Długie blond włosy rozpuścił, jak ostatnio, pozwalając, by
opadały do ramion. Dziewczyna zaciekawiła się mimowolnie, jak wygląda w kitce i
czy kiedykolwiek go w niej widziała – cóż, być może, w przeszłości. Zresztą sam
Sebastian chyba rzadko używał grzebienia, ponieważ niesforne, jasne kosmyki
wyglądały na nieposkromione, dodając mu uroku rozrabiaki. Niebieskie oczy z
błyszczącymi w nich wesołymi iskierkami też pozostały takie same, podobnie jak
igrający na wąskich ustach uśmiech czy lekko zadarty nos. Nie zmieniła się
również szczupła sylwetka i widoczne nawet przez czerwoną koszulkę mięśnie – chłopak
nie miał na sobie żadnej bluzy, choć temperatura w szkole nie należała do
najwyższych. Elmie już na sam ten widok ramiona pokrywały się gęsią skórką; z
natury była ciepłolubna.
–
Rozumiem. Sam tak często mam, więc jakoś nie jestem zaskoczony. – Szeroki
uśmiech wyraźnie rozświetlił jego twarz.
– Mhm –
mruknęła niewyraźnie, zbierając się w sobie. – Sebastian, musimy pogadać.
Spoważniał
raptownie, słysząc jej słowa, wzdychając w duchu. Wiedział, że prędzej czy
później nadejdzie ta chwila, chwila wyjaśnień i wykładania na stół wszystkich
kart.
–
Rozumiem, że to bardzo ważne?
– Tak.
– W
porządku. – Zmrużył oczy. – Tutaj jednak nie pogadamy swobodnie, proponuję na
spokojnie umówić się gdzieś po szkole... W jakiejś kafejce czy gdzieś.
– O
której kończysz? – Spojrzała na niego, przygryzając wargę i nerwowo szarpiąc
rękaw zielonej bluzy.
– O
czternastej trzydzieści – odparł zrezygnowany. Nadzieja, że uda mu się jakoś
odwlec tę rozmowę, właśnie odeszła w siną dal. Wiedział, że jest ona konieczna,
ale nie miał pomysłu, jak wszystko wyjaśnić Elmie, dlatego odwlekał w czasie
chwilę konfrontacji.
– Ja
kończę godzinę wcześniej... Może po prostu na ciebie poczekam?
– Bez
sensu, żebyś traciła godzinę, czekając, aż skończę lekcje. Nie, naprawdę to bez
sensu. Szkoda czasu. – Zagarnął przeszkadzające kosmyki włosów za ucho. – Wiesz
co, zróbmy tak: ty wrócisz spokojnie do domu, zjesz obiad, a o czwartej
spotkamy się u mnie. Co ty na to?
– Może
być – przytaknęła powoli. – Tylko mi podaj twój adres i powiedz, jak tam do
ciebie trafić. Może w poprzednim życiu – tu pokazała znak cudzysłowu – cię
odwiedzałam i wiedziałam, gdzie mieszkasz, ale teraz niestety nie wiem. Nie
pamiętam.
– Wiem,
spokojnie. – Uśmiechnął się ponownie. – Napiszę ci na kartce i dam na
hiszpańskim, ok? Teraz pewnie i tak zapomnisz, więc bezpieczniej będzie
zapisać.
– Niech
będzie.
Stała
zdenerwowana pod drzwiami mieszkania, przestępując z nogi na nogę i
zastanawiając się, czy zapukać do drzwi. Teraz, gdy już za chwilę miała się
dowiedzieć wszystkiego, zaczynała wątpić, czy aby to na pewno dobry pomysł. Nie
należała do odważnych osób i wiedziała, że w „poprzednim życiu”, życiu przed
wypadkiem, też taka była. Po prostu to czuła.
Usłyszała
dźwięk przekręcanego w zamku klucza, przez co spanikowała – ktoś podjął decyzję
za nią, nie musiała już się wahać, po prostu musiała wejść teraz do środka. Jednak
kiedy ujrzała, kto stoi na progu, gotowy do wyjścia, wraz z przetartą, brązową
torbą zarzuconą na ramię, momentalnie zatrzymała się w pół kroku, robiąc
zaskoczoną minę.
–
Patryk? Co ty tu robisz? – spytała zszokowana. Brunet najwyraźniej był równie
skonfundowany jak ona, nie spodziewał się jej przyjścia, widziała to w jego
zielonych oczach, które w blasku korytarzowej lampy wydawały się morskie.
–
Chciałbym cię spytać o to samo – odmruknął, poprawiając pasek torby i chowając
do kieszeni klucze z doczepionym do nich breloczkiem w kształcie wieży Eiffla.
– Po
prostu przyszłam... – Nie miała pojęcia, jak skończyć to zdanie. Do swojego
byłego chłopaka? W odwiedziny? Wszystko to brzmiało niewiarygodnie i głupio.
Myśl, Elma, myśl!
– ...do
Sebastiana? – dokończył Patryk, patrząc na nią dziwnie melancholijnie. Poczuła się
nieswojo.
– Nie
wiedziałam, że się znacie...
–
Trudno by było, żebyśmy się nie znali – rzucił z błyskiem w oku – skoro
jesteśmy braćmi.
– CO?!
Chyba sobie ze mnie żartujesz! Jakim cudem...
– Nie
krzycz tak. – Nerwowo obejrzał się za siebie i zamknął drzwi, schodząc z
wycieraczki. – Normalnie.
–
Uhm... – Próbowała sobie jakoś to w głowie poukładać. – To znaczy, że od
początku wiedziałeś, że byłam jego dziewczyną...? To znaczy, że się znaliśmy
przed wypadkiem...?!
– Dwa
razy tak.
– I
wiedząc to wszystko, nic mi nie powiedziałeś?!
–
Fajnie było widzieć cię taką zadowoloną i cieszącą się, że mnie widzisz –
przyznał z uśmiechem powoli wkradającym się na jego usta. – Przyznaję, nie
grałem czysto. Chciałem zrobić trochę na złość Sebastianowi, pomieszać mu
szyki... Wiesz, braterskie wojny o dziewczynę i takie tam. Po prostu byłem
ciekawy, jak to wszystko się rozwinie, co z tego wszystkiego wyjdzie i kiedy
sobie wszystko przypomnisz.
Elma
teraz już wiedziała, dlaczego Patryk wyglądał jej bardzo znajomo, dlaczego za
każdym razem, gdy go widziała, miała przed oczami mglisty, zamazany obraz
przystojnego bruneta, który starała się zepchnąć głęboko, na skraj
podświadomości.
–
Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? – spytała z wyrzutem.
– Za
dobrze się bawiłem.
–
Jesteś... uch. Brak mi słów po prostu! – jęknęła.
– Siostrzyczko,
ja tam wiem, że i tak mnie lubisz. – Puścił do niej oczko, uśmiechając się
szelmowsko. – Teraz wybacz, korki z angielskiego czekają. Już jeden tramwaj mi
uciekł, nie mogę przepuścić drugiego. Bywaj i powodzenia w rozmowie z moim
kochanym braciszkiem!
Machnął
jej ręką na pożegnanie i już zbiegał po schodach, znikając jej z oczu. Jeszcze przez
krótką chwilę słyszała echo jego kroków na stopniach, lecz wkrótce i ten dźwięk
ucichł. Westchnęła cicho, pukając do drzwi mieszkania numer piętnaście.
Tym
razem otworzył jej już sam Sebastian.
–
Cześć... – zaczęła nieśmiało.
– Hej. Wchodź
– zaprosił ją do środka. – Herbaty? Wody? Kawy?
– Uhm.
Herbaty, jeżeli masz jakąś dobrą – odparła, ściągając kurtkę i buty.
– Nie
musisz zdejmować – powstrzymał ją blondyn. – Przeziębisz się, jeśli będziesz
chodzić boso. Tu są tylko panele, dywan jedynie w moim pokoju, nigdzie indziej
podłoga nie jest ocieplana, że tak powiem.
– Nie
chcę nabrudzić, poza tym w skarpetkach się chodzi wystarczająco fajnie...
Zwłaszcza na takich panelach.
– Cała
Elma – pokręcił głową ze śmiechem. – Nawet brak wspomnień nie jest w stanie cię
zmienić. Wcześniej też uparcie odmawiałaś założenia kapci, chodziłaś w samych skarpetkach
i radośnie się tutaj ślizgałaś, ku uciesze naszych kotów...
– Macie
koty? – Rozbłysły jej oczy.
– Pewnie,
że tak. Teraz jednak ich ci nie pokażę, bo są zamknięte w pokoju mojego brata,
żeby nie narobiły tutaj szkód. W kuchni na stole jest sernik, a ja nie będę w
stanie cały czas pilnować, żeby czasem nie zniknął czy nie został niefortunnie
zrzucony – wyjaśnił, wchodząc do kuchni. – Herbata cynamonowa może być? Wiem,
że ją uwielbiałaś.
– Nie
pamiętam jej smaku – wzruszyła ramionami – ale może być. Brzmi nieźle.
– Siadaj.
Trochę potrwa, zanim woda się zagotuje. – Skorzystała z propozycji i usiadła na
wygodnym, drewnianym krześle z wysokim oparciem, z ciekawością rozglądając się
po niewielkim pomieszczeniu.
Choć
niewielkich wymiarów, kuchnia bez wątpienia zasługiwała na miano przytulnej. Sprawiała
takie wrażenie dzięki wiszącym u sufitu lampom, dającym miękkie, ciepłe światło
oraz dzięki meblom w kolorze jasnego brązu. Na licznych półeczkach wiszących
ponad blatem kuchennym ktoś pieczołowicie poustawiał książki kucharskie, słoiczki
z przyprawami – Elma dostrzegła w jednym z nich cynamon – oraz hodowane w
doniczkach zioła, których dziewczyna nie umiała rozpoznać. Na płycie kuchennej
stało kilka garnków przykrytych pokrywkami, zakrywającymi przed ciekawskimi
oczami ich zawartość, zaś tuż nad nią wisiała okazała kolekcja noży do
krojenia. Sam blat kuchenny wykonany z ciemnego drewna zastawiony został
chlebakiem, teraz otwartym, suszarką do naczyń, czajnikiem, mikrofalówką,
ekspresem do kawy i blachą, w której spoczywał smakowicie wyglądający sernik. W
zlewie piętrzyła się całkiem pokaźna sterta brudnych talerzy i kubków –
widocznie pozostałości po niedawnym obiedzie, których jeszcze nikt nie zdążył
pozmywać. Typowy domowy nieporządek, zupełnie inaczej niż w domu Elmy. Tam wszystko
musiało być posprzątane, idealnie wyczyszczone, na blacie nie mogła zostać
nawet okruszynka. To sprawiało, że w
kuchni Jabłońskich czuła się naprawdę dobrze.
–
Twoich rodziców nie ma w domu? – spytała zaciekawiona, przenosząc wzrok na
opierającego się o blat Sebastiana.
– Nie. Pewnie
tego nie wiesz, więc ci przypomnę: moja mama jest z zawodu psychologiem, a tata
skończył politechnikę poznańską i został inżynierem mechaniki. Teraz pracuje w
jakiejś dużej firmie, gdzie dostał całkiem niezłą posadę. Oprócz tego mam
brata, może go widziałaś, wyszedł chwilę przed twoim przyjściem. Ma na imię
Patryk. No i jest jeszcze młodsza siostra, Kasia, pięć lat ma. – Wyciągnął z
szafki dwa kubki, w tym jeden wymalowany w śliczne, brązowe kotki, oraz
herbatę. – Zresztą po co ja ci to mówię... – westchnął. – Wiem, że i tak się
znacie, widziałem was parę razy na przerwie.
– To
źle? – spytała ostrożnie, nie bardzo wiedząc, co chłopak miał na myśli.
– Nie,
skąd – pokręcił głową. Nalał wody do kubków i odstawił z powrotem czajnik. – Po
prostu stwierdzam fakt. Już przed tym wypadkiem się bardzo lubiliście.
– To
wiele wyjaśnia – przyznała, wstając z krzesła. – Która herbata jest moja?
– Ta w
kubku z kotami. Weź za uszko, bo się oparzysz. Chodźmy do mojego pokoju, tam
będziemy mogli swobodnie porozmawiać.
Wchodząc
do pokoju Sebastiana i niosąc ostrożnie kubek z gorącą, cynamonową herbatą, Elma
poczuła, że nagle wszystko przed jej oczami zaczyna się zamazywać i rozjeżdżać.
W głowie wybuchło na raz tysiąc fajerwerków, przynajmniej tak się dziewczynie
wydawało. Osunęła się na framugę, nie zwracając nawet uwagi na to, że wylewa herbatę.
Pokój był jasny i nieco zabałaganiony, lecz nie
przeszkadzało jej to zbytnio. Od momentu, gdy pierwszy raz przekroczyła jego
próg, zawsze czuła się w nim bezpiecznie. Sama nie umiała stwierdzić, czy to
poukładane na półkach książki, stojące na parapecie figurki słoni, wiszące na
ścianach rysunki, własnoręcznie wykonane przez właściciela pokoju, czy porozrzucane
w nieładzie na biurku podręczniki sprawiały, że w pomieszczeniu panowała naprawdę
ciepła atmosfera. Uwielbiała szeroką, brązową kanapę wraz z pomarańczowymi
poduszkami ozdobionymi rozmaitymi wzorkami, uwielbiała czerwony dywan zajmujący
prawie całą powierzchnię podłogi, uwielbiała komodę, na której stały zdjęcia
rodziny i przyjaciół.
Po prostu mogłaby w tym pokoju siedzieć
godzinami, nie mając w ogóle wrażenia, że nie jest u siebie. Tu było zupełnie
inaczej niż u niej...
– Hej,
wszystko w porządku? – Poczuła, że kubek wyślizguje się jej z rąk. Otworzyła
oczy i nieprzytomnie rozejrzała się dokoła, powoli powracając do
rzeczywistości.
–
Kurczę, przepraszam – wymamrotała, widząc kucającego obok Sebastiana,
trzymającego jej kubek. – Wylałam herbatę... Przepraszam...
– Nie
szkodzi, nie przejmuj się tym. Wyschnie. Wszystko w porządku? – Patrzył na nią
zatroskany; z tej odległości mogłaby policzyć wszystkie plamki w jego
niebieskich oczach.
– Tak –
mruknęła cicho. Co to właściwie było to
przed chwilą? Wspomnienie?
Uniosła
głowę, lustrując wygląd pokoju Sebastiana. Zaskoczona stwierdziła, że wygląda
identycznie do tego, co widziała chwilę wcześniej w tej mglistej scenie. To było
to samo pomieszczenie, nie pomyliłaby go z żadnym innym. Czyli wróciło kolejne
wspomnienie, podsumowała, zbierając się z podłogi.
– To
dobrze. – Chłopak również wstał i odłożył kubek na biurko, odsuwając część
książek.
–
Przepraszam za ten bajzel, który ci zrobiłam...
– Hej,
nie przejmuj się, serio. Nie ma czym. – Uśmiechnął się lekko. – Dobrze,
jednakże nie przyszłaś tu po to, żeby w kółko przepraszać za wylaną herbatę. Zdaje
się, że jest kilka spraw do wyjaśnienia...
– Nawet
całkiem dużo, bym powiedziała. Mogę usiąść? – wskazała niepewnie tapczan.
–
Pewnie. Nie musisz pytać.
– Więc
tak... Może najlepiej będzie zacząć od początku, inaczej się w tym wszystkim
pogubię. – Usiadła wśród pomarańczowych poduszek i rzuciła na podłogę swoją
granatową torbę, zabraną z przedpokoju. Wyciągnęła z niej oprawiony złotym
sreberkiem zeszyt i chwilkę kartkowała. – Jest parę spraw, o których chciałabym
się dowiedzieć, a nie mam za bardzo kogo spytać, ponieważ i tak nikt nie wie
nic na ich temat.
Przytaknął,
przysuwając sobie krzesło i siadając na nim okrakiem, oparciem do przodu.
–
Słucham cię.
– To
jest mój pamiętnik. – Uniosła do góry zeszyt, żeby mógł zobaczyć jego tytuł, w
który układały się fantazyjne litery wypisane czarnym markerem.
– Będziesz
go czytać na głos? – Sebastian uniósł brwi. – Przecież w ogóle mnie nie znasz. Już
nie mówiąc o tym, że nawet znanym osobom się nie pokazuje swoich pamiętników.
– Ufam
ci – stwierdziła po prostu. To zwyczajne stwierdzenie zupełnie zatkało
chłopaka, który nie za bardzo wiedział, co ma odpowiedzieć. – W każdym razie
mam nadzieję, że mi pomożesz.
– Jakże mógłbym nie pomóc... – Ten
uśmiech, który Elma dostrzegła na jego twarzy, był naprawdę szeroki i sprawił,
że zrobiło jej się ciepło na duszy.
–
Kwestia pierwsza: któregoś dnia dobijał się do mnie ktoś dziwny. Nie miałam
jego numeru zapisanego w komórce, nie wiedziałam, kto to jest, a w pamiętniku
nie napisałam, o co chodziło. Trochę podejrzanie to wygląda... Chociaż w sumie
może się okazać też, że jestem przewrażliwiona.
– Chyba
już wiem, o co ci chodzi, faktycznie mi o tym mówiłaś kiedyś – przyznał. – Ale
przeczytaj to.
Przytaknęła
i spuściła głowę, szukając w zeszycie odpowiedniego fragmentu.
–
Trzydziesty pierwszy grudnia, godzina dziesiąta siedemnaście. „Wracając do rzeczy, znalazłam komórkę i sprawdziłam,
kto dzwonił. Numer nieznany. Nie mam pojęcia, kto to był, ale nie opuszczają
mnie dziwne przeczucia – i raczej nie są one z gatunku tych „dobrych”. Jeszcze
nie wiem, co zrobię, gdy telefon zadzwoni ponownie (wiem, że zadzwoni). –
Przerwała na chwilę, żeby zaczerpnąć tchu. – Po prostu się boję. Najprościej
byłoby nie odbierać, prawda? A co, jeżeli się mylę i na przykład to ktoś ze
szpitala albo jakiś znajomy? Nie zapisywałam przecież numerów wszystkich osób,
które kiedykolwiek poznałam. O Boże, ale się trzęsę... Komórka dzwoni, aż
podskakuje. Kołdra też drży. Boję się.” Nie
wiem, o co chodzi, ale to brzmi naprawdę podejrzanie... Dalej niczego o tym
numerze nie ma, żadnej wzmianki, nawet najmniejszej. O co tu chodzi?
– Nie znam żadnych szczegółów, bo też i ty sama ich
nie znałaś – zamyślił się. – Pamiętam, że mówiłaś mi, że cię szantażują.
– Kto mnie szantażował? Dlaczego? – spytała zaskoczona.
– Nie wiem, kto to był, ale chodziło o to, żebyś nie
pomagała Alicji... jak jej tam było... Serkowskiej? Sarkowskiej? Swerowskiej?
Nie pamiętam.
– Alicja Swarowska? – olśniło ją nagle.
– Całkiem możliwe. Pamiętasz ją?
– Nie, ale w szpitalu, już po wypadku, gdy tam przychodziłam
po szkole, miałam okazję poznać jej matkę. Była żoną doktora Swarowskiego,
kobieta chorująca na schizofrenię. Alicja już nie żyje, a jej się ciągle
wydawało, że jest inaczej. Ale nie rozumiem, dlaczego nie miałabym jej pomagać?
Chora była?
– Z tego, co zrozumiałem, to tak, leżała w szpitalu,
a ty chyba podczas obchodów się z nią widywałaś. No i widocznie jej
pomagałaś... A oni, nie wiem, kto, zagrozili ci, że jeżeli nie przestaniesz jej
pomagać, skrzywdzą kogoś ci bliskiego czy jakoś tak.
– Brzmi absurdalnie. Sytuacja jakby żywcem wzięta z
kiepskiego kryminału – zauważyła Elma, podciągając nogi na kanapę i siadając po
turecku.
– Też tak myślałem – przyznał chłopak. – Ale wtedy,
kiedy mi to mówiłaś, nie wyglądałaś, jakbyś żartowała. Mówiłaś śmiertelnie
poważnie, zdaje się, że nikt więcej o tym nie wiedział, a teraz się dowiaduję,
że nawet w pamiętniku o tym nie zapisałaś. Mówiłem ci, żebyś poszła na policję,
ale nie wiem, czy ostatecznie to zrobiłaś, nie chciałaś za bardzo rozmawiać o
całej sprawie, a ja nie naciskałem. – Wzruszył ramionami, opierając podbródek
na dłoniach złożonych na oparciu krzesła i spoglądając na szatynkę. – Wydaje mi
się, że za bardzo ci w tej kwestii nie pomogę, nie znam szczegółów. Musiałabyś
chyba się zwrócić do doktora Swarowskiego, on ci najpewniej powie wszystko. O ile
dobrze się orientuję, wtedy sama nie wiedziałaś za bardzo, co się dzieje i o co
chodzi. Trochę panikowałaś... ale jakiś czas później wszystko się uspokoiło. Nie
pytaj, dlaczego, bo nie wiem.
– Hmm... Rozumiem. – Zanotowała w pamięci kolejne
zadanie do wykonania: pójście do szpitala i porozmawianie z doktorem Swarowskim.
– Coś jeszcze ci się rzuciło dziwnego w oczy w tym
twoim pamiętniku?
– Mhm. Tak. To już jest związane z nami... – Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi.
– Co takiego?
– Czekaj, zaraz ci przeczytam. – Przewróciła kilka kartek
w zeszycie, docierając do czerwca. – Dwudziesty drugi czerwca, godzina
siedemnasta dziewięć. „Po prostu już nie mam co ze sobą zrobić, raz jestem
wesoła, to znów chce mi się płakać. Co chwilę zaglądam na facebooka z cichą
nadzieją, że może jednak odpisał... Ale z drugiej strony: co będzie, jeżeli już
odpisze? Co będzie, jeżeli odpowiedź zabrzmi: nie? Nie wiem, co wtedy zrobię.”
To można opuścić... – pominęła kilka linijek – bo jest to samo i mało istotne.
Dalej: trzydziesty czerwca, godzina dwunasta dwanaście. „Płaczę, nieustannie
płaczę i walę w worek treningowy mojej siostry. Czuję się źle, paskudnie źle,
chciałabym stąd zniknąć i już nigdy nie
wracać do szkoły i go nie widzieć. To jest po prostu straszne uczucie i nie
życzę tego nikomu, nawet największemu wrogowi – uczucie, kiedy serce rozpada
się na milion kawałków, jakby ktoś je zrzucił z wysokiej przepaści, kiedy nie
można z tym nic zrobić, bo wiesz, że ono leci, leci, leci, w końcu spadnie na
ziemię i potrzaska się o skały, tam, na dole, bo takie jest jego
przeznaczenie... Choruję na chorobę zwaną mądrze platoniczną miłością. Choć to
może śmieszyć, mnie wcale nie śmieszy – po prostu... Po prostu moje marzenia w
jednej chwili runęły, w chwili, gdy przeczytałam: >>Jesteś moją
przyjaciółką, ale wybacz mi, proszę... zakochałem się w kimś innym<<...”
– Nie wiedziałem, że aż tak to przeżywałaś. – Chłopak
był wyraźnie poruszony i kręcił się niespokojnie na krześle. – Wiedziałem, że
popełniłem ogromny błąd, ale że aż taki... Nigdy nic o tym nie wspominałaś, a
mi nie przyszło do głowy... Wiedziałem, że to musi być dla ciebie trudne,
ale...
– Poczekaj, stop, powoli. – Uniosła ręce, próbując go
powstrzymać. – Najpierw mi coś wyjaśnij. Sebastian, ty mi dałeś kosza, tak?
– Tak – przyznał.
– Opowiedz mi całą tę historię, bo z tego – uniosła zeszyt
– nic nie rozumiem.
– Od początku?
– Od początku.
– Nie wiem, ile masz w tym pamiętniku, więc pewnie
część rzeczy będzie się powtarzać... – Upił łyk herbaty, która już dawno
zdążyła się zrobić zimna.
– Nieważne, mów.
– Poznaliśmy się wraz z początkiem września, ponieważ
oboje wybraliśmy jako drugi język hiszpański podstawowy. Potem jakoś tak
wyszło, że zaczęliśmy gadać coraz więcej i więcej, znajdowaliśmy coraz więcej
wspólnych tematów do pogadania, o książkach, anime i innych takich. Typowe pogaduszki
licealistów, o ile pogaduszki między chłopakiem a dziewczyną mogą być typowe –
roześmiał się. – Takie podchody w sumie to były, ponieważ, nie ukrywam, stopniowo
się do siebie zbliżaliśmy i w którymś momencie zabrnęliśmy w tę przyjaźń za
daleko, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. I kiedy mi napisałaś, że się we
mnie zakochałaś, byłem w szoku, prawdę mówiąc.
– Dlaczego?
– Ponieważ wcześniej jakoś nie przyszła mi do głowy
ta możliwość, że jedno z nas się zakocha w drugim. Ja w owym czasie zresztą
zajmowałem się myśleniem o pewnej uczennicy z klasy humanistycznej – dosyć
inteligentnej, ładnej... Zaś w relacji z tobą znajdywałem jedynie przyjaźń i oparcie.
Więc kiedy w czerwcu się dowiedziałem, tak, dałem ci kosza, bo nie miałem
wyjścia. Jednak w wakacje doświadczyłem tego samego, co ty, ponieważ ta sama
dziewczyna, o której tyle myślałem, również dała mi kosza.
– I się zapętliłeś – stwierdziła Elma.
– Trochę. Jednak na całe szczęście w porę coś
zrozumiałem...
– Brzmi jak jakiś tani romans. Jak w jakiejś komedii
romantycznej.
– Życie to komedia, więc czym się przejmujesz?
– Niczym. Kontynuuj.
– Herbata ci już zdążyła wystygnąć.
– Wiem. I tak połowę wylałam na ten śliczny dywan.
Nieważne. Kontynuuj, proszę.
– Tak się zapętliłem, że nie wiedziałem, co mam
zrobić, ale ktoś mądry mi podpowiedział, żebym usiadł i spokojnie pomyślał,
czego ja właściwie chcę i co czuję. No i w końcu wyszło mi, że narobiłem
niezłego bajzlu, pokręciłem wszystko, sam się pogubiłem i powinienem to
wszystko odkręcić.
– Czyli? – zainteresowała się.
– W skrócie: wziąłem piękny bukiecik różyczek i
poszedłem do ciebie prosić o wybaczenie i danie drugiej szansy – westchnął. –
Chyba trochę się wygłupiłem, ale grunt, że zadziałało. Ale tak naprawdę
oficjalnie chyba się staliśmy parą po tym, jak ja wylądowałem w szpitalu.
– Pamiętam, przetrenowałeś się.
– O, to wspomnienie wróciło?
– Tak.
– Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
Gryyyy..wryyyyy NIE URYWA SIĘ W TAKIM MOMENCIE!!!! To jest karalne!!
OdpowiedzUsuńNo dobra wykrzyczałam się :) Przyznam ,ze poprzednie dwa rozdziały średnio mi się podobały, tak ten ...wowww, wciągnął mnie niesamowicie. Nie będę snuć przypuszczeń bo nie chce psuć sobie radochy z czytania :) Grzecznie poczekam na ciąg dalszy, tylko proszę nie trzymaj mnie zbyt długo w takim stanie:)
P.S Nie wiem czy tylko u mnie na moim chromie ale ten szablon...ładny ,
Jednak tekst czyta się koszmarnie. Nie dość ze muszę sobie pomniejszyć okno abym ogarnęła tekst, bo na "normalnych" ustawienia 1/3 z lewej strony mi ucina, to ta biel liter sprawia że łzawię.
Urywa się, urywa. ;)
UsuńCieszę się, że się podobał, bo również od innej Czytelniczki dostałam sygnały, że przynudzam i mam się poprawić ;) Mam nadzieję, że uda mi się więcej napisać w niedługim czasie, aczkolwiek uprzedzam, że z obietnicy mogę się nie wywiązać: mam w chwili obecnej strasznie mało czasu na cokolwiek.
PS Taaaaaak, wiem, że jest zły, ale czekam, aż szabloniarka mi wykona zamówiony... Mam go zmienić na coś innego, żeby się dało chociaż czytać?
Pozdrawiam!
Rozdział przeczytałam dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale, prawda?
OdpowiedzUsuńNo cóż, akcja się rozkręciła. Ubóstwiam Sebastiana, mimo że wcześniej dał kosza Elmie. Strasznie szkoda mi dziewczyny. Zastanawiam się, o co mogło chodzić z Alicją i liczę na to, że jeszcze rozwiniesz ten wątek ;)
Co do wyjaśnień - wszystko naprawdę dobrze ;). Podoba mi się niemal cały rozdział. Co prawda długo brnęłam przez początek, ale, przyznam szczerze, że dostałam dreszcz, gdy tylko Elma zobaczyła Patryka ;D. Nie wiem dlaczego, ale odnoszę wrażenie, że mogła się ona podobać chłopakowi. Nie rozumiem, dlaczego Patryk ukrył przed Elmą fakt, że Sebastian jest jego bratem.
Szablon wybitny nie jest, kolory trochę nie w moim stylu, ale liczę na to, że niedługo zajdą jakieś zmiany ;).
Pozdrawiam ciepło i życzę mnóstwa weny (i czasu, koniecznie czasu).
(Ech, tym razem nie popisałam się długością komentarza, ale czeka na mnie nauka z biologi, niestety...)
Elif
[anielskie-szepty.blogspot.com]
Rozwinę, rozwinę, nie martw się. ;)
UsuńBo początek też i nudny był, ale konieczny, żeby wprowadzić akcję, przynajmniej ja tak myślę. Cieszę się, że reszta rozdziału Ci to zrekompensowała. :)
Zmiany zajdą, przynajmniej taką mam nadzieję... :D Sama próbować robić szablonu nie będę, bo wybitnie mi to nie wychodzi, poczekam, aż dostanę nowiutki, śliczniutki i w ogóle. :D
Nie ma sprawy, mam dokładnie to samo, nie przejmuj się!
Pozdrawiam serdecznie,
Kat
Jak nie piszesz, to przez długi czas i marudzisz, ale jak już napiszesz to rozdział z przytupem. I co mogę powiedzieć? Jak dla mnie chyba Patryk trochę skradł ten rozdział, bo jak przeczytałam, że są braćmi, to mi szczena opadła na podłogę. To zupełnie przeciwieństwo Sebastiana, bo on wydaje się taki uczciwy i taki słodki. Tak, ale to urocze ;)
OdpowiedzUsuńW ogóle podziwiam Elmę, że przeczytała Sebastianowi fragment pamiętnika, jak dla mnie to tak intymna sprawa, że nawet własnemu chłopakowi bym nie pokazała, a co dopiero chłopakowi, którego nie potrafię z jakiegoś powodu rozgryźć. Chociaż z drugiej strony on jest takim łącznikiem i czegoś się mogła dowiedzieć. Także podziwiam ją za odwagę ;P
Pozdrawiam! ;)
Tak, marudzę i marudzę, tak to już mam, niestety ;_; I tak, przyznaję Ci rację, bo faktycznie tak jest ;p
UsuńSebastian też jest uczciwy; słodki też, ale to już raczej zależy od definicji słodkości. Powiedziałabym raczej, że Patryk do uczciwych nie należy, w końcu nie powiedział Elmie, że jest bratem Sebastiana, lecz perfidnie to wykorzystał ;p
Ufała mu. Po prostu mu ufała, innego wyjaśnienia, dla którego pokazała pamiętnik, nie ma. Odwaga jest rzeczą względną, lecz czasem do działania potrzeba jakiegoś bodźca, potrzeba, żeby jednak ktoś popchnął i samo się zaczęło dziać, a ty już musisz po prostu zrobić resztę, nie bacząc na konsekwencje. Tak więc ona ryzykowała, ale ze świadomością, że to ryzyko może jej przynieść rozwiązanie wielu zagadek.
Pozdrawiam cieplutko :*
Nooo tak trochę poczekasz, bo ogarnianie się z rozdziałem dosyć dużo czasu mi zajmuje ostatnio... xD
OdpowiedzUsuńPozdrawiam również ;)
No i proszę! Można? No baa, pewnie, że można! Jak się chce, to wszystko da rady zrobić, zawrzeć i akcję i napięcie i jakies szokujące wieści w jednym, jedynym rozdziale.
OdpowiedzUsuńZacznijmy od tego, że trochę bałam się czytać ten 14 rozdział, przez wzgląd na to, że tamten poprzedni tak źle mi podszedł. Bałam się, że będzie zwyczajna powtórka z rozgrywki. Jednak miło, a nawet bardzo miło mnie ta czternastka zaskoczyła.
W końcu było coś co lubię – trochę napięcia, akcji, zamieszania i przede wszystkim: wyjaśnienia na nurtujące pytania związane z Sebastianem. Ale od początku.
Już na samym początku (tak wiem, powtarzam się) podobało mi się budowanie napięcia, tak zwane wprawianie czytelników w klimat. To, jak bardzo Elma się stresowała i bała przed tą rozmową było bardzo dopracowane i poświęciłas na to sporo miejsca w rozdziale. I bardzo słusznie, dzięki temu wyszło wiarygodnie, ja stresowałam się razem z nią, niemal czulam ten jej strach i niepewność w sobie, przez chwilę miałam ochotę powiedzieć jej: „dziewczyno, odpuść, nie jestes na tyle silna psychicznie by to zrobić”. Jednak gdybyś tak właśnie postanowiła, Autorko, to byłaby lipa totalna i chyba najgłupsza rzecz z możliwych do zrobienia.
Teraz już przechodzę do części właściwej. Patryk – brat byłego chłopaka, tego nigdy bym się nie spodziewała i podobnie jak ktoś już wyżej pisał – szczęka mi opadła. Recz jasna pozytywnie, od bardzo dawna już tutaj nic mnie nie zaskoczyło, a tu nagle taka informacja! No, no, no, pełen szacun za ten pomysł, zdecydowanie jestem na „TAK”. Później tez było bardzo, ale to bardzo smacznie – a za stracenie przytomności Elmy i jej upadek na podłogę wraz z goracą herbatą bez wątpienia neleży Ci się szóstka z plusem, to było genialne i uważam za mistrzowskie posunięcie. Niby nic, ale ja już widziałam tę scenę przed oczami jak ona osuwa się na podłogę, wylewajc tę herbatkę z kubeczka. Taka można powiedzieć bzdurka, ale za to jak bardzo dodaje smaczka całemu tekstowi. Świetnie! Strasznie mi się to zemdlenie podobało i było bardzo na miejscu.
Natomiast nigdy nie może być doskonale, takie życie, bo akurat za słaby uważam fakt, że cała afera była o to, że Sebastian nie odwzajemnił uczuć dziewczyny… I dlatego ona go tak nienawidziła i bała się z nim rozmawiać? Sądziłam, że to będzie grubsza afera. Ale i tak coś mi tu nie pasuje. Przeciez według jego zeznań, on wrócił do Elmy i ona go przyjęła i mu wybaczyła, więc w czym problem? Nie rozumiem w takim razie zachowania Elmy, wychodzi na to, że robiła z igły widły albo to ja źle coś zrozumiałam. Bo dał jej kosza – fakt nieładnie, ale cóż, natomisat później przemyślał i do niej wrócił… O co w takim razie się rozchodzi? Heh, pozostało jeszcze te końcowe zapytanie: „Coś jeszcze chcesz wiedzieć?” więc może ta kwestia więcej się wyjaśni w następnym rozdziale.
Okey, ogólnie rozdział czytałam z przyjemnością, od początku do końca mi się podobało, nie ma co narzekać. Było sporo informacji, były fajne opisy tworzące klimat, było zemdlenie – jak dla mnie zasłużyłaś na 6 z małym minusem, a ten minus za tą nierozumianą przeze mnie nienawiśc i niechęć Elmy do Sebastiana. A wszystko inne – cud, miód i orzeszki, widzę, że opowiadanie wraca do formy i tego Ci życzę. Pozdrawiam!
(Sory za brak emotikon, ale rozdział pisany w Wordzie i tu wklejany i gdybym użyła „uśmiechów” wyszły by jakieś dziwne znaczki typu: {&?#)
Cieszę się, że się podobał ten rozdział! Przyznaję, sama też się trochę obawiałam, czy na pewno wyjdzie tak, jak chciałam - fajnie słyszeć, że się to udało! :3
UsuńPomysł Patryka jako brata Elmy wpadł mi do głowy już dawno właściwie, lecz tylko czekał na odpowiedni moment, żeby to ujawnić. ;) I, oczywiście, nie omieszkam tutaj zawiązać intrygi - w zasadzie można powiedzieć, że choć karty (prawie wszystkie) zostały wyłożone na stół, prawdziwa gra dopiero się zaczyna!
I o to chodziło!
Oj, nie, nie, nie, nie wyciągaj wniosków tak szybko! Afera wcale nie była o tego kosza, afera była nieco grubsza i o coś innego! Przecież, jak sam powiedział, wrócił do niej z kwiatkami i ją ładnie przeprosił. ;) O co chodziło - to już w następnym rozdziale, chciałam jednak tylko napisać, że wyciągasz mylne wnioski. Chociaż w sumie to nawet dobrze, bo dzięki temu być może bardziej cię zaszokuje kolejny rozdział. Ze swej strony mogę obiecać, że będzie jeszcze wiele zaskakujących zwrotów akcji, choć postaram się nie robić z Makowego dramatu czy w ogóle opowiadania akcji, bo to wciąż ma być romans :> Ale będzie ciekawie, to mogę obiecać.
Opowiadanie wraca do formy, a ja wraz z nim. :)
Dzięki wielkie za komentarz, pozdrawiam! :3
Tak, właśnie ja się domyślałam, że to coś za mało było jak na taką aferę, własnie napisałam, że tego nie rozumiem, bo przecież do niej wrócił i teoretycznie już wszystko było dobrze. Dlatego cieszę się, że to nie koniec nowinek i dowiemy się niebawem całej prawdy. :) W takim razie pozostaje tylko czekać na ciąg dalszy, powodzenia w pisaniu! :)
UsuńDzięki wielkie. ;)
UsuńMam mało nauki -o dziwo- więc wolny czas muszę jakoś poprawnie wykorzystać, prawda? Obiecałam ci przeczytać twoją notkę i oczywiście, rzecz jasna, skomentować ją, a ja słowa dotrzymuję.
OdpowiedzUsuńW każdym razie... tyle się działo! Każdy kolejny wers czytałam z coraz większym zainteresowaniem.
Co mnie zdziwiło? Patryk bratem Sebastiana? Kurcze, ja... nie wiem co powiedzieć. To było okrutne! XD
Moment, kiedy Elma przypomniała sobie jedno wspomnienie, wylewając przy tym herbatę -mistrzostwo. Okrroooopnie mi się podobało! Seba czasami naprawdę potrafi być kochany, jednakże czymś wcześniej zawinił i tutaj się pojawia pytanie: co?
No i proszę -wyznajesz nam tutaj, że bohaterka była prześladowana. Kolejny plus! Kolejna tajemnica ujawniona .. ;) A tak szczerze, to z tym pomysłem to strzeliłaś w dziesiątkę.
Rozdział był ... mega :)) I z całego serca zyczę ci, żeby następne również takie były. dodam jeszcze, że bardzo fajniesz piszesz dialogi ;) Ich rozmowy naprawdę są ciekawe.
Pozdrawiam ;*
Ah, własnie. Błąd. wiemy, czym Sebastian zawinił, wybacz XD
UsuńCieszę się, że znalazłaś chwilkę, żeby moją pisaninę przeczytać. ;)
UsuńOkrutne? Niby czemu? :P Planowałam to już od jakiegoś czasu, więc dla mnie szoku nie było, ale ja to co innego. :D
Cieszę się, cieeeeeszę :D On generalnie jest kochany. Bardzo kochany. Po prostu miewa momenty wredoty...
Wiemy, czym zawinił? Jesteś absolutnie pewna? :P Przecież napisałam, że dał jej kosza, ale poleciał przepraszać. Z kwiatkami. I to się działo przed wypadkiem. Możliwe, że za mało to zaznaczyłam, ale myślałam raczej, że to jasne, bo po wypadku nic takiego się nie działo przecież... A widzę, że sporo osób tym samym wprowadziłam w błąd ;p Później działo się coś więcej, ale to już w następnym rozdziale, jak tylko go napiszę.
Fajnie, że podobają Ci się dialogi ;)
Jeszcze raz wielkie dzięki za komentarz!
Pozdrawiam! ;3