czwartek, 24 października 2013

14. Karty na stół

Wbiegła do szkoły spóźniona. Przeklinała teraz swoją własną opieszałość, w wyniku której spóźniła się na tramwaj. W strugach deszczu czekała na kolejny. Choć stanęła pod przystankową wiatą, i tak nie uniknęła zbombardowania przez ulewę.
Miała szczęście, że nauczycielka od chemii nie zdążyła jeszcze sprawdzić obecności i tylko machnęła ręką na jej spóźnienie. Szczęście dopisało chociaż w tym aspekcie. Jeszcze gdyby tak deszcz przestał padać i na przykład zatrzymał Sebastiana. Albo jego tramwaj. Cokolwiek, byle tylko nie musiała stawać z nim twarzą w twarz.
Denerwowała się. Najchętniej by nie przyszła w ogóle do szkoły, ale jak mus, to mus, Klaudia jej pilnowała. Ona sama to dochodziła do wniosku, że jednak podjęła słuszną decyzję, bo w końcu kiedyś z nim trzeba pogadać, co nie?, to stwierdzała, że trzeba było zostać w ciepłym domu z talerzem szarlotki i kubkiem gorącej czekolady. Ale nie ma tak dobrze. Trzeba się pomęczyć. Wstydziła się tego, że nie ma na tyle odwagi, żeby zwyczajnie porozmawiać z chłopakiem. Zazwyczaj nie miała większego problemu, żeby się z którymś przedstawicielem płci brzydkiej dogadać: poprosić o wytłumaczenie zadania z fizyki, o pożyczenie podręcznika czy też zwyczajnie porozmawiać. Nic szczególnego, nic trudnego, ale rozmowa z Sebastianem ją przerastała.
O tak, była tchórzem, przynajmniej w tym momencie. Najbardziej ją jednak przerażało to, jak szybko przesuwały się wskazówki zegara wiszącego na ścianie w pracowni chemicznej. Miała wrażenie, że czas przecieka jej przez palce, coraz bardziej przybliżając ją do godziny, którą by chciała odwlec. Dokładnie to samo działo się na przedmiotach następujących po chemii.
Zmuszała się nawet, żeby słuchać tego, co mówią nauczyciele – jakby to miało wydłużyć czas pozostały do dzwonka. Parę razy podniosła nawet rękę na historii, co niepomiernie zdziwiło siedzącą obok Marysię. Dostrzegła ona, że coś się dzieje z jej przyjaciółką, lecz nie mogła wyciągnąć z niej tego na lekcji, nie narażając się na zwrócenie uwagi. Zerknęła szybko do planu lekcji, wypisanego na zmiętej karteczce tkwiącej w piórniku. Następny przedmiot – język. W przypadku Marysi niemiecki, w przypadku jej sąsiadki hiszpański. Pozostawało zagadanie na przerwie.
A Elma miała ochotę położyć głowę na podręczniku i zasnąć, nie wybudzając się najlepiej aż do końca zimy. Była jednak pewna, że nawet wtedy nauczyciele by ją znaleźli i kazali napisać wszystkie sprawdziany oraz kartkówki. Pal licho kartkówki! W tej chwili to mało istotne. Najważniejsza sprawa to wykombinowanie, jak by się wymknąć niespostrzeżenie z hiszpańskiego. Udać nagłą chorobę? Zemdleć? Wymówić się nagłym wyjściem? Nie, przecież to bez sensu, totalnie bez sensu, poznają się, zresztą byłby wstyd. Spóźnić się? Jeszcze gorzej!
Świetnie wiedziała, że przesadza i zaczyna panikować, ale nie mogła nic na to poradzić. Po prostu musiała przez tę rozmowę przejść, nie widziała innego wyjścia. Modliła się tylko, żeby poszło sprawnie, szybko, żeby przestała się w końcu denerwować. Dobra, koniec! Przestań się tak zamartwiać, będzie, co ma być i tyle!
Po raz kolejny tego dnia zadzwonił dzwonek, obwieszczając długą przerwę. Gdy tylko Marysia wrzuciła swoje książki do plecaka i gdy tylko Elma uczyniła to samo, chwyciła ją za rękę i wyciągnęła z klasy. Druga z dziewcząt nie protestowała, lecz dała się zaprowadzić na parapet.
– Więc co się dzieje? – zapytała kategorycznie czerwonowłosa, spoglądając bystro na przyjaciółkę.
– Nie zaczyna się zdania od więc – poprawiła ją odruchowo. – Nic się nie dzieje.
– Bujać to my, a nie nas! Przecież widzę. Nie jestem ślepa, wbrew pozorom mam oczy na swoich miejscach, więc, proszę, wyświadcz mi przysługę i nie wciskaj mi kitu, ok?
– Co mam ci powiedzieć? – mruknęła.
– No... wszystko?
– Wybacz, ale trochę się spieszę. Muszę pogadać z panią od hiszpana, a teraz jest długa przerwa... – W niebieskich oczach Elmy zamigotało poczucie winy, gdy spoglądała na przyjaciółkę. Przecież chciała dobrze, chociaż nie w porę z tym wyskoczyła. – Porozmawiamy później, dobrze?
– Dobrze. – Skinęła głową. – Nie myśl, że się wywiniesz! Leć. Tylko nie zapomnij plecaka!
– Ups! – Faktycznie, o mały włos by go zostawiła pod ścianą. – Dzięki za przypomnienie! Na razie!
– Na razie. – Marysia z uśmiechem spoglądała na zbiegającą po schodach przyjaciółkę. Domyślała się, po co dziewczyna się tak spieszyła. Wiedziała, że rozmowa z nauczycielką była tylko pretekstem, ale nie protestowała. Nie dawało jej jednak spokoju to, że Elma wyglądała podczas lekcji jak jakaś kupka nieszczęścia, jakby coś ją dręczyło i miało mieć swój punkt kulminacyjny właśnie w czasie trwania języka hiszpańskiego.
Wzruszyła ramionami, zeskakując z parapetu. Później dokładnie ją wypyta i się dowie, o co w ogóle chodzi.

– Już przestań tak w kółko łazić. – Znajomy, rozbawiony głos sprowadził ją z planety marzeń prosto na Ziemię. Przystanęła nieprzytomnie, otrząsając się z rozmyślań.
– Przepraszam, zamyśliłam się trochę.
– Widać. O czym to tak dumałaś?
Zaskoczona spojrzała na stojącą przed nią osobę.
Sebastian?
Wyglądał w sumie tak samo jak zwykle, lecz dopiero teraz mogła mu się uważnie przyjrzeć, w dodatku z takiego bliska. Po wypadku jakoś nie miała okazji tego zrobić, a wiedziała, że wcześniej miała szansę widzieć go wiele razy. Wszystko to prowadziło znowu do pytania: co się stało przed wypadkiem, że go nienawidzi? Właśnie po to tu przyszła, żeby poznać odpowiedź na to jedno pytanie.
Dobra, skup się.
– O niczym takim. Po prostu się zamyśliłam – wyjaśniła, w dalszym ciągu spoglądając na Sebastiana i przywołując w pamięci jego wygląd, gdy ujrzała go po raz pierwszy w szpitalu zaraz po przebudzeniu. W zasadzie nic się nie zmieniło, w końcu upłynęło zbyt mało czasu, żeby mogły zajść jakiekolwiek większe zmiany, ale Elma czuła, że jest inaczej. Nie chodziło jej tyle o wygląd, co sposób zachowania się. Długie blond włosy rozpuścił, jak ostatnio, pozwalając, by opadały do ramion. Dziewczyna zaciekawiła się mimowolnie, jak wygląda w kitce i czy kiedykolwiek go w niej widziała – cóż, być może, w przeszłości. Zresztą sam Sebastian chyba rzadko używał grzebienia, ponieważ niesforne, jasne kosmyki wyglądały na nieposkromione, dodając mu uroku rozrabiaki. Niebieskie oczy z błyszczącymi w nich wesołymi iskierkami też pozostały takie same, podobnie jak igrający na wąskich ustach uśmiech czy lekko zadarty nos. Nie zmieniła się również szczupła sylwetka i widoczne nawet przez czerwoną koszulkę mięśnie – chłopak nie miał na sobie żadnej bluzy, choć temperatura w szkole nie należała do najwyższych. Elmie już na sam ten widok ramiona pokrywały się gęsią skórką; z natury była ciepłolubna.
– Rozumiem. Sam tak często mam, więc jakoś nie jestem zaskoczony. – Szeroki uśmiech wyraźnie rozświetlił jego twarz.
– Mhm – mruknęła niewyraźnie, zbierając się w sobie. – Sebastian, musimy pogadać.
Spoważniał raptownie, słysząc jej słowa, wzdychając w duchu. Wiedział, że prędzej czy później nadejdzie ta chwila, chwila wyjaśnień i wykładania na stół wszystkich kart.
– Rozumiem, że to bardzo ważne?
– Tak.
– W porządku. – Zmrużył oczy. – Tutaj jednak nie pogadamy swobodnie, proponuję na spokojnie umówić się gdzieś po szkole... W jakiejś kafejce czy gdzieś.
– O której kończysz? – Spojrzała na niego, przygryzając wargę i nerwowo szarpiąc rękaw zielonej bluzy.
– O czternastej trzydzieści – odparł zrezygnowany. Nadzieja, że uda mu się jakoś odwlec tę rozmowę, właśnie odeszła w siną dal. Wiedział, że jest ona konieczna, ale nie miał pomysłu, jak wszystko wyjaśnić Elmie, dlatego odwlekał w czasie chwilę konfrontacji.
– Ja kończę godzinę wcześniej... Może po prostu na ciebie poczekam?
– Bez sensu, żebyś traciła godzinę, czekając, aż skończę lekcje. Nie, naprawdę to bez sensu. Szkoda czasu. – Zagarnął przeszkadzające kosmyki włosów za ucho. – Wiesz co, zróbmy tak: ty wrócisz spokojnie do domu, zjesz obiad, a o czwartej spotkamy się u mnie. Co ty na to?
– Może być – przytaknęła powoli. – Tylko mi podaj twój adres i powiedz, jak tam do ciebie trafić. Może w poprzednim życiu – tu pokazała znak cudzysłowu – cię odwiedzałam i wiedziałam, gdzie mieszkasz, ale teraz niestety nie wiem. Nie pamiętam.
– Wiem, spokojnie. – Uśmiechnął się ponownie. – Napiszę ci na kartce i dam na hiszpańskim, ok? Teraz pewnie i tak zapomnisz, więc bezpieczniej będzie zapisać.
– Niech będzie.

Stała zdenerwowana pod drzwiami mieszkania, przestępując z nogi na nogę i zastanawiając się, czy zapukać do drzwi. Teraz, gdy już za chwilę miała się dowiedzieć wszystkiego, zaczynała wątpić, czy aby to na pewno dobry pomysł. Nie należała do odważnych osób i wiedziała, że w „poprzednim życiu”, życiu przed wypadkiem, też taka była. Po prostu to czuła.
Usłyszała dźwięk przekręcanego w zamku klucza, przez co spanikowała – ktoś podjął decyzję za nią, nie musiała już się wahać, po prostu musiała wejść teraz do środka. Jednak kiedy ujrzała, kto stoi na progu, gotowy do wyjścia, wraz z przetartą, brązową torbą zarzuconą na ramię, momentalnie zatrzymała się w pół kroku, robiąc zaskoczoną minę.
– Patryk? Co ty tu robisz? – spytała zszokowana. Brunet najwyraźniej był równie skonfundowany jak ona, nie spodziewał się jej przyjścia, widziała to w jego zielonych oczach, które w blasku korytarzowej lampy wydawały się morskie.
– Chciałbym cię spytać o to samo – odmruknął, poprawiając pasek torby i chowając do kieszeni klucze z doczepionym do nich breloczkiem w kształcie wieży Eiffla.
– Po prostu przyszłam... – Nie miała pojęcia, jak skończyć to zdanie. Do swojego byłego chłopaka? W odwiedziny? Wszystko to brzmiało niewiarygodnie i głupio. Myśl, Elma, myśl!
– ...do Sebastiana? – dokończył Patryk, patrząc na nią dziwnie melancholijnie. Poczuła się nieswojo.
– Nie wiedziałam, że się znacie...
– Trudno by było, żebyśmy się nie znali – rzucił z błyskiem w oku – skoro jesteśmy braćmi.
– CO?! Chyba sobie ze mnie żartujesz! Jakim cudem...
– Nie krzycz tak. – Nerwowo obejrzał się za siebie i zamknął drzwi, schodząc z wycieraczki. – Normalnie.
– Uhm... – Próbowała sobie jakoś to w głowie poukładać. – To znaczy, że od początku wiedziałeś, że byłam jego dziewczyną...? To znaczy, że się znaliśmy przed wypadkiem...?!
– Dwa razy tak.
– I wiedząc to wszystko, nic mi nie powiedziałeś?!
– Fajnie było widzieć cię taką zadowoloną i cieszącą się, że mnie widzisz – przyznał z uśmiechem powoli wkradającym się na jego usta. – Przyznaję, nie grałem czysto. Chciałem zrobić trochę na złość Sebastianowi, pomieszać mu szyki... Wiesz, braterskie wojny o dziewczynę i takie tam. Po prostu byłem ciekawy, jak to wszystko się rozwinie, co z tego wszystkiego wyjdzie i kiedy sobie wszystko przypomnisz.
Elma teraz już wiedziała, dlaczego Patryk wyglądał jej bardzo znajomo, dlaczego za każdym razem, gdy go widziała, miała przed oczami mglisty, zamazany obraz przystojnego bruneta, który starała się zepchnąć głęboko, na skraj podświadomości.
– Dlaczego mi nic nie powiedziałeś? – spytała z wyrzutem.
– Za dobrze się bawiłem.
– Jesteś... uch. Brak mi słów po prostu! – jęknęła.
– Siostrzyczko, ja tam wiem, że i tak mnie lubisz. – Puścił do niej oczko, uśmiechając się szelmowsko. – Teraz wybacz, korki z angielskiego czekają. Już jeden tramwaj mi uciekł, nie mogę przepuścić drugiego. Bywaj i powodzenia w rozmowie z moim kochanym braciszkiem!
Machnął jej ręką na pożegnanie i już zbiegał po schodach, znikając jej z oczu. Jeszcze przez krótką chwilę słyszała echo jego kroków na stopniach, lecz wkrótce i ten dźwięk ucichł. Westchnęła cicho, pukając do drzwi mieszkania numer piętnaście.
Tym razem otworzył jej już sam Sebastian.
– Cześć... – zaczęła nieśmiało.
– Hej. Wchodź – zaprosił ją do środka. – Herbaty? Wody? Kawy?
– Uhm. Herbaty, jeżeli masz jakąś dobrą – odparła, ściągając kurtkę i buty.
– Nie musisz zdejmować – powstrzymał ją blondyn. – Przeziębisz się, jeśli będziesz chodzić boso. Tu są tylko panele, dywan jedynie w moim pokoju, nigdzie indziej podłoga nie jest ocieplana, że tak powiem.
– Nie chcę nabrudzić, poza tym w skarpetkach się chodzi wystarczająco fajnie... Zwłaszcza na takich panelach.
– Cała Elma – pokręcił głową ze śmiechem. – Nawet brak wspomnień nie jest w stanie cię zmienić. Wcześniej też uparcie odmawiałaś założenia kapci, chodziłaś w samych skarpetkach i radośnie się tutaj ślizgałaś, ku uciesze naszych kotów...
– Macie koty? – Rozbłysły jej oczy.
– Pewnie, że tak. Teraz jednak ich ci nie pokażę, bo są zamknięte w pokoju mojego brata, żeby nie narobiły tutaj szkód. W kuchni na stole jest sernik, a ja nie będę w stanie cały czas pilnować, żeby czasem nie zniknął czy nie został niefortunnie zrzucony – wyjaśnił, wchodząc do kuchni. – Herbata cynamonowa może być? Wiem, że ją uwielbiałaś.
– Nie pamiętam jej smaku – wzruszyła ramionami – ale może być. Brzmi nieźle.
– Siadaj. Trochę potrwa, zanim woda się zagotuje. – Skorzystała z propozycji i usiadła na wygodnym, drewnianym krześle z wysokim oparciem, z ciekawością rozglądając się po niewielkim pomieszczeniu.
Choć niewielkich wymiarów, kuchnia bez wątpienia zasługiwała na miano przytulnej. Sprawiała takie wrażenie dzięki wiszącym u sufitu lampom, dającym miękkie, ciepłe światło oraz dzięki meblom w kolorze jasnego brązu. Na licznych półeczkach wiszących ponad blatem kuchennym ktoś pieczołowicie poustawiał książki kucharskie, słoiczki z przyprawami – Elma dostrzegła w jednym z nich cynamon – oraz hodowane w doniczkach zioła, których dziewczyna nie umiała rozpoznać. Na płycie kuchennej stało kilka garnków przykrytych pokrywkami, zakrywającymi przed ciekawskimi oczami ich zawartość, zaś tuż nad nią wisiała okazała kolekcja noży do krojenia. Sam blat kuchenny wykonany z ciemnego drewna zastawiony został chlebakiem, teraz otwartym, suszarką do naczyń, czajnikiem, mikrofalówką, ekspresem do kawy i blachą, w której spoczywał smakowicie wyglądający sernik. W zlewie piętrzyła się całkiem pokaźna sterta brudnych talerzy i kubków – widocznie pozostałości po niedawnym obiedzie, których jeszcze nikt nie zdążył pozmywać. Typowy domowy nieporządek, zupełnie inaczej niż w domu Elmy. Tam wszystko musiało być posprzątane, idealnie wyczyszczone, na blacie nie mogła zostać nawet okruszynka. To sprawiało,  że w kuchni Jabłońskich czuła się naprawdę dobrze.
– Twoich rodziców nie ma w domu? – spytała zaciekawiona, przenosząc wzrok na opierającego się o blat Sebastiana.
– Nie. Pewnie tego nie wiesz, więc ci przypomnę: moja mama jest z zawodu psychologiem, a tata skończył politechnikę poznańską i został inżynierem mechaniki. Teraz pracuje w jakiejś dużej firmie, gdzie dostał całkiem niezłą posadę. Oprócz tego mam brata, może go widziałaś, wyszedł chwilę przed twoim przyjściem. Ma na imię Patryk. No i jest jeszcze młodsza siostra, Kasia, pięć lat ma. – Wyciągnął z szafki dwa kubki, w tym jeden wymalowany w śliczne, brązowe kotki, oraz herbatę. – Zresztą po co ja ci to mówię... – westchnął. – Wiem, że i tak się znacie, widziałem was parę razy na przerwie.
– To źle? – spytała ostrożnie, nie bardzo wiedząc, co chłopak miał na myśli.
– Nie, skąd – pokręcił głową. Nalał wody do kubków i odstawił z powrotem czajnik. – Po prostu stwierdzam fakt. Już przed tym wypadkiem się bardzo lubiliście.
– To wiele wyjaśnia – przyznała, wstając z krzesła. – Która herbata jest moja?
– Ta w kubku z kotami. Weź za uszko, bo się oparzysz. Chodźmy do mojego pokoju, tam będziemy mogli swobodnie porozmawiać.
Wchodząc do pokoju Sebastiana i niosąc ostrożnie kubek z gorącą, cynamonową herbatą, Elma poczuła, że nagle wszystko przed jej oczami zaczyna się zamazywać i rozjeżdżać. W głowie wybuchło na raz tysiąc fajerwerków, przynajmniej tak się dziewczynie wydawało. Osunęła się na framugę, nie zwracając nawet uwagi na to, że wylewa herbatę.
               
Pokój był jasny i nieco zabałaganiony, lecz nie przeszkadzało jej to zbytnio. Od momentu, gdy pierwszy raz przekroczyła jego próg, zawsze czuła się w nim bezpiecznie. Sama nie umiała stwierdzić, czy to poukładane na półkach książki, stojące na parapecie figurki słoni, wiszące na ścianach rysunki, własnoręcznie wykonane przez właściciela pokoju, czy porozrzucane w nieładzie na biurku podręczniki sprawiały, że w pomieszczeniu panowała naprawdę ciepła atmosfera. Uwielbiała szeroką, brązową kanapę wraz z pomarańczowymi poduszkami ozdobionymi rozmaitymi wzorkami, uwielbiała czerwony dywan zajmujący prawie całą powierzchnię podłogi, uwielbiała komodę, na której stały zdjęcia rodziny i przyjaciół.
Po prostu mogłaby w tym pokoju siedzieć godzinami, nie mając w ogóle wrażenia, że nie jest u siebie. Tu było zupełnie inaczej niż u niej...
               
– Hej, wszystko w porządku? – Poczuła, że kubek wyślizguje się jej z rąk. Otworzyła oczy i nieprzytomnie rozejrzała się dokoła, powoli powracając do rzeczywistości.
– Kurczę, przepraszam – wymamrotała, widząc kucającego obok Sebastiana, trzymającego jej kubek. – Wylałam herbatę... Przepraszam...
– Nie szkodzi, nie przejmuj się tym. Wyschnie. Wszystko w porządku? – Patrzył na nią zatroskany; z tej odległości mogłaby policzyć wszystkie plamki w jego niebieskich oczach.
– Tak – mruknęła cicho. Co to właściwie było to przed chwilą? Wspomnienie?
Uniosła głowę, lustrując wygląd pokoju Sebastiana. Zaskoczona stwierdziła, że wygląda identycznie do tego, co widziała chwilę wcześniej w tej mglistej scenie. To było to samo pomieszczenie, nie pomyliłaby go z żadnym innym. Czyli wróciło kolejne wspomnienie, podsumowała, zbierając się z podłogi.
– To dobrze. – Chłopak również wstał i odłożył kubek na biurko, odsuwając część książek.
– Przepraszam za ten bajzel, który ci zrobiłam...
– Hej, nie przejmuj się, serio. Nie ma czym. – Uśmiechnął się lekko. – Dobrze, jednakże nie przyszłaś tu po to, żeby w kółko przepraszać za wylaną herbatę. Zdaje się, że jest kilka spraw do wyjaśnienia...
– Nawet całkiem dużo, bym powiedziała. Mogę usiąść? – wskazała niepewnie tapczan.
– Pewnie. Nie musisz pytać.
– Więc tak... Może najlepiej będzie zacząć od początku, inaczej się w tym wszystkim pogubię. – Usiadła wśród pomarańczowych poduszek i rzuciła na podłogę swoją granatową torbę, zabraną z przedpokoju. Wyciągnęła z niej oprawiony złotym sreberkiem zeszyt i chwilkę kartkowała. – Jest parę spraw, o których chciałabym się dowiedzieć, a nie mam za bardzo kogo spytać, ponieważ i tak nikt nie wie nic na ich temat.
Przytaknął, przysuwając sobie krzesło i siadając na nim okrakiem, oparciem do przodu.
– Słucham cię.
– To jest mój pamiętnik. – Uniosła do góry zeszyt, żeby mógł zobaczyć jego tytuł, w który układały się fantazyjne litery wypisane czarnym markerem.
– Będziesz go czytać na głos? – Sebastian uniósł brwi. – Przecież w ogóle mnie nie znasz. Już nie mówiąc o tym, że nawet znanym osobom się nie pokazuje swoich pamiętników.
– Ufam ci – stwierdziła po prostu. To zwyczajne stwierdzenie zupełnie zatkało chłopaka, który nie za bardzo wiedział, co ma odpowiedzieć. – W każdym razie mam nadzieję, że mi pomożesz.
– Jakże mógłbym nie pomóc... – Ten uśmiech, który Elma dostrzegła na jego twarzy, był naprawdę szeroki i sprawił, że zrobiło jej się ciepło na duszy.
– Kwestia pierwsza: któregoś dnia dobijał się do mnie ktoś dziwny. Nie miałam jego numeru zapisanego w komórce, nie wiedziałam, kto to jest, a w pamiętniku nie napisałam, o co chodziło. Trochę podejrzanie to wygląda... Chociaż w sumie może się okazać też, że jestem przewrażliwiona.
– Chyba już wiem, o co ci chodzi, faktycznie mi o tym mówiłaś kiedyś – przyznał. – Ale przeczytaj to.
Przytaknęła i spuściła głowę, szukając w zeszycie odpowiedniego fragmentu.
– Trzydziesty pierwszy grudnia, godzina dziesiąta siedemnaście. „Wracając do rzeczy, znalazłam komórkę i sprawdziłam, kto dzwonił. Numer nieznany. Nie mam pojęcia, kto to był, ale nie opuszczają mnie dziwne przeczucia – i raczej nie są one z gatunku tych „dobrych”. Jeszcze nie wiem, co zrobię, gdy telefon zadzwoni ponownie (wiem, że zadzwoni). – Przerwała na chwilę, żeby zaczerpnąć tchu. – Po prostu się boję. Najprościej byłoby nie odbierać, prawda? A co, jeżeli się mylę i na przykład to ktoś ze szpitala albo jakiś znajomy? Nie zapisywałam przecież numerów wszystkich osób, które kiedykolwiek poznałam. O Boże, ale się trzęsę... Komórka dzwoni, aż podskakuje. Kołdra też drży. Boję się.” Nie wiem, o co chodzi, ale to brzmi naprawdę podejrzanie... Dalej niczego o tym numerze nie ma, żadnej wzmianki, nawet najmniejszej. O co tu chodzi?
– Nie znam żadnych szczegółów, bo też i ty sama ich nie znałaś – zamyślił się. – Pamiętam, że mówiłaś mi, że cię szantażują.
– Kto mnie szantażował? Dlaczego? – spytała zaskoczona.
– Nie wiem, kto to był, ale chodziło o to, żebyś nie pomagała Alicji... jak jej tam było... Serkowskiej? Sarkowskiej? Swerowskiej? Nie pamiętam.
– Alicja Swarowska? – olśniło ją nagle.
– Całkiem możliwe. Pamiętasz ją?
– Nie, ale w szpitalu, już po wypadku, gdy tam przychodziłam po szkole, miałam okazję poznać jej matkę. Była żoną doktora Swarowskiego, kobieta chorująca na schizofrenię. Alicja już nie żyje, a jej się ciągle wydawało, że jest inaczej. Ale nie rozumiem, dlaczego nie miałabym jej pomagać? Chora była?
– Z tego, co zrozumiałem, to tak, leżała w szpitalu, a ty chyba podczas obchodów się z nią widywałaś. No i widocznie jej pomagałaś... A oni, nie wiem, kto, zagrozili ci, że jeżeli nie przestaniesz jej pomagać, skrzywdzą kogoś ci bliskiego czy jakoś tak.
– Brzmi absurdalnie. Sytuacja jakby żywcem wzięta z kiepskiego kryminału – zauważyła Elma, podciągając nogi na kanapę i siadając po turecku.
– Też tak myślałem – przyznał chłopak. – Ale wtedy, kiedy mi to mówiłaś, nie wyglądałaś, jakbyś żartowała. Mówiłaś śmiertelnie poważnie, zdaje się, że nikt więcej o tym nie wiedział, a teraz się dowiaduję, że nawet w pamiętniku o tym nie zapisałaś. Mówiłem ci, żebyś poszła na policję, ale nie wiem, czy ostatecznie to zrobiłaś, nie chciałaś za bardzo rozmawiać o całej sprawie, a ja nie naciskałem. – Wzruszył ramionami, opierając podbródek na dłoniach złożonych na oparciu krzesła i spoglądając na szatynkę. – Wydaje mi się, że za bardzo ci w tej kwestii nie pomogę, nie znam szczegółów. Musiałabyś chyba się zwrócić do doktora Swarowskiego, on ci najpewniej powie wszystko. O ile dobrze się orientuję, wtedy sama nie wiedziałaś za bardzo, co się dzieje i o co chodzi. Trochę panikowałaś... ale jakiś czas później wszystko się uspokoiło. Nie pytaj, dlaczego, bo nie wiem.
– Hmm... Rozumiem. – Zanotowała w pamięci kolejne zadanie do wykonania: pójście do szpitala i porozmawianie z doktorem Swarowskim.
– Coś jeszcze ci się rzuciło dziwnego w oczy w tym twoim pamiętniku?
– Mhm. Tak. To już jest związane z nami... – Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi.
– Co takiego?
– Czekaj, zaraz ci przeczytam. – Przewróciła kilka kartek w zeszycie, docierając do czerwca. – Dwudziesty drugi czerwca, godzina siedemnasta dziewięć. „Po prostu już nie mam co ze sobą zrobić, raz jestem wesoła, to znów chce mi się płakać. Co chwilę zaglądam na facebooka z cichą nadzieją, że może jednak odpisał... Ale z drugiej strony: co będzie, jeżeli już odpisze? Co będzie, jeżeli odpowiedź zabrzmi: nie? Nie wiem, co wtedy zrobię.” To można opuścić... – pominęła kilka linijek – bo jest to samo i mało istotne. Dalej: trzydziesty czerwca, godzina dwunasta dwanaście. „Płaczę, nieustannie płaczę i walę w worek treningowy mojej siostry. Czuję się źle, paskudnie źle, chciałabym stąd zniknąć  i już nigdy nie wracać do szkoły i go nie widzieć. To jest po prostu straszne uczucie i nie życzę tego nikomu, nawet największemu wrogowi – uczucie, kiedy serce rozpada się na milion kawałków, jakby ktoś je zrzucił z wysokiej przepaści, kiedy nie można z tym nic zrobić, bo wiesz, że ono leci, leci, leci, w końcu spadnie na ziemię i potrzaska się o skały, tam, na dole, bo takie jest jego przeznaczenie... Choruję na chorobę zwaną mądrze platoniczną miłością. Choć to może śmieszyć, mnie wcale nie śmieszy – po prostu... Po prostu moje marzenia w jednej chwili runęły, w chwili, gdy przeczytałam: >>Jesteś moją przyjaciółką, ale wybacz mi, proszę... zakochałem się w kimś innym<<...”
– Nie wiedziałem, że aż tak to przeżywałaś. – Chłopak był wyraźnie poruszony i kręcił się niespokojnie na krześle. – Wiedziałem, że popełniłem ogromny błąd, ale że aż taki... Nigdy nic o tym nie wspominałaś, a mi nie przyszło do głowy... Wiedziałem, że to musi być dla ciebie trudne, ale...
– Poczekaj, stop, powoli. – Uniosła ręce, próbując go powstrzymać. – Najpierw mi coś wyjaśnij. Sebastian, ty mi dałeś kosza, tak?
– Tak – przyznał.
– Opowiedz mi całą tę historię, bo z tego – uniosła zeszyt – nic nie rozumiem.
– Od początku?
– Od początku.
– Nie wiem, ile masz w tym pamiętniku, więc pewnie część rzeczy będzie się powtarzać... – Upił łyk herbaty, która już dawno zdążyła się zrobić zimna.
– Nieważne, mów.
– Poznaliśmy się wraz z początkiem września, ponieważ oboje wybraliśmy jako drugi język hiszpański podstawowy. Potem jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy gadać coraz więcej i więcej, znajdowaliśmy coraz więcej wspólnych tematów do pogadania, o książkach, anime i innych takich. Typowe pogaduszki licealistów, o ile pogaduszki między chłopakiem a dziewczyną mogą być typowe – roześmiał się. – Takie podchody w sumie to były, ponieważ, nie ukrywam, stopniowo się do siebie zbliżaliśmy i w którymś momencie zabrnęliśmy w tę przyjaźń za daleko, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. I kiedy mi napisałaś, że się we mnie zakochałaś, byłem w szoku, prawdę mówiąc.
– Dlaczego?
– Ponieważ wcześniej jakoś nie przyszła mi do głowy ta możliwość, że jedno z nas się zakocha w drugim. Ja w owym czasie zresztą zajmowałem się myśleniem o pewnej uczennicy z klasy humanistycznej – dosyć inteligentnej, ładnej... Zaś w relacji z tobą znajdywałem jedynie przyjaźń i oparcie. Więc kiedy w czerwcu się dowiedziałem, tak, dałem ci kosza, bo nie miałem wyjścia. Jednak w wakacje doświadczyłem tego samego, co ty, ponieważ ta sama dziewczyna, o której tyle myślałem, również dała mi kosza.
– I się zapętliłeś – stwierdziła Elma.
– Trochę. Jednak na całe szczęście w porę coś zrozumiałem...
– Brzmi jak jakiś tani romans. Jak w jakiejś komedii romantycznej.
– Życie to komedia, więc czym się przejmujesz?
– Niczym. Kontynuuj.
– Herbata ci już zdążyła wystygnąć.
– Wiem. I tak połowę wylałam na ten śliczny dywan. Nieważne. Kontynuuj, proszę.
– Tak się zapętliłem, że nie wiedziałem, co mam zrobić, ale ktoś mądry mi podpowiedział, żebym usiadł i spokojnie pomyślał, czego ja właściwie chcę i co czuję. No i w końcu wyszło mi, że narobiłem niezłego bajzlu, pokręciłem wszystko, sam się pogubiłem i powinienem to wszystko odkręcić.
– Czyli? – zainteresowała się.
– W skrócie: wziąłem piękny bukiecik różyczek i poszedłem do ciebie prosić o wybaczenie i danie drugiej szansy – westchnął. – Chyba trochę się wygłupiłem, ale grunt, że zadziałało. Ale tak naprawdę oficjalnie chyba się staliśmy parą po tym, jak ja wylądowałem w szpitalu.
– Pamiętam, przetrenowałeś się.
– O, to wspomnienie wróciło?
– Tak.
– Coś jeszcze chcesz wiedzieć?

14 komentarzy:

  1. Gryyyy..wryyyyy NIE URYWA SIĘ W TAKIM MOMENCIE!!!! To jest karalne!!
    No dobra wykrzyczałam się :) Przyznam ,ze poprzednie dwa rozdziały średnio mi się podobały, tak ten ...wowww, wciągnął mnie niesamowicie. Nie będę snuć przypuszczeń bo nie chce psuć sobie radochy z czytania :) Grzecznie poczekam na ciąg dalszy, tylko proszę nie trzymaj mnie zbyt długo w takim stanie:)
    P.S Nie wiem czy tylko u mnie na moim chromie ale ten szablon...ładny ,
    Jednak tekst czyta się koszmarnie. Nie dość ze muszę sobie pomniejszyć okno abym ogarnęła tekst, bo na "normalnych" ustawienia 1/3 z lewej strony mi ucina, to ta biel liter sprawia że łzawię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urywa się, urywa. ;)
      Cieszę się, że się podobał, bo również od innej Czytelniczki dostałam sygnały, że przynudzam i mam się poprawić ;) Mam nadzieję, że uda mi się więcej napisać w niedługim czasie, aczkolwiek uprzedzam, że z obietnicy mogę się nie wywiązać: mam w chwili obecnej strasznie mało czasu na cokolwiek.
      PS Taaaaaak, wiem, że jest zły, ale czekam, aż szabloniarka mi wykona zamówiony... Mam go zmienić na coś innego, żeby się dało chociaż czytać?

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Rozdział przeczytałam dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale, prawda?

    No cóż, akcja się rozkręciła. Ubóstwiam Sebastiana, mimo że wcześniej dał kosza Elmie. Strasznie szkoda mi dziewczyny. Zastanawiam się, o co mogło chodzić z Alicją i liczę na to, że jeszcze rozwiniesz ten wątek ;)

    Co do wyjaśnień - wszystko naprawdę dobrze ;). Podoba mi się niemal cały rozdział. Co prawda długo brnęłam przez początek, ale, przyznam szczerze, że dostałam dreszcz, gdy tylko Elma zobaczyła Patryka ;D. Nie wiem dlaczego, ale odnoszę wrażenie, że mogła się ona podobać chłopakowi. Nie rozumiem, dlaczego Patryk ukrył przed Elmą fakt, że Sebastian jest jego bratem.

    Szablon wybitny nie jest, kolory trochę nie w moim stylu, ale liczę na to, że niedługo zajdą jakieś zmiany ;).
    Pozdrawiam ciepło i życzę mnóstwa weny (i czasu, koniecznie czasu).

    (Ech, tym razem nie popisałam się długością komentarza, ale czeka na mnie nauka z biologi, niestety...)

    Elif
    [anielskie-szepty.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozwinę, rozwinę, nie martw się. ;)

      Bo początek też i nudny był, ale konieczny, żeby wprowadzić akcję, przynajmniej ja tak myślę. Cieszę się, że reszta rozdziału Ci to zrekompensowała. :)

      Zmiany zajdą, przynajmniej taką mam nadzieję... :D Sama próbować robić szablonu nie będę, bo wybitnie mi to nie wychodzi, poczekam, aż dostanę nowiutki, śliczniutki i w ogóle. :D

      Nie ma sprawy, mam dokładnie to samo, nie przejmuj się!

      Pozdrawiam serdecznie,
      Kat

      Usuń
  3. Jak nie piszesz, to przez długi czas i marudzisz, ale jak już napiszesz to rozdział z przytupem. I co mogę powiedzieć? Jak dla mnie chyba Patryk trochę skradł ten rozdział, bo jak przeczytałam, że są braćmi, to mi szczena opadła na podłogę. To zupełnie przeciwieństwo Sebastiana, bo on wydaje się taki uczciwy i taki słodki. Tak, ale to urocze ;)
    W ogóle podziwiam Elmę, że przeczytała Sebastianowi fragment pamiętnika, jak dla mnie to tak intymna sprawa, że nawet własnemu chłopakowi bym nie pokazała, a co dopiero chłopakowi, którego nie potrafię z jakiegoś powodu rozgryźć. Chociaż z drugiej strony on jest takim łącznikiem i czegoś się mogła dowiedzieć. Także podziwiam ją za odwagę ;P
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, marudzę i marudzę, tak to już mam, niestety ;_; I tak, przyznaję Ci rację, bo faktycznie tak jest ;p
      Sebastian też jest uczciwy; słodki też, ale to już raczej zależy od definicji słodkości. Powiedziałabym raczej, że Patryk do uczciwych nie należy, w końcu nie powiedział Elmie, że jest bratem Sebastiana, lecz perfidnie to wykorzystał ;p
      Ufała mu. Po prostu mu ufała, innego wyjaśnienia, dla którego pokazała pamiętnik, nie ma. Odwaga jest rzeczą względną, lecz czasem do działania potrzeba jakiegoś bodźca, potrzeba, żeby jednak ktoś popchnął i samo się zaczęło dziać, a ty już musisz po prostu zrobić resztę, nie bacząc na konsekwencje. Tak więc ona ryzykowała, ale ze świadomością, że to ryzyko może jej przynieść rozwiązanie wielu zagadek.
      Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  4. Nooo tak trochę poczekasz, bo ogarnianie się z rozdziałem dosyć dużo czasu mi zajmuje ostatnio... xD
    Pozdrawiam również ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No i proszę! Można? No baa, pewnie, że można! Jak się chce, to wszystko da rady zrobić, zawrzeć i akcję i napięcie i jakies szokujące wieści w jednym, jedynym rozdziale.
    Zacznijmy od tego, że trochę bałam się czytać ten 14 rozdział, przez wzgląd na to, że tamten poprzedni tak źle mi podszedł. Bałam się, że będzie zwyczajna powtórka z rozgrywki. Jednak miło, a nawet bardzo miło mnie ta czternastka zaskoczyła.
    W końcu było coś co lubię – trochę napięcia, akcji, zamieszania i przede wszystkim: wyjaśnienia na nurtujące pytania związane z Sebastianem. Ale od początku.
    Już na samym początku (tak wiem, powtarzam się) podobało mi się budowanie napięcia, tak zwane wprawianie czytelników w klimat. To, jak bardzo Elma się stresowała i bała przed tą rozmową było bardzo dopracowane i poświęciłas na to sporo miejsca w rozdziale. I bardzo słusznie, dzięki temu wyszło wiarygodnie, ja stresowałam się razem z nią, niemal czulam ten jej strach i niepewność w sobie, przez chwilę miałam ochotę powiedzieć jej: „dziewczyno, odpuść, nie jestes na tyle silna psychicznie by to zrobić”. Jednak gdybyś tak właśnie postanowiła, Autorko, to byłaby lipa totalna i chyba najgłupsza rzecz z możliwych do zrobienia.
    Teraz już przechodzę do części właściwej. Patryk – brat byłego chłopaka, tego nigdy bym się nie spodziewała i podobnie jak ktoś już wyżej pisał – szczęka mi opadła. Recz jasna pozytywnie, od bardzo dawna już tutaj nic mnie nie zaskoczyło, a tu nagle taka informacja! No, no, no, pełen szacun za ten pomysł, zdecydowanie jestem na „TAK”. Później tez było bardzo, ale to bardzo smacznie – a za stracenie przytomności Elmy i jej upadek na podłogę wraz z goracą herbatą bez wątpienia neleży Ci się szóstka z plusem, to było genialne i uważam za mistrzowskie posunięcie. Niby nic, ale ja już widziałam tę scenę przed oczami jak ona osuwa się na podłogę, wylewajc tę herbatkę z kubeczka. Taka można powiedzieć bzdurka, ale za to jak bardzo dodaje smaczka całemu tekstowi. Świetnie! Strasznie mi się to zemdlenie podobało i było bardzo na miejscu.
    Natomiast nigdy nie może być doskonale, takie życie, bo akurat za słaby uważam fakt, że cała afera była o to, że Sebastian nie odwzajemnił uczuć dziewczyny… I dlatego ona go tak nienawidziła i bała się z nim rozmawiać? Sądziłam, że to będzie grubsza afera. Ale i tak coś mi tu nie pasuje. Przeciez według jego zeznań, on wrócił do Elmy i ona go przyjęła i mu wybaczyła, więc w czym problem? Nie rozumiem w takim razie zachowania Elmy, wychodzi na to, że robiła z igły widły albo to ja źle coś zrozumiałam. Bo dał jej kosza – fakt nieładnie, ale cóż, natomisat później przemyślał i do niej wrócił… O co w takim razie się rozchodzi? Heh, pozostało jeszcze te końcowe zapytanie: „Coś jeszcze chcesz wiedzieć?” więc może ta kwestia więcej się wyjaśni w następnym rozdziale.
    Okey, ogólnie rozdział czytałam z przyjemnością, od początku do końca mi się podobało, nie ma co narzekać. Było sporo informacji, były fajne opisy tworzące klimat, było zemdlenie – jak dla mnie zasłużyłaś na 6 z małym minusem, a ten minus za tą nierozumianą przeze mnie nienawiśc i niechęć Elmy do Sebastiana. A wszystko inne – cud, miód i orzeszki, widzę, że opowiadanie wraca do formy i tego Ci życzę. Pozdrawiam!
    (Sory za brak emotikon, ale rozdział pisany w Wordzie i tu wklejany i gdybym użyła „uśmiechów” wyszły by jakieś dziwne znaczki typu: {&?#)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał ten rozdział! Przyznaję, sama też się trochę obawiałam, czy na pewno wyjdzie tak, jak chciałam - fajnie słyszeć, że się to udało! :3
      Pomysł Patryka jako brata Elmy wpadł mi do głowy już dawno właściwie, lecz tylko czekał na odpowiedni moment, żeby to ujawnić. ;) I, oczywiście, nie omieszkam tutaj zawiązać intrygi - w zasadzie można powiedzieć, że choć karty (prawie wszystkie) zostały wyłożone na stół, prawdziwa gra dopiero się zaczyna!
      I o to chodziło!
      Oj, nie, nie, nie, nie wyciągaj wniosków tak szybko! Afera wcale nie była o tego kosza, afera była nieco grubsza i o coś innego! Przecież, jak sam powiedział, wrócił do niej z kwiatkami i ją ładnie przeprosił. ;) O co chodziło - to już w następnym rozdziale, chciałam jednak tylko napisać, że wyciągasz mylne wnioski. Chociaż w sumie to nawet dobrze, bo dzięki temu być może bardziej cię zaszokuje kolejny rozdział. Ze swej strony mogę obiecać, że będzie jeszcze wiele zaskakujących zwrotów akcji, choć postaram się nie robić z Makowego dramatu czy w ogóle opowiadania akcji, bo to wciąż ma być romans :> Ale będzie ciekawie, to mogę obiecać.
      Opowiadanie wraca do formy, a ja wraz z nim. :)
      Dzięki wielkie za komentarz, pozdrawiam! :3

      Usuń
    2. Tak, właśnie ja się domyślałam, że to coś za mało było jak na taką aferę, własnie napisałam, że tego nie rozumiem, bo przecież do niej wrócił i teoretycznie już wszystko było dobrze. Dlatego cieszę się, że to nie koniec nowinek i dowiemy się niebawem całej prawdy. :) W takim razie pozostaje tylko czekać na ciąg dalszy, powodzenia w pisaniu! :)

      Usuń
  6. Mam mało nauki -o dziwo- więc wolny czas muszę jakoś poprawnie wykorzystać, prawda? Obiecałam ci przeczytać twoją notkę i oczywiście, rzecz jasna, skomentować ją, a ja słowa dotrzymuję.
    W każdym razie... tyle się działo! Każdy kolejny wers czytałam z coraz większym zainteresowaniem.
    Co mnie zdziwiło? Patryk bratem Sebastiana? Kurcze, ja... nie wiem co powiedzieć. To było okrutne! XD
    Moment, kiedy Elma przypomniała sobie jedno wspomnienie, wylewając przy tym herbatę -mistrzostwo. Okrroooopnie mi się podobało! Seba czasami naprawdę potrafi być kochany, jednakże czymś wcześniej zawinił i tutaj się pojawia pytanie: co?
    No i proszę -wyznajesz nam tutaj, że bohaterka była prześladowana. Kolejny plus! Kolejna tajemnica ujawniona .. ;) A tak szczerze, to z tym pomysłem to strzeliłaś w dziesiątkę.
    Rozdział był ... mega :)) I z całego serca zyczę ci, żeby następne również takie były. dodam jeszcze, że bardzo fajniesz piszesz dialogi ;) Ich rozmowy naprawdę są ciekawe.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, własnie. Błąd. wiemy, czym Sebastian zawinił, wybacz XD

      Usuń
    2. Cieszę się, że znalazłaś chwilkę, żeby moją pisaninę przeczytać. ;)
      Okrutne? Niby czemu? :P Planowałam to już od jakiegoś czasu, więc dla mnie szoku nie było, ale ja to co innego. :D
      Cieszę się, cieeeeeszę :D On generalnie jest kochany. Bardzo kochany. Po prostu miewa momenty wredoty...
      Wiemy, czym zawinił? Jesteś absolutnie pewna? :P Przecież napisałam, że dał jej kosza, ale poleciał przepraszać. Z kwiatkami. I to się działo przed wypadkiem. Możliwe, że za mało to zaznaczyłam, ale myślałam raczej, że to jasne, bo po wypadku nic takiego się nie działo przecież... A widzę, że sporo osób tym samym wprowadziłam w błąd ;p Później działo się coś więcej, ale to już w następnym rozdziale, jak tylko go napiszę.
      Fajnie, że podobają Ci się dialogi ;)
      Jeszcze raz wielkie dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam! ;3

      Usuń